Specjalny zespół ma przygotować listę instytucji, których siedziby można by przenieść poza Warszawę.
Reklama
Równolegle rząd przygotowuje dokument, który odwróci dotychczasowy model rozwoju kraju. Zamiast na duże miasta, nacisk będzie położony na Polskę powiatową. Powstanie też ponadregionalny program pomocowy. Autorem programu jest związany z Porozumieniem Jarosława Gowina nowy prezydent Chełma Jakub Banaszek.
Na wczorajszej konwencji partyjnej nie padły jednak konkrety dotyczące tego, które instytucje i dokąd miałyby trafić. – Mamy listę 122 miast tracących funkcje społeczno-gospodarcze i instytucje, które można byłoby tam przenieść – stwierdził Banaszek i zapowiedział powołanie samorządowo-eksperckiego zespołu ds. dekoncentracji, który sporządzi listę z konkretnymi propozycjami. Jeszcze w grudniu Gowin wspominał o możliwości przeniesienia stołecznych instytucji do Chełma, Jeleniej Góry czy Kielc. W dyskusjach najczęściej wskazuje się Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, NIK i ZUS.
Co na to PiS? Prezydent Andrzej Duda na łamach „Plus Minus” sugerował niedawno, że ZUS, GUS czy Trybunał Konstytucyjny można przenieść np. do Piły, Suwałk czy Lublina. Z kolei posłanka Anna Sobecka w liście do premiera Morawieckiego prosiła, by w procesie deglomeracji uwzględnić Toruń. Problem w tym, że za tymi hasłami jak dotąd niewiele się kryło. Stąd samorządy pojawiające się na tej giełdzie same studzą nastroje. – Takich deklaracji było już wiele. Czekamy na konkrety. Lublin jest przygotowany – mówi prezydent miasta Krzysztof Żuk.

Reklama
Problem z koncepcją jest tym większy, że właściwie z nikim nie jest ona oficjalnie konsultowana. A to grozi uszczęśliwianiem niektórych na siłę. – Nie było do tej pory żadnych rozmów, ani z wicepremierem Gowinem, ani z jego przedstawicielami – mówi prezydent Jeleniej Góry Jerzy Łużniak. Jego zdaniem większy sens ma przenoszenie do miast powiatowych instytucji wojewódzkich, a nie centralnych. – Nie wiemy, na czym konkretnie miałaby polegać owa deglomeracja. Samo przeniesienie grona urzędników z Warszawy do Jeleniej Góry nie ma większego sensu – argumentuje.
Przykłady takiej wewnątrzwojewódzkiej deglomeracji już są, choć wynikają ze sporów między miastami z czasów tworzenia nowych województw. W Kujawsko-Pomorskiem Bydgoszcz jest siedzibą wojewody, a Toruń – sejmiku. W Lubuskiem wojewoda działa w Gorzowie Wielkopolskim, a samorząd w Zielonej Górze. Czy inni pójdą w te ślady? Pół roku temu małopolscy działacze PiS przekonywali do przeniesienia instytucji regionalnych poza Kraków. I tak zarząd województwa i marszałek mieliby obradować w Tarnowie, a sejmik – w Nowym Sączu.
Pytanie też, co właściwie rozumie się pod hasłem deglomeracji. Gowin sugerował, że w trakcie takiej przeprowadzki z Warszawy do Kielc jest już Główny Urząd Miar (GUM). Jak słyszymy w samej instytucji, mówienie o zmianie siedziby jest nadużyciem. – Ten projekt nie ma takiego celu. Powstaną tam nowe laboratoria, ale nie będzie miejsca dla administracji i budynku urzędu. Projekt finansowany jest z pieniędzy regionalnych i nie można z nich budować inwestycji centralnych – tłumaczy nam źródło w GUM. Ale władze Kielc i tak nie kryją zadowolenia. – Podstawowym zapleczem kadrowym staną się nasze uczelnie. Politechnika Świętokrzyska uruchomiła już nową specjalizację – metrologię – mówi Anita Lagierska z urzędu miasta.
Równolegle do zapowiedzi Gowina rząd szykuje własną strategię deglomeracji. Do 20 stycznia potrwają konsultacje Krajowej Strategii Rozwoju Regionalnego 2030. Główna zmiana polega na odejściu od modelu przyjętego przez rząd PO-PSL. Polega on na tym, że polityka regionalna skupia się na dużych miastach, które miały stanowić motory napędowe regionów. PiS chce się przeorientować na „rozwój zrównoważony terytorialnie” i skoncentrować na obszarach słabszych gospodarczo.
Planowane jest nawet stworzenie rządowego programu dla takich miast, choć jego cele są na razie opisane dość ogólnikowo. „W ramach Programu 2020+ realizowany będzie kompleksowy pakiet działań z zakresu rozwoju lokalnej przedsiębiorczości, aktywizacji zasobów rynku pracy, inicjatyw gospodarczych i społecznych, a także poprawy dostępu mieszkańców do podstawowych usług publicznych” – czytamy w projektowanym dokumencie.