Autopromocja

"Made in Poland": Rolnikom ekologia nie opłaca się

Rolnik, rolnictwo
Rolnik, rolnictwoShutterStock
9 stycznia 2020

Dostępne w kraju ekoprodukty coraz rzadziej będą z metką „made in Poland”. Rosnąca rzesza ich zwolenników musi zadowolić się tymi z importu.

Z roku na rok produkcją ekologiczną w kraju trudni się coraz mniej przedsiębiorców i rolników. Na koniec 2018 r. było ich w sumie 20,5 tys., czyli o 1 tys. mniej niż rok wcześniej. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat rynek zmalał o niemal 3 tys. podmiotów, a od rekordowego 2013 r. o ponad 6,5 tys. – wynika z najnowszych danych Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Eksperci szacują, że w 2019 r. trend spadkowy został utrzymany, co może oznaczać, że dziś producentów rolnych jest poniżej 20 tys.

Kury wbrew trendowi

Taka sytuacja to efekt przede wszystkim rezygnacji z ekologicznych metod produkcji przez rolników. W 2013 r. było ich ponad 26,5 tys. Obecnie nieco ponad 19 tys. To przyczyniło się do spadku powierzchni ekologicznych upraw. Dziś wynosi ona 484 tys. ha. W 2017 r. było to o 10 tys. ha więcej.

4412757-u76688-graf-20a11-20ekologia-20-c-p.jpg
Przed laty rolnicy uwierzyli, że mogą zarobić więcej, przechodząc na ekologiczne uprawy

Przed laty rolnicy uwierzyli, że mogą zarobić więcej, przechodząc na ekologiczne uprawy. Popyt na tego rodzaju produkty rósł w tempie kilkudziesięciu procent w skali roku. Proces ten dodatkowo stymulowały środki z Unii Europejskiej, które można było pozyskać na ekobiznes w rolnictwie i przetwórstwie. Okazało się, że producentów ekologicznych jabłek, marchwi czy malin jest na tyle dużo, że trudno na tej działalności zarabiać. Do tego w rolnictwo ekologiczne zaczęli angażować się rolnicy z innych krajów.

– Przede wszystkich z Ukrainy, Bułgarii, Węgier, a ostatnio też Rosji. Ze względu na niższe koszty pracy oferują swoje surowce w atrakcyjnych cenach, przez co znajdują odbiorców również na zagranicznych rynkach, także w Polsce. To sprawia, że polskim wytwórcom coraz trudniej przebić się nie tylko do rodzimych odbiorców, ale też tych z innych krajów. Wielu więc rezygnuje, zwłaszcza że eksport przestał być opłacalny – tłumaczy właściciel ekologicznego gospodarstwa na Mazowszu.

Do tego na przestrzeni ostatnich lat zaostrzeniu uległy warunki, na jakich można otrzymać unijne wsparcie dla produkcji ekologicznej, a kwoty dotacji przestały być atrakcyjne. Wreszcie skomplikowane przepisy i liczne kontrole sprawiają, że przedsiębiorcy mają dość działania w takich warunkach.

– Dochodzą do wniosku, że bardziej opłaca się rolnictwo konwencjonalne. Szczególnie że na produkcję z użyciem środków chemicznych można osiągnąć podobne stawki przy łatwiejszych warunkach do spełnienia – wyjaśnia Urszula Sołtysiak z Polskiej Izby Żywności Ekologicznej.

Ubywa nie tylko ekologicznych upraw, ale też inwentarza. W 2018 r. jego liczba spadła do 77 tys. sztuk, z ponad 84 tys. rok wcześniej. Rozwija się tylko rynek ekologicznych kur niosek, co jest związane m.in. z wycofywaniem się w ostatnich latach sieci handlowych ze sprzedaży jaj z chowu klatkowego i przechodzenia na jaja ekologiczne, najbardziej poszukiwane przez klientów.

Eksperci zwracają uwagę, że jest też popyt na ekologiczny nabiał i bydło na mięso. Jednak ubywa roślin na paszę dla nich. Coraz trudniejszy jest ich ubój. Duże rzeźnie godzą się być „eko”, gdy dostawcy zapewnią stałe dostawy ekologicznych zwierząt. A ich produkcją zajmują się mniejsi hodowcy.

Markety i internet

Ostatni rok przyniósł wzrost popytu na ekologiczne produkty do rekordowych poziomów. Wstępne szacunki mówią o ponad 20-proc. wzroście sprzedaży do ponad 1,2 mld zł. Duża w tym zasługa sieci handlowych, które nie tylko stawiają półki ze zdrową żywnością, ale wręcz otwierają sklepy tylko z takimi produktami.

Dalszy dynamiczny rozwój rynku w połączeniu z kurczącą się podażą surowców ze strony polskich producentów oznacza tylko jedno: ekoprodukty dostępne w naszym kraju coraz częściej będą pochodziły z importu.

Wielu rolników mówi wprost, że nie są zainteresowani powrotem na ekologiczną ścieżkę.

Po pierwsze dlatego, że nie chcą walczyć o odbiorców z konkurencją ze Wschodu oraz przechodzić licznych kontroli. Poza tym rozwój handlu ekologicznymi produktami tylko z pozoru jest dla nich dobry.

– W wielkim handlu można zaistnieć tylko przy odpowiedniej skali działalności. W skład sieci wchodzi nie kilka, a kilkadziesiąt czy nawet kilkaset sklepów. To zatem dobra droga do dystrybucji, ale dla większych producentów – wyjaśnia jeden z rolników.

Eksperci dodają, że handel ekożywnością rozwija się też w internecie. Tam sprzedawcy zawierają umowy na dostawy na dowolny okres, a płatności za towar ustalają indywidualnie. Godzą się też na współpracę nie tylko z dużymi, ale i małymi rolnikami.

– Ważne jest tylko, by dostawa była płynna – słyszymy od przedstawiciela jednego z nich.

Według rolników portale internetowe nastawiają się przede wszystkim na współpracę z dostawcami niszowych towarów, ponieważ klienci oczekują coraz większej różnorodności asortymentu. Do tego większość oczekuje dowozu towaru na własny koszt i własnym transportem. A na to wielu wytwórców nie może sobie pozwolić.

Zdaniem ekspertów sytuację poprawiłaby promocja tego rynku: wsparcie sprzedaży w postaci kampanii marketingowej, najlepiej w telewizji. Powinna być ona nakierowana na informowanie o walorach tego rodzaju produktów.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png