Druga tura głosowania tylko potwierdziła porażkę partii rządzącej w dużych miastach. Ale jednocześnie PiS zyskał w nich nowych sympatyków i może traktować to jako poszerzenie bazy elektoratu przed kolejną elekcją.
Zgodnie z przewidywaniami kandydaci PiS nie odbili największych miast z rąk opozycji lub działaczy niepartyjnych. Politycy partii rządzącej zdawali sobie sprawę z tego, że tam walka będzie najtrudniejsza z powodu charakterystyki miejskiego elektoratu – to wyborcy bardziej liberalni i lewicowi.
Wyniki drugiej tury tym bardziej utrwaliły polityczny rozłam na Polskę miejską – głosującą przeciwko PiS, i pozostałą część kraju – dużo chętniej popierającą kandydatów partii Jarosława Kaczyńskiego. Choć kandydaci PiS uzyskiwali nie najgorsze wyniki indywidualne (bo np. w Gdańsku czy Szczecinie to oni przeszli do drugiej tury, a nie osoby wspierane przez Koalicję Obywatelską), to jednak w ogólnym rozrachunku sytuacja powinna stanowić dla tego ugrupowania ostrzeżenie. Po wyborach w 2014 r. Prawo i Sprawiedliwość rządziło w kilkunastu miejscach (m.in. Łomża, Nowy Sącz, Siedlce, Biała Podlaska) na 107 miast prezydenckich w kraju. Dziś stan posiadania skurczył się do zaledwie kilku miast, z czego największym jest ponad 60-tysięczny Zamość.
Reklama
– W zasadzie spodziewaliśmy się takich wyników poza trzema przypadkami. Biała Podlaska i Siedlce to negatywne niespodzianki, ale za to Chełm to pozytywna. Nikt nie płacze, wiedzieliśmy, że będziemy słabi w tej strukturze samorządu. Celem było mieć sześć sejmików i je mamy. Nauczką jest to, że trzeba uważać na integrację opozycji – mówi polityk PiS.
Jednak porażka PiS w drugiej turze nie oznacza klęski tej partii w wymiarze ogólnym. Politycy ugrupowania podkreślają, że w większych miastach mieszka tylko ok. 15 proc. ogółu wyborców, a w pozostałych częściach kraju to PiS jest górą – wygrał w 162 na 314 powiatów oraz w 9 z 16 województw (z czego samodzielnie w sześciu).

Reklama
Większość kandydatów PiS nie startowała w miastach z szansami na zwycięstwo, a raczej po to, by zdobyć nowy elektorat dla partii. A to ma procentować w kolejnych wyborach. Na ogół wyborcze pojedynki toczyły się na osi PiS – reszta świata, więc pojawiający się w kilku miastach wynik rzędu 35 proc. dla kandydata PiS nie jest zły. – W większości mamy lepsze wyniki niż w wyborach parlamentarnych. A kandydaci, którzy odpadli, mogą startować za rok w wyborach do Sejmu. Przez ten czas nie stracą politycznego kapitału – podkreśla polityk PiS.
Dziennik Gazeta Prawna
Celem partii rządzącej w wyborach europejskich jest osiągnięcie wyniku lepszego niż w samorządowych. Gdyby dostała w maju ok. 35 proc., to wynik ten zostałby uznany za realizację strategii.
Dla opozycji z wyborów w miastach płynie lekcja, że szanse na wygraną z PiS w wyborach parlamentarnych daje szerokie porozumienie. Wyborców wielkomiejskich zmobilizowały hasła zagrożenia ze strony partii Kaczyńskiego. Nie działały na nich przekazy, że samorządy, w których będzie rządził PiS, będą mogły liczyć na preferencyjne traktowanie. Tyle że wobec sprzeczności między partiami opozycyjnymi owo porozumienie wydaje się dziś trudne.
W kontekście przegranej PiS pojawiły się pytania o realizację inwestycji, które miały dać wyborczą przewagę kandydatom rządzącej partii. – W każdym mieście, w którym pojawiał się premier, składano obietnice. Części z nich od początku nie miał zamiaru realizować, bo te inwestycje są niewykonalne. Inna kategoria to przedsięwzięcia, które dawno zaplanowano albo dla których pozyskano środki europejskie, więc nie spodziewam się, by PiS miał się z nich teraz wycofać – ocenia Jacek Protas, poseł PO.
Część planów inwestycyjnych rządu jest oderwana od wyborczych sukcesów czy porażek PiS, bo ich efekt ma mieć charakter ogólnopolski. Sztandarowym przykładem jest rozbudowa lotniska w Radomiu. Decyzja w tej sprawie już zapadła, a pierwszy etap jej wdrażania to zakup radomskiego portu lotniczego w Sadkowie przez spółkę Polskie Porty Lotnicze. Zarówno w rządzie, jak i w PiS jest determinacja, aby to Radom został zapasowym lotniskiem dla Warszawy. Argumenty dotyczą m.in. tego, że budowa portu w tej lokalizacji będzie szybsza i tańsza, niż gdyby miano rozbudowywać Modlin. – W podobnej odległości są lokowane lotniska np. dla Amsterdamu czy Frankfurtu – zwraca uwagę jeden z polityków PiS. Za uruchomieniem Radomia przemawiają także względy polityczne, optują za tym wpływowi politycy obozu rządzącego Stanisław Karczewski, Marek Suski i Adam Bielan. Dlatego nawet wyborcza porażka PiS w tym mieście nie powoduje, że inwestycja traci na politycznej atrakcyjności.
Podobnie wygląda kwestia np. z przekopem Mierzei Wiślanej. W sprawie połączenia Zalewu Wiślanego z Zatoką Gdańską także zapadła już decyzja rządowa. Dlatego porażka w wyborach prezydenckich w Elblągu nie będzie miała wpływu na tę inwestycję. Co nie znaczy, że opozycja wierzy rządowi na słowo. – Intencje PiS w tej sprawie są nieszczere. Partia miała przygotowaną całą dokumentację pozwalającą uruchomić projekt. Ale wyrzucono to wszystko do kosza i przygotowano specustawę, tracąc na to dwa lata. Wielokrotnie wskazywaliśmy, że ta droga prowadzi donikąd, chyba że do skonfliktowania nas z Komisją Europejską, Rosjanami czy organizacjami ekologicznymi. Nie wiem, dlaczego dziś nie ma pozwolenia na budowę czy decyzji środowiskowej – zastanawia się Jacek Protas. Mimo wszystko wydaje się, że rząd wciąż uważa kanał za kluczową inwestycję, która ma uatrakcyjnić gospodarczo region i uniezależnić żeglugę po zalewie od dobrej woli Rosjan.