Reklama
Niepewność – to słowo najczęściej pada z ust przedsiębiorców w kontekście 2022 r. Powodów jest wiele. – Pandemia i brak przepisów prawa uniemożliwiają organizację pracy. Mając świadomość nadchodzącej piątej fali, nie wiem, czy za kilka tygodni będę miał na produkcji 80 proc. czy 30 proc. obsady – mówi Mirosław Sobczyk, szef Grupy Reklamowej ZAPOL, i dodaje, że obaw dostarczają też inflacja i przerwane łańcuchy dostaw wynikające ze wzrostu cen.
– Papier, kluczowy dla mojej działalności poligraficznej, zdrożał od października o 100 proc., a sprowadzać go trzeba nawet z Chin. Podobnie jak komponenty, chemię. Magazyny dostawców są puste. Pojawia się rynek spekulacyjny, jestem zmuszony kupować towar po cenach obowiązujących danego dnia do godz. 15. W efekcie umowy podpisuję teraz najwyżej na dwa miesiące do przodu. Skończył się też czas inwestycji. Rok temu planowaliśmy budowę nowej hali. Miała kosztować 4,5 mln zł. Pandemia pokrzyżowała plany, a dziś na budowę mnie nie stać, bo wyniosłoby to 8 mln zł – wylicza. Czeka też na nowe faktury za prąd, kluczowy dla jego działalności. Spodziewa się rachunków przynajmniej dwukrotnie wyższych. Dlatego ma jedno marzenie: utrzymać za wszelką cenę płynność finansową.
Tymczasem 2021 r. przyniósł dużą liczbę niewypłacalności firm. Do końca listopada ogłoszono co prawda 385 upadłości, czyli o 40 proc. mniej niż w dwóch poprzednich latach, ale za to liczba restrukturyzacji bije rekordy. Do końca listopada wszczęto ich 1823, podczas gdy w całym 2020 r. było ich 800, a rok wcześniej 465. Do tego na skutek lockdownów i innych zawirowań związanych z koronawirusem poduszka finansowa przedsiębiorców stopniała. Jak wynika z badań NFG wśród mikroprzedsiębiorców, ma ją 62 proc. podmiotów.
Jak zauważa Dorota Siedziniewska-Brzeźniak, ekspertka rynku pracy, wyzwań, z którymi przyjdzie się zmierzyć firmom, będzie więcej. Wśród nich znajdzie się wzrost płacy minimalnej do 3010 zł brutto, co oznacza dla pracodawców wzrost jednostkowych kosztów pracy o ok. 250 zł. To istotna zmiana, bo ciągle ok. 43 proc. pracodawców wynagradza właśnie na podstawie płacy minimalnej.
– Do tego dochodzi wyzwanie wynikające bezpośrednio z Polskiego Ładu i zmieniającej się składki zdrowotnej. Osoba zarabiająca ok. 5 tys. zł brutto zyskuje ok. 50 zł netto miesięcznie. Dla zarabiającego ok. 7,5 tys. nic się nie zmienia. Ale już dla pensji 15 tys. brutto oznacza minus ok. 150 zł netto miesięcznie. To wymusi na pracodawcy zmianę systemów motywacyjnych, by rekompensować spadek płac. Być może przez pakiety opieki medycznej, kursy, doszkalanie, języki, dodatkowe dni wolne – zaznacza Dorota Siedziniewska-Brzeźniak.
Katarzyna Lorenc, ekspertka rynku pracy BCC, zwraca uwagę także na problem głodu rąk do pracy. I choć pozytywnie ocenia zaproponowane zmiany w ustawie o cudzoziemcach, które pozwoliłyby przedsiębiorcom sięgać częściej po pracowników spoza UE, to przede wszystkim widzi konieczność zmian na krajowym rynku. Przypomina, że pracujący i aktywnie poszukujący pracy to niespełna 56 proc. całej populacji zdolnej do pracy. – W krytycznym dla polskiej gospodarki momencie konieczne jest więc m.in. zracjonalizowanie wydatków socjalnych dla osób w wieku produkcyjnym i niepracujących, uzależnienie ich od legalnej aktywności zawodowej – mówi.
