Dyplom to za mało, żeby zdobyć pracę. Co teraz się liczy?

autor: Mira Suchodolska15.02.2013, 07:19; Aktualizacja: 15.02.2013, 10:11
Jeśli pracodawca ma dwóch kandydatów, wybierze tego, który mówi lepszą polszczyzną, wie, do kogo wyciągnąć rękę, a kiedy poczekać, nawet jeśli jest on słabszy.

Jeśli pracodawca ma dwóch kandydatów, wybierze tego, który mówi lepszą polszczyzną, wie, do kogo wyciągnąć rękę, a kiedy poczekać, nawet jeśli jest on słabszy.źródło: ShutterStock

Dyplomy, kursy, staże, języki – to już za mało, żeby zdobyć dobrą pracę. Dziś liczy się jeszcze to, z jakiego jesteś domu. Dopiero to ustawia cię w życiu.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Reklama

Komentarze (84)

  • TO(2013-02-15 11:29) Zgłoś naruszenie 00

    Ustawianie przetargów w spółdzielniach-molochach
    Zaopatrzenie spółdzielni-molocha jest jednym z najbardziej lukratywnych zleceń dostępnych na rynku. Roczny budżet molocha to często kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Kontrola tej swoistej żyły złota daje gwarancje prosperity niezależnie od sytuacji gospodarczej na wolnym rynku, gdyż spółdzielnie mieszkaniowe są praktycznie niezależne od cykli koniunktury i dynamiki rozwoju konkurencji w danej branży. Co najwyżej recesja może prowadzić do okresowego zwiększenia liczby eksmisji i większej rotacji lokali, ale zasadniczo nie odbija się to na kondycji finansowej spółdzielni-molocha.

    W celu \"wygrywania\" przetargów i uzyskiwania zleceń w spółdzