E-busy: Eldorado dla producentów, kłopot dla gmin

autor: Jakub Pawłowski29.03.2017, 08:16; Aktualizacja: 29.03.2017, 08:38
Elektryczny autobus Solarisa dla Krakowa

Elektryczny autobus Solarisa dla Krakowaźródło: Materiały Prasowe

Od kiedy rząd postawił na elektromobilność, ceny pojazdów wzrosły – twierdzą samorządowcy. Właśnie toczą batalie z producentami autobusów elektrycznych o najkorzystniejsze warunki zakupu. Nie kryją przy tym, że to nie oni rozdają karty w przetargach

Dla wielu miast ostatnie tygodnie upłynęły na walce o korzystniejsze warunki zakupu pojazdów niskoemisyjnych. Przykładem są Kielce i Sosnowiec. W obu miastach unieważniono przetargi na zakup autobusów elektrycznych i hybrydowych (spalinowo-elektrycznych). Powód? Oferty producentów znacznie przekroczyły zarezerwowane na ten cel środki. A rozbieżności cenowe były duże.

W stolicy Świętokrzyskiego wyniosły aż 10 i 15 mln zł. O tyle bowiem – z 52,5 mln budżetem Zarządu Transportu Miejskiego w Kielcach – rozminęły się wstępne oferty kolejno Solarisa i Volvo na dostawę 25 hybryd. Mniej spektakularne różnice cenowe zadecydowały o unieważnieniu przetargu w Sosnowcu. Miasto chciało kupić trzy autobusy elektryczne za 6 mln zł. Złożone oferty opiewały zaś na sumy wyższe: o ok. 500 tys. w przypadku Solarisa i ok. 800 tys. w przypadku Ursusa. Miastom udało się dobić targu dopiero przy drugim przetargu. I o ile stanowczość Kielc, które nie dorzuciły pieniędzy do budżetu, skłoniła producentów do zejścia z ceny, o tyle w Sosnowcu nie obyło się bez zwiększenia puli środków o ponad 670 tys. zł.

Marian Sosnowski, dyrektor ZTM w Kielcach, nie kryje, że dopiero ceny zaproponowane w drugim przetargu (konkretnie 56 mln zł za 25 hybryd) zbliżyły się do możliwości finansowych miejskiej spółki. Zaznacza jednak, że nawet mimo to w kasie ZTM wciąż brakuje 3,5 mln zł, by sprostać oczekiwaniom producentów.

Zbyt małe budżety i niedokładne szacunki...

Czy przyczyną przetargowego impasu jest nadmierna oszczędność samorządów, czy raczej zachłanność producentów? Jak wynika z rozmów z jednymi i drugimi, obie strony zwyczajnie chcą wynegocjować jak najkorzystniejsze dla siebie warunki.

– Mamy wolny rynek – mówi wprost Mateusz Figaszewski, rzecznik prasowy Solarisa.

Z kolei samorządowcy zarówno z Kielc, jak i Sosnowca otwarcie przyznają, że w swoich budżetach zarezerwowali na ekologiczne pojazdy za małe środki. Podkreślają jednak, że dokładne oszacowanie cen było niemożliwe, bo wstępne wyliczenia pochodzą jeszcze z 2013 r. Wtedy bowiem miasta planowały, o jakie dofinansowania z funduszy UE na ekologiczny transport będą się ubiegać w perspektywie 2014–2020. – Musieliśmy szacować koszty z pewnym wyprzedzeniem, żeby załapać się na unijne środki – wyjaśnia Marek Pikuła, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Sosnowcu.