O tym, że ułatwienia zaproponowane w ustawie o cudzoziemcach, m.in. wydłużenie czasu powierzenia pracy na oświadczenie z 6 do 24 miesięcy, to za mało, jest przekonany Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. – Trzeba pomyśleć o sposobach legalizacji pracowników spoza UE, o zachętach, które skłonią ich do osiedlania się w naszym kraju – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.
Eksperci Konfederacji Lewiatan mówią wręcz o konieczności stworzenia długoterminowej strategii migracyjnej, która nie tylko wskaże, skąd pozyskiwać najlepiej pracowników, lecz także dostarczy przejrzystych zasad legalizacji pobytu i pracy.
– Jeśli chodzi o krajowy rynek pracy, to potrzebna jest strategia podnoszenia kompetencji i kwalifikacji pracowników. Wymuszają to rewolucja cyfrowa i Zielony Ład. W ślad za nimi powinno iść wsparcie na ten cel pracowników i pracodawców. Pracodawcy są gotowi partycypować w tym procesie, ale nie mogą ponosić kosztów w pojedynkę – mówi Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan.
Michał Wojtas, doradca podatkowy, wspólnik w Kancelarii Wojtas i Zając, zwraca z kolei uwagę na wielką dezorientację, szczególnie małych i średnich przedsiębiorstw, związaną z rozwiązaniami Polskiego Ładu. – Przepisy związane z wyliczaniem nowej składki zdrowotnej są arcyskomplikowane. Brakuje jasnej wykładni ze strony Ministerstwa Finansów czy ZUS. Sam byłem na kilku szkoleniach, jak je rozumieć, i przerażające jest to, że nawet w gronie ekspertów nie wypracowaliśmy jednolitego poglądu. Dla pracodawcy ta niewiadoma powoduje, że nie wie, jak kalkulować poziomy oskładkowania tych kosztów w perspektywie rocznej. To dotyczy również pracowników, którzy nie wiedzą, czy na pewno uda im się skorzystać z ulgi dla klasy średniej – wylicza. I dodaje, że rozumie dylematy małych i średnich firm, bo ulgi, o których głośno, dotyczą przede wszystkim wielkich graczy, np. ulga na robotyzację, dla firm wdrażających innowacje czy z tytułu wejścia na giełdę. – Nie zapominajmy, że dostosowanie się do nowych wytycznych oznacza zwiększenie kosztów obsługi doradczej. Polski Ład to ponad 270 stron samych zmian. Zabrakło odpowiednio długiego vacatio legis na zapoznanie się z nimi i przygotowanie swoich biznesów.
Agnieszka Zalewska, właścicielka agencji nieruchomości w Szczecinie, jest na etapie odnajdywania się w nowych realiach podatkowych. – Moje koszty rosną, a Polski Ład ogranicza możliwość ubiegania się o zwrot z podatku. To przełoży się na ceny moich usług, liczbę klientów – mówi. Podaje przykład pierwszy z brzegu. Jeszcze półtora roku temu popularny portal nieruchomości, na którym reklamowała swoje usługi, kosztował ją 250 zł miesięcznie. Dziś to już 1 tys. zł. Jeszcze kilka miesięcy temu zamierzała zatrudnić nowych pracowników. Ale przy nowych kosztach ZUS wstrzymuje wszystkie inwestycje w rozwój. Nie ma też mowy o jakichkolwiek podwyżkach dla starych pracowników. Nie dlatego, że im się nie należy, lecz dlatego, że inflacja sukcesywnie zjada zapasy finansowe firmy. Zdaniem Agnieszki Zalewskiej branże czekają poważne zmiany, także w kontekście tych, którzy czerpią podatkowe korzyści z wynajmu mieszkań i domów. Możliwość rozliczania tego na dotychczasowych zasadach została wprawdzie przedłużona, ale tylko do końca roku. A potem? – Ceny wynajmu pójdą w górę, niektórym przestane się to opłacać. To również odczuje moja branża.
Dlatego przedsiębiorcy apelują o jasne wytyczne, które pozwolą im się odnaleźć w tym labiryncie.