Zasoby kadrowe maleją, a popyt na pracowników jest rekordowy. Czy rozwiązaniem może być przyjmowanie cudzoziemców? Część samorządów doszła do wniosku, że tylko tak można zapewnić przedsiębiorstwom dalszy rozwój.
W ostatnim kwartale 2017 r. w Polsce odnotowany został wzrost gospodarczy na poziomie 5,5 proc., w skali całego roku wyniósł on zaś 4,4 proc. Tak wyraźne przyspieszenie wiąże się z tworzeniem nowych miejsc pracy, których obsadzenie nie jest obecnie w pełni możliwe wyłącznie przy wykorzystaniu osób bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy. Imigracja zarobkowa nabiera więc masowej skali. W 2017 r. zostało wydanych ponad 1,8 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi, o 39 proc. więcej niż w poprzednim roku – wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Aż 94 proc. wszystkich oświadczeń dotyczyło obywateli Ukrainy, na których zapotrzebowanie wzrosło o 36 proc. rok do roku.
– Z jednej strony daje o sobie znać demografia, a jej efekt wzmaga nadal drenująca nasz rynek emigracja. Z drugiej strony mamy lawinowy, ponad 50-proc. wzrost wakatów, który szczególnie widać w przemyśle, sektorze budowlanym i logistyce. To właśnie do tych sektorów po 2014 r. zaczęli napływać pracownicy ze wschodu – wyjaśnia Andrzej Kubisiak, dyrektor zespołu analiz i komunikacji w Work Service.
Reklama
Dodaje, że dzięki masowemu napływowi pracowników – głównie z Ukrainy – nie mamy dziś do czynienia z ponad 0,5 mln wakatów, a wiele zakładów jest w stanie terminowo realizować zamówienia i podpisywać nowe kontrakty.

Reklama
Nadal jednak deficyt pracowników daje się we znaki firmom. W ubiegłym roku 50 proc. z nich deklarowało, że miało w ostatnim czasie kłopoty z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników. To o 15 pkt proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z „Barometru Rynku Pracy” przygotowywanego przez Work Service.
Przyjąć znaczy zintegrować
Problemy firm dostrzegają samorządy, które coraz bardziej angażują się w dostarczanie pracowników na lokalny rynek. Miasto Gdańsk jako pierwsze w Polsce przyjęło i konsekwentnie wdraża politykę integracji cudzoziemców. Jej głównym narzędziem jest opracowany i przyjęty do realizacji uchwałą Rady Miasta Gdańska z 30 czerwca 2016 r. Model Integracji Imigrantów. Model obejmuje takie obszary, jak : edukacja, (szkolna, wyższa), społeczności lokalne, kultura, bezpieczeństwo, zdrowie, praca, pomoc społeczna, mieszkalnictwo, komunikacja społeczna.
– Od roku realizowana jest również kampania społeczna pod hasłem „Łączy nas Gdańsk” – informuje Olimpia Schneider z Urzędu Miasta w Gdańsku. Dodaje, że ze względu na bliskość kulturową, znajomość języka polskiego oraz niewygórowane oczekiwania finansowe wielu przedsiębiorców z regionu najczęściej sięga po pracowników z Ukrainy. W 2016 r. Gdański Urząd Pracy zarejestrował 30 tys. oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcom. W 2017 r. liczba ta wyniosła już ponad 63 tys.
– Powiatowy Urząd Pracy w Gdyni wydał w 2016 r. 10,5 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi na terenie Polski, a w 2017 r. już ponad 21 tys. Do końca marca 2018 r. wydano już 4,5 tys. takich oświadczeń, co świadczy o utrzymaniu się liczby osób z zagranicy, które przyjeżdżają do Gdyni niejako „na zamówienie”, gdyż pracodawcy ich po prostu potrzebują. Od początku roku, w związku ze zmianą przepisów dotyczących legalizacji pracy cudzoziemców, zwiększyliśmy liczbę pracowników w tym dziale z dwóch do siedmiu, od jesieni 2017 r. regularnie organizujemy spotkania z pracodawcami i wyjaśniamy wszelkie sprawy związane z wnioskami o zatrudnienie cudzoziemców. Czas załatwienia zezwolenia na pracę sezonową lub rejestracji oświadczenia skrócił się z siedmiu do czterech dni. Współpracujemy z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej, zwłaszcza z Punktem Informacyjnym dla cudzoziemców w Gdyni, który otrzymuje od nas aktualną listę firm zainteresowanych legalnym skorzystaniem z pracy cudzoziemców. Warto też pamiętać, że nie ma żadnej różnicy w procesie uzyskania statusu osoby bezrobotnej, niezależnie czy przychodzi do nas Polak czy obcokrajowiec, o ile ma stały lub czasowy meldunek na terenie Gdyni. Jeśli taka osoba nie może skorzystać z zasiłku, i tak ma pełne prawo skorzystać z pomocy w poszukiwaniu pracy i oferty doradztwa zawodowego – wyjaśnia Joanna Siwicka, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Gdyni. – W Gdyni chętnie osiedlają się imigranci z różnych stron Europy i świata. Łatwo tu o atrakcyjną pracę, dobrą edukację dla dzieci, a uczelnie wyższe oferują programy wspierające edukację obcokrajowców. Dla tych nowych gdynian miasto prowadzi punkt informacyjny, organizuje i opłaca kursy języka polskiego dla dorosłych, dodatkowe godziny dydaktyczne w szkołach dla dzieci, a także oferuje pomoc w sytuacjach kryzysowych. Jest to oferta skierowana do wszystkich imigrantów, ale najczęściej korzystają z niej Ukraińcy. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się kursy polskiego, z których można skorzystać w aż pięciu placówkach Miejskiej Biblioteki Publicznej. Ofertę uzupełniają wolontariusze, którzy w dwóch grupach całkiem za darmo uczą polskiego – dodaje Michał Guć, wiceprezydent Gdyni.
Zdaniem ekspertów takie inicjatywy są bardzo potrzebne. Szczególnie że w obecnych warunkach prawnych napływ kadr ze Wschodu nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę. Znacząca większość osób przybywa do Polski na sześć miesięcy, co powoduje, że tacy pracownicy często mogą znaleźć jedynie zatrudnienie poniżej swoich kwalifikacji, jako pracownicy niskiego szczebla. Co więcej, tak krótki czas legalnego pobytu powoduje również brak możliwości awansu, rozwoju, nauki języka.
To także bardzo ograniczone wydatki cudzoziemców na naszym rynku. Pracownicy ze Wschodu większość swoich pensji wysyłają do rodzin w swoim kraju, a u nas wydają bardzo niewiele, przez co w ograniczony sposób napędzają naszą gospodarkę.
– Największym problemem w takim krótkoterminowym modelu migracyjnym jest jednak słabe przyciąganie specjalistów i wykwalifikowanych kadr. Pół roku to zbyt krótki czas na nostryfikowanie dyplomów, zapewnienie odpowiednich uprawnień zgodnych z wymogami unijnymi, ale także wdrożenie do pracy – mówi Andrzej Kubisiak.
Nowe kierunki napływu
Poza tym, jak zauważają szefowie innych agencji zatrudnienia, najlepsze w ostatnich latach źródło pracowników zza naszej wschodniej granicy – Ukraina – zaczyna się już ewidentnie wyczerpywać. Ukraińcy, którzy zaczęli do nas napływać w drugiej fali (około dwa lata temu), mają już zupełnie inne priorytety niż ci z pierwszej fali, sprzed około 10 lat. Coraz więcej z nich patrzy na Polskę wyłącznie jak na przystanek w drodze na Zachód, a oczekiwania tych, którzy już tu pracują, rosną tak szybko, że na wiele stanowisk przestaje się opłacać ich zatrudniać. Co więcej, zapotrzebowanie na ręce do pracy w polskich zakładach jest dziś tak duże, że nie udaje się go zaspokoić, nawet sięgając po chętnych z pozostałych pięciu krajów, które podlegają uproszczonej procedurze dostępu do rynku pracy: Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Rosji. Dlatego firmy coraz chętniej sięgają po pracowników z Indii i Nepalu.
Jak ułatwić zatrudnianie
Wielkopolski Urząd Wojewódzki, by pomóc firmom rozwiązać braki kadrowe, stawia na działania mające na celu usprawnienie obsługi spraw cudzoziemców i skracających czas potrzebny na wydanie stosownych zezwoleń. Szczególnie że dotyczących spraw cudzoziemców cały czas rośnie. W 2017 r. wpłynęło odpowiednio o 135 proc. więcej wniosków o zezwolenie na pracę ( w sumie 32 tys.) i 45 proc. więcej wniosków o zezwolenie na pobyt czasowy niż w 2016 r. (łącznie 17 tys.).
– Podjęto działania związane np. z formalnym skróceniem obiegu dokumentów, zatrudnieniem nowych pracowników czy przekazaniem dodatkowych zadań do delegatur – wyjaśnia Tomasz Stube, kierownik działu mediów i komunikacji społecznej Gabinetu Wojewody WUW w Poznaniu. I potwierdza lawinowy wzrost liczby wniosków dotyczących spraw cudzoziemców.