Podobnie było w Kielcach. – Jeszcze w 2013 r. zrobiliśmy studium na perspektywę unijną 2014–2020 – mówi Marian Sosnowski z ZTM. – Oszacowaliśmy wtedy zapotrzebowanie na 25 autobusów niskoemisyjnych. Nie precyzowaliśmy jednak, czy mają to być pojazdy napędzane CNG, olejem opałowym czy też o napędzie hybrydowym lub elektrycznym. Zapisaliśmy tylko, że nowy tabor musi spełniać co najmniej warunki emisji Euro6. Teraz postanowiliśmy postawić jeszcze bardziej na ochronę powietrza, więc odpadły nam pojazdy na gaz i olej opałowy. Ostatecznie wybraliśmy autobusy hybrydowe, bo pojazdy elektryczne w ogóle nie mieszczą się w naszych możliwościach finansowych – twierdzi Sosnowski.

...a ceny wzrosły

Kielce nie są jednak jedynym miastem, które zrezygnowało z energetyków na rzecz tańszych opcji, czyli przede wszystkim pojazdów hybrydowych i zasilanych CNG. Na zakup tych pierwszych zdecydowało się też chociażby MPK w Krakowie, które w listopadzie ubiegłego roku zainwestowało w 12 przegubowych hybryd. Z kolei 15 pojazdów zasilanych gazem uzupełni tabor komunikacji miejskiej w Częstochowie. Na dwa pojazdy o takim samym napędzie zdecydowały się również Myślenice i Katowice. Jak się okazuje, za takimi, a nie innymi wyborami stoją najczęściej względy czysto finansowe. Autobusy elektryczne są po prostu za drogie. A do tego – jak przekonują samorządowcy – choćby Piotr Reich z MZK w Toruniu – ich ceny w ostatnim czasie jeszcze wzrosły. Są teraz średnio o kilkaset tysięcy złotych wyższe niż jeszcze przed rokiem, gdy wielu włodarzy przystępowało do wstępnych rozmów z producentami.

– Kiedy w 2015 r. przygotowywaliśmy wniosek o dofinansowanie na zakup niskoemisyjnego taboru, pierwsze przetargi dopiero się odbywały. Ceny kształtowały się wtedy na poziomie od 1,2 do 1,7 mln netto za jeden pojazd – mówi Tomasz Koralewski, kierownik referatu zamówień publicznych w UM we Wrześni, woj. wielkopolskie.

Producenci elektrycznych autobusów żądają teraz wyższych kwot niż przed pierwszymi przetargami. Co ciekawe, samorządowcy twierdzą, że apetyt przedsiębiorców wyraźnie wzrósł po uruchomieniu pieniędzy z obecnej perspektywy unijnej, w której zwiększyła się pula środków na dofinansowanie zakupu tego typu pojazdów. Nie bez znaczenia jest także polityka obecnego rządu, który najchętniej elektrycznymi samochodami uszczęśliwiłby całą Polskę. – W ubiegłym roku zainicjowaliśmy dialog techniczny, w trakcie którego rozmawialiśmy z potencjalnymi dostawcami. Przedstawiali wtedy inne ceny niż obecnie. Oscylowały w okolicach 1,8 mln. zł. Teraz wynoszą już średnio ok. 2 mln zł – mówi Roman Romanów, zastępca dyrektora ds. technicznych w Szczecinku (woj. zachodniopomorskie).

ok. 15 proc. o tyle średnio wzrosły ceny elektrycznych pojazdów w ciągu ostatnich dwóch lat

85 proc. nawet tyle może wynieść dofinansowanie UE do e-autobusów

Passa dla producentów niskoemisyjnych pojazdów trwa w najlepsze. Kosztem miast. Nie kupią już autobusów elektrycznych za tyle, ile planowały w budżetach jeszcze dwa lata temu.


Pozostało 55% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • kierowca(2017-03-29 10:34) Zgłoś naruszenie 10

    "Nie precyzowaliśmy jednak, czy mają to być pojazdy napędzane CNG, olejem opałowym czy też o napędzie hybrydowym lub elektrycznym." To wolno wlewać do samochodów olej opałowy? Może chodzi o napędowy? Ale tam w Kielcach chyba na opałowym jeżdżą.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane