W związku z wojną w Ukrainie bezpieczeństwo żywnościowe państw Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu jest poważnie zagrożone. – Teraz są jeszcze zapasy, ale jesień będzie bardzo trudna – mówi wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk.
Aby to ryzyko ograniczyć, należy umożliwić Ukrainie eksport jej zbóż. Jest to poważnie utrudnione wskutek blokowania ukraińskich portów na Morzu Czarnym przez Rosjan. W tym tygodniu w Warszawie rozmawiali o tym problemie, oprócz Kowalczyka, minister polityki rolnej i żywności Ukrainy Mykoła Solski, sekretarz rolnictwa USA Tom Vilsack i komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski.
Ukraina ma potencjał do eksportowania 4–5 mln ton zbóż miesięcznie. Mykoła Solski szacuje, że tegoroczne plony zbóż w jego kraju osiągną poziom połowy ubiegłorocznych, które wyniosły 110 mln ton.
Reklama
Odpowiedzią na ten problem ma być m.in. korytarz transportowy przez Polskę. Zboże ma trafiać do europejskich portów, w tym naszych. Jak jednak mówi wicepremier Kowalczyk, technicznie nie jest możliwy przewóz przez nasze terytorium takiej ilości zbóż miesięcznie. Na przeszkodzie stoi m.in. to, że w Ukrainie tory kolejowe są szersze niż u nas, co oznacza konieczność przeładunku. W jego ocenie sukcesem byłoby uzyskanie poziomu 1–2 mln ton.
Wojciechowski przypomina, że Komisja Europejska wprowadziła niedawno koordynację pomocy Ukrainie na poziomie europejskim. Polega ona m.in. na udostępnianiu sprzętu do transportu, czyli wagonów i barek, czy ograniczeniu formalności przy kontrolach granicznych. Z kolei Parlament Europejski zapewne da zielone światło dla zawieszenia na rok unijnych ceł na ukraiński eksport. Cel to wsparcie gospodarki tego kraju. Następnie decyzja ta będzie musiała zyskać akceptację wszystkich unijnych państw.

Reklama
Z kolei USA – według zapowiedzi Toma Vilsacka – przeznaczą 2,5 mld dol. na uzupełnienie luki, która powstała na światowym rynku zbóż po ataku Rosji na Ukrainę. Potępia on też kradzież zbóż, do której dochodzi w Ukrainie, i deklaruje, że USA zrobią wszystko, by uniemożliwiać Rosji czerpanie korzyści z tego procederu. Vilsack podkreśla, że dziś stoimy przed globalnym kryzysem żywnościowym, a to wymaga zwiększenia produkcji, by zapobiec spekulacji na rynku, choć jednocześnie nie kwestionuje postulatu dążenia do zeroemisyjności rolnictwa.
Polscy eksperci i rolnicy w kontekście kryzysu żywnościowego nawołują z kolei do rewizji założeń Europejskiego Zielonego Ładu i strategii Od pola do stołu. – Zielony Ład był tworzony w innej rzeczywistości, 2–3 lata temu, gdy żywności na świecie, zwłaszcza w Europie, nie brakowało. Europa zdecydowała więc, że będzie zmniejszała produkcję rolną i przestawi się na produkcję zdrowszą, lecz zarazem droższą – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.
Jednak, jak przekonuje, przy obecnych cenach żywności na światowych rynkach, nieurodzajach, zaburzeniach spowodowanych przez wojnę „Europa nie może pozwolić sobie na zmniejszenie produkcji rolnej”. – Jeżeli to zrobi, spowoduje ogromne migracje ludzi, zwłaszcza z Afryki Północnej, bo tam będzie doskwierał ludziom głód – uważa Szmulewicz.
Europa, jak argumentuje, jest jednym z najlepszych miejsc do tego, by produkować żywność. Należy to robić przestrzegając płodozmianu, w sposób zrównoważony, z utrzymaniem produkcji zwierzęcej, co podnosi żyzność gleb. – Ale nie możemy decydować się na rewolucję, ograniczać produkcję czy wręcz odchodzić od produkcji zwierzęcej. Może to doprowadzić do głodu w świecie i konfliktów społecznych, z którymi Europa sobie nie poradzi – podkreśla.
– W obecnej sytuacji racjonalne wydaje się ponowne głębokie przeanalizowanie założeń leżących u podstaw Europejskiego Zielonego Ładu. Obecnie głównym celem powinno być utrzymanie produkcji żywności na poziomie zapewniającym bezpieczeństwo żywnościowe w Europie i na świecie – wtóruje mu Marcin Mucha, dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin, ekspert Komitetu Rolnictwa i Obrotu Rolnego Krajowej Izby Gospodarczej.
Wskazuje, że napaść Rosji na Ukrainę rodzi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego nie tylko Europy, ale i całego świata. Już teraz widzimy duże ograniczenia w eksporcie zbóż i innych surowców rolnych z Ukrainy oraz Rosji, a istnieją uzasadnione obawy, że taka sytuacja będzie się jeszcze pogłębiać. Jak dodaje, obserwowane podwyżki cen środków do produkcji rolnej, takich jak nawozy czy paliwo i gaz, powodują wzrost kosztów produkcji żywności.
Tymczasem, przypomina Marcin Mucha, według szacunków polskich naukowców wdrożenie Europejskiego Zielonego Ładu w Polsce na warunkach zaproponowanych przez Komisję Europejską spowoduje, że wartość produkcji roślinnej spadnie u nas o 13 proc., a dochody rolników o co najmniej 11 proc. Pogorszy się międzynarodowa konkurencyjność Polski w handlu żywnością – spadnie eksport, a wzrośnie import, zwłaszcza spoza UE, wzrosną też ceny i spadnie dostępność artykułów spożywczych, co ograniczy bezpieczeństwo żywnościowe kraju.
– W świetle tych wyników główne założenia Europejskiego Zielonego Ładu, takie jak zmniejszenie stosowania środków ochrony roślin o 50 proc. do 2030 r., wydają się celem nierealnym do osiągnięcia bez szkody dla europejskiego rolnictwa – zaznacza.
Również Henryk Kowalczyk uważa, że rozwiązania Europejskiego Zielonego Ładu mogą wpłynąć na obniżenie plonów. W tym kontekście wymienia trzy z nich. – Po pierwsze wyłączenie z produkcji 4 proc. gruntów i przeznaczenie ich na ugory – po naszej interwencji zostało to zawieszone. Druga rzecz to redukcja stosowania środków ochrony roślin o 50 proc. – decyzja w tej sprawie została odsunięta, więc na razie nie wchodzi w życie. A kolejne rozwiązanie to redukcja stosowania nawozów sztucznych – dyskusję w tej sprawie także odsunięto w czasie i ufam, że realizacja tych celów zostanie przesunięta – opisuje.
W ocenie ministra rolnictwa „ważne jednak, że w Komisji Europejskiej zaczyna się mówić o bezpieczeństwie żywności i to zaczyna być priorytetem, a nie tylko ograniczanie produkcji”. ©℗
Współpraca Mateusz Roszak