Lublin, w którym pracuje już około 30–40 tys. obywateli Ukrainy, stawia też na pracowników z innych krajów Europy, którzy zatrudnienie znajdują głownie w sektorze IT i nowoczesnych usług. Szacunki miasta mówią już o ok. 500 takich osobach.
– W tym momencie Lublin jest też jednym z najchętniej wybieranych przez studentów-cudzoziemców polskich miast. Uczy się u nas blisko 6,4 tys. osób z zagranicy. Działania miasta są ukierunkowane na to, by takich studentów i absolwentów włączyć w lokalny rynek pracy – wyjaśnia Małgorzata Tatara z oddziału ds. mediów i komunikacji społecznej w Biurze Wojewody w Lublinie.
Wrocław również zabiega o to, by plasować się wśród atrakcyjnych regionów w Polsce, jeśli chodzi o rozwój kariery zawodowej i relokację. Dlatego poza wysoką jakością życia stara się zapewniać możliwości rozwoju zawodowego mieszkańcom i cudzoziemcom, widząc w tym szansę na pozyskanie wartościowych pracowników. Badania przeprowadzone przez firmę Morizon wśród obcokrajowców mieszkających w Polsce potwierdzają słuszność obranego kierunku. Aż 90 proc. poleciłoby zamieszkanie we Wrocławiu znajomym.
Samorządy potwierdzają, że dzięki stałemu napływowi cudzoziemców sytuacja na lokalnych rynkach pracy jest w miarę stabilna.
– Szacuje się, że we Wrocławiu przebywa ponad 100 tys. obcokrajowców. Stopa bezrobocia jest bardzo niska i wynosi 2 proc. – potwierdza Jacek Sutryk, dyrektor departamentu spraw społecznych Urzędu Miejskiego Wrocławia.
Branże w deficycie
Obecność obcokrajowców na lokalnym rynku pracy jest także korzystnym rozwiązaniem dla firm poszukujących pracowników o szczególnych umiejętnościach lub kwalifikacjach. W sposób szczególny dotyczy to firm sektora budowlanego, które ze względu na spadek zainteresowania młodzieży szkolnictwem zawodowym oraz szybki wzrost m.in. inwestycji infrastrukturalnych nie są w stanie pozyskać spośród naszych rodaków wystarczającej liczby pracowników. Podobne trudności przeżywa branża nowoczesnych technologii, w tym sektor IT. Globalne zapotrzebowanie na specjalistów z tego sektora sprawiło, że wielu z nich opuściło np. Trójmiasto i podjęło zatrudnienie w bogatszych państwach Europy Zachodniej. Bez zatrudniania obcokrajowców wiele firm miałoby dziś znaczące trudności z realizacją zadań. Szczególnie że tych ciągle przybywa w związku z ożywieniem gospodarczym.
Świnoujście wprost przyznaje, że dzięki imigrantom w regionie funkcjonują nie tylko firmy budowlane, ale i sieci handlowe, ośrodki sanatoryjne, czy hotele.
– Warto także wspomnieć o pośrednich korzyściach wynikających z napływu obcokrajowców na lokalny rynek pracy. Każdy z cudzoziemców zatrudniany jest na identycznych zasadach, jak polscy pracownicy. Oznacza to, że również obywatele Ukrainy, Rosji czy Białorusi muszą odprowadzać do budżetu państwa m.in. podatek od wynagrodzenia czy składki zasilające system opieki zdrowotnej. Cześć pieniędzy trafia także bezpośrednio do polskich przedsiębiorców w postaci np. opłat za żywność, wynajem lub zakup mieszkania czy wydatków ponoszonych na realizacje potrzeb kulturalnych, transportowych i edukacyjnych – zauważa Olimpia Schneider.

Eksperci zwracają jednak uwagę na pewne zagrożenie, które może odbić się na dostępie do pracowników z innych krajów. Chodzi o wydolność polskich urzędów pracy. Po zmianie przepisów, która nastąpiła pierwszego stycznia tego roku, urzędy mają siedem dni na rejestrację wniosków powierzenia pracy cudzoziemcom. W praktyce jednak notorycznie przekraczają ten termin o kilka dni, a nawet o ponad tydzień. Lech Antkowiak, zastępca dyrektora Urzędu Pracy w Warszawie, tłumaczy, że urzędy obarczone od pierwszego stycznia obowiązkiem przyjmowania wymaganych dokumentów w różnej formie po prostu utonęły w systemie rejestrowania. Szczególnie że duża część z nich wpływa w formie papierowej. Najsłabszym ogniwem jest więc niewystarczająca liczba urzędników. Urzędy znalazły jednak na to sposób, dlatego liczą, że wkrótce sytuacja wróci do normy: nie przyjmują dokumentów na papierze, tylko w wersji elektronicznej.