Oszuści najwyraźniej doszli do wniosku, że zatrudnianie na czarno, bez umowy o pracę, jest w Polsce tak powszechne, iż każdy pracodawca ma coś na sumieniu i dla świętego spokoju część z nich może zapłacić wysłany faksem fikcyjny mandat 1000 zł, nawet gdy nie było u niego kontroli PIP. Naciągacze liczący na naiwność pracodawców do oficjalnego pisma o nałożeniu kary dołączają wypełnione blankiety przelewu z wydrukowanym kontem bankowym.

Z terenowych oddziałów inspekcji pracy do centrali PIP wpływają informacje o takich próbach oszustwa. Pismo udaje oficjalną korespondencję, jest sporządzone w typowym dla urzędów tonie i stylu, ma też logo inspekcji. Faktycznie jednak te dokumenty są przygotowane nieprofesjonalnie i nie mają nic wspólnego z procedurą obowiązującą w postępowaniu mandatowym.

Pismo prawie urzędowe

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że inspektor pracy, karząc sprawcę wykroczenia, nie wydaje formalnego postanowienia o nałożeniu mandatu. O sankcji nikt nie jest informowany korespondencyjnie. Inspektor po wykryciu w firmie nieprawidłowości karze winnego od razu po zakończeniu kontroli, wręczając mu blankiet mandatowy.

– Karana jest konkretna osoba odpowiedzialna za wykroczenie, a nie podmiot, czyli np. spółka. Co więcej, stwierdzenie wykroczenia jest następstwem inspekcji dokonanej w firmie. PIP nie obarcza odpowiedzialnością w ciemno – wyjaśnia Agata Kostyk-Lewandowska z Okręgowego Inspektoratu Pracy we Wrocławiu.

Blankiety i bloczek mandatowy są własnością urzędu wojewódzkiego i to na jego konto ukarany ma obowiązek zapłacić grzywnę. Pieniądze nie trafiają na rachunek inspekcji pracy.

Jeden z takich przypadków bada już prokuratura w Jarocinie.

– Sprawdzamy, czy podobne pisma otrzymali pracodawcy w innych częściach kraju. Jeżeli tak było, to wszystkie te przypadki będą prowadzone przez jedną prokuraturę – wyjaśnia Danuta Bernacik-Stępień, prokurator rejonowy w Jarocinie.

Osoby, do których trafiły wezwania do uiszczenia fałszywego mandatu, powinny zgłosić to organom ścigania. Oczywiście nie muszą nic płacić.

– Podpisany pod postanowieniem rozsyłanym do pracodawców mgr Marian Klecha nie jest pracownikiem Państwowej Inspekcji Pracy – informuje Danuta Rutkowska, rzecznik prasowy głównego inspektora pracy.

Respekt daje zarobić

To nie pierwszy przypadek wyłudzania pieniędzy związany z działalnością PIP. Kilka miesięcy temu inspekcja informowała, że otrzymywała sygnały od osób prowadzących działalność gospodarczą o kierowaniu do nich wezwań do zapłaty 185 zł „celem uzyskania certyfikatu Polskiej Inspekcji Pracy”, które należało rzekomo okazywać przy kontroli warunków pracy i zatrudnienia.

Naciągacze w pismach wzywających do zapłaty także wykorzystywali znak graficzny podobny do logotypu Państwowej Inspekcji Pracy i również były one podpisane przez fikcyjnego inspektora.