Polska na kosmiczne badania daje niewiele / Dziennik Gazeta Prawna
W ciągu pół roku działalności agencji powołano jej prezesa prof. dr. hab. Marka Banaszkiewicza, wiceprezesa ds. obronnych gen. Lecha Majewskiego oraz 17-osobową radę, której przewodniczy Czesław Mroczek, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. Dodatkowo obsadzono stanowiska dyrektora biura organizacyjnego i dyrektora departamentu strategii i współpracy międzynarodowej. Przedstawiono także plan działalności agencji na rok 2015. I tyle. Jak wynika z informacji DGP, agencja ma problem ze znalezieniem pracowników.
Na stanowisko dyrektora biura organizacyjnego zgłosiły się tylko dwie osoby, a na dyrektora departamentu strategii i współpracy międzynarodowej trzy. W tym tylko jedna spełniająca wymogi formalne. Na stanowisko pełnomocnika ds. ochrony informacji niejawnych było ośmiu chętnych. Tylko jedna z wystarczającymi kompetencjami. Na dwa stanowiska w ogóle nie wpłynęły żadne oferty. Na jedno tylko oferty niespełniające wymogów formalnych.
Polska Agencja Kosmiczna (POLSA) oficjalnie ruszyła z centralą w Gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym na początku lipca. Choć projekt jej powstania poparli przedstawiciele wszystkich klubów sejmowych, gdy przyszło do ustalenia jej budżetu, z proponowanych 30 mln zł została tylko jedna trzecia tej sumy.
Głównym zadaniem POLSA ma być działalność związana z rozwojem krajowego przemysłu kosmicznego i rozwój technologii kosmicznych.
– Chodzi o zaangażowanie w działalność wspierającą obronność i bezpieczeństwo Polski za pomocą technik satelitarnych i zaawansowanych technologii. Ale także ułatwienie polskiej administracji korzystania z technik satelitarnych dla potrzeb zastosowań naziemnych związanych z telekomunikacją, nawigacją i obserwacjami Ziemi – tłumaczy nam dr Marta Wachowicz, szefowa departamentu strategii i programów międzynarodowych w POLSA.
Ponadto POLSA ma doprowadzić do tego, by Polska zaczęła lepiej korzystać ze środków na badania i wdrożenie takich technologii. Na razie w kwestii składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) pozostajemy płatnikiem netto. W latach 2007–2013 Polska wpłaciła do Unii Europejskiej na działalność kosmiczną ponad 122,5 mln euro. Natomiast naszym naukowcom udało się pozyskać z funduszy wsparcia wysokich technologii raptem kilka milionów euro. – Dzięki agencji mamy lepiej współpracować w tym zakresie z ESA, ma być sprawniej prowadzona współpraca międzynarodowa – dodaje Wachowicz.
Problemem nieoczekiwanie okazały się braki kadrowe. Kontrowersje wywołał choćby wybór dyrektora biura organizacyjnego POLSA. Została nim Katarzyna Tylingo-Chmielewska z Gdańska, która, jak opisała „Rzeczpospolita”, wcześniej pracowała jako szefowa sprzedaży dilera Opla. Konkurs ten budził sporo pytań, bo na złożenie dokumentów kancelaria premiera dała chętnym tylko cztery dni i zgłosiło się zaledwie dwoje chętnych. Z czego właśnie tylko Tylingo-Chmielewska spełniała wymogi formalne.
– Teraz terminy są znacznie dłuższe, a my chcemy zaoferować pracownikom bardzo dobre warunki pracy. Chętnych i odpowiednio wykształconych wciąż brakuje – martwi się prof. Marek Banaszkiewicz. – Może to kwestia tego, że nabór był za słabo nagłośniony – dodaje. By poprawić sytuację, agencja udostępni ogłoszenia o pracy nie tylko na stronie KPRM, lecz także w portalach internetowych. To może pomóc, ale raczej tylko w przypadku pracowników administracyjnych. Rozważamy również inną opcję: zatrudnienie młodych ludzi tuż po studiach technicznych i wykształcenie ich u nas na specjalistów od badań kosmicznych – dodaje Banaszkiewicz.
Agencja nie ma czasu na poszukiwanie pracowników. Oprócz centrali w Gdańsku uruchamia też swoje dwa oddziały: w Rzeszowie i Warszawie.