Podział na trzystopniowe studia wyższe został wprowadzony po tym, jak państwa członkowskie UE podpisały Deklarację Bolońską. Dokument miał na celu zmobilizować właściwe narodowe instytucje do zmiany systemów edukacyjnych tak, aby sprostały nowym wymaganiom wspólnego rynku. Chodziło również o to, aby ułatwić mobilność studentów w całej UE. Dlatego państwa członkowskie zdecydowały się na wprowadzenie jednakowego i równoważnego podziału na stopnie. Inne zmiany, które wynikały z Deklaracji Bolońskiej to wprowadzenie punktowego systemu rozliczania osiągnięć studentów (ECTS).

Po wprowadzeniu zmian w systemie kształcenia wyższego obserwowano rosnącą popularność kończenia studiów na pierwszym stopniu. W roku akademickim 2008/2009 na taki krok zdecydowało się 74,5 tys. osób, a dwa lata później było już ich ponad 95 tys. Liczba magistrów w tym samym czasie pozostała na podobnym poziomie ok. 100 tys. Szybko jednak okazało się, że poniesione nakłady finansowe i czasowe na te trzyletnie studia nie zwracają się w postaci lepszego wynagrodzenia i pracy w zawodzie. Studia licencjackie zaczęły tracić na popularności. Z ostatnich badań Bilansu Kapitału Ludzkiego wynika, że choć wykształcenie wyższe posiada 18 proc. Polaków to tytuł licencjata ma tylko 3 proc. Ponadto zdaniem Instytutu Badań Edukacyjnych blisko 2/5 osób z dyplomem licencjata uzyskanym po 2000 r. ma zamiar podjąć w najbliższym czasie studia II stopnia.

Czemu doszło do takiej sytuacji? Okazuje się, że ukończenie studiów licencjackich nie gwarantuje znalezienia pracy. Jak wynika z badania BKL przeprowadzonego przez Polska Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości bezrobocie w tej kategorii w 2014 roku sięgnęło 11 proc. i było niewiele niższe niż wśród osób, które ukończyły technikum (12 proc.) i liceum ogólnokształcące (13 proc.).

- Bezwarunkowo, najmniej pewni szans na znalezienie pracy mogą być ci, którzy posiadają tytuł licencjata. Po raz kolejny potwierdza się teza, że w przypadku studiów nieinżynierskich kształcenie na poziomie I nie daje wystarczającego przygotowania zawodowego. Najczęściej nieaktywne zawodowo to osoby z tytułem licencjata oraz inżyniera (bez względu na kategorię wiekową). Możemy zatem podejrzewać, że są to osoby, które planują kontynuację edukacji na poziomie II. Co może się wydać interesujące, zdecydowanie wyższy odsetek nieaktywnych zaobserwować można wśród młodych z tytułem licencjata niż wśród młodych z tytułem inżyniera. Powody takiego stanu rzeczy mogą być dwa: albo inżynierowie łatwiej dostają się na studia II stopnia, albo szybciej rozpoczynają pracę już po ukończeniu studiów I stopnia. Biorąc pod uwagę realia polskiego rynku pacy, uznać należy drugie wytłumaczenie jako bardziej prawdopodobne - twierdzą autorzy badania Bilansu Kapitału Ludzkiego.

Znacznie różni się także poziom wynagrodzenia osiągany przez osoby posiadające tytuł magistra i licencjata. Z najnowszego Raportu Wynagrodzeń firmy Sedlak&Sedlak wynika, że mediana wynagrodzeń wśród osób z tytułem magistra w 2014 roku wynosiła 5750 zł. Osoby posiadające tytuł licencjata mogły liczyć na 3900 zł, a wykształcenie średnie - 3100 zł.

- W zestawieniu wynagrodzeń absolwentów studiów licencjackich wyraźnie widać, że ich zarobki uzależnione są od kierunku, który ukończyli. Zdecydowanie najwyższe płace otrzymują absolwenci informatyki (4 928 zł), nauk technicznych (4 025 zł) i ekonomii (3 800 zł). Na końcu zestawienia znaleźli się absolwenci kierunków pedagogicznych (2 775 zł) oraz związanych ze sportem i rehabilitacją (2 600 zł) - piszą autorzy raportu. 

Zdobycie tytułu licencjata ma jedną niewątpliwą zaletę. Bilans Kapitału Ludzkiego pokazał, że osoby z wykształceniem poniżej wyższego, bardzo często zamiast piąć się w górę drabiny społecznej – spadają z niej. Po pięciu latach obecności na rynku pracy często zarabiają mniej niż na początku. W przypadku młodych z wyższym wykształceniem, pierwsze korzyści z wykształcenia pojawiają się po 5 latach obecności na rynku pracy. Ale znowu – częściej mogą liczyć na awans w kategorii prestiżu, niż ekonomiczny.