statystyki

Policja w służbie bożka statystyki

autor: Mira Suchodolska17.06.2016, 07:18; Aktualizacja: 30.06.2016, 13:22
"Dzielnicowi nie mieli samochodów, poruszali się per pedes. Tak samo, jak nie mieliśmy radiostacji, bo te dwie, co były na stanie, były zepsute."

"Dzielnicowi nie mieli samochodów, poruszali się per pedes. Tak samo, jak nie mieliśmy radiostacji, bo te dwie, co były na stanie, były zepsute."źródło: ShutterStock
autor zdjęcia: Lisa F. Young

Przewałów w internecie było coraz więcej, co paskudziło statystyki kryminalne, więc zdecydowano, by wszystkie oszustwa internetowe przyporządkowano wydziałom gospodarczym. Tam spadło, tu wzrosło, wszyscy się cieszą - wyjaśnia Marcin Trybalski podinspektor policji w stanie spoczynku.

Jaki diabeł zaszczepił panu pomysł, żeby iść do policji? Za dużo komiksów z kapitanem Żbikiem w dzieciństwie pan przeczytał?

Zawsze wiedziałem, że będę chodził w mundurze, lecz pierwszym wyborem był zielony. Ojciec był zawodowym wojskowym, chciałem iść w jego ślady. Jednak w 1990 r., kiedy jako 20-latek zdałem maturę w technikum mechanicznym, postanowiłem zmienić barwę z zielonego na niebieski. W kraju zmieniła się sytuacja, skończyła się znienawidzona przez ludzi milicja, zaczynała policja. Formacja, która, taką miałem nadzieję, nie będzie opluwana, ale szanowana. Potrzebowała świeżej krwi. Jej symbolem dla mnie, gówniarza, były nowe radiowozy, które zaczynały się pojawiać na ulicach. To były volvo, niewielkie hatchbacki, które w moich oczach symbolizowały tę przemianę. Teraz miało być zachodnio, marzyłem, by mieć prawo włożyć policyjny mundur i pojechać na patrol takim radiowozem. Podanie o przyjęcie do służby złożyłem zaraz po egzaminie dojrzałości, a pierwszego grudnia zacząłem służbę.

Pamięta pan pierwszy dzień służby?

Pewnie. Komenda Rejonowa Policji Warszawa Praga-Północ, jeszcze chwilę wcześniej mieścił się tam Dzielnicowy Urząd Spraw Wewnętrznych. Przyjął mnie komendant Krzysztof Dębiec. Postawny facet, emanował spokojem, budził respekt. Rozmowa była krótka, zostałem przekazany do Komisariatu Policji nr 28, który mieścił się w tym samym budynku. Kolejna rozmowa, tym razem z bezpośrednim przełożonym. Wygłosił mi wykład o uczciwości, prawie, czystych rękach, jakie muszą mieć funkcjonariusze. To było OK, ale na koniec powiedział, że teraz będę się uczył, by zostać dzielnicowym. Nie bardzo mi się to podobało, chciałem do radiowozu, ale mogłem tylko powiedzieć: „Tak jest!”. Służba to służba. Zostałem przydzielony do doświadczonego funkcjonariusza, od którego miałem pobierać nauki. Sylwester był tęgi, miał srogą minę i budził we mnie strach. Nie tylko we mnie, był dzielnicowym w trzech praskich rejonach, obejmujących m.in. ulice Stalową, Strzelecką, Szwedzką i Środkową. Odrapane fasady budynków, bramy, w których gromadziły się niebieskie ptaki, prostytutki i złodzieje. Po prostu Stara Praga. Byłem jeszcze przed policyjną szkołą, więc na ulice wychodziłem uzbrojony tylko w legitymację. Ale miałem przy boku Sylwestra, który okazał się fajnym i dobrym człowiekiem. Nieważne, że byłym milicjantem. Znał się na robocie i chciał mnie uczyć.


Pozostało jeszcze 94% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • EMERYT(2016-09-12 15:15) Zgłoś naruszenie 20

    STATYSTYKI POWINNY BYĆ WYKŁADNIKIEM BEZPIECZEŃSTWA A NIE ROZLICZENIEM POLICJANTA ZE SŁUŻBY ALE NIE KTÓRZY O TYM ZAPOMNIELI .

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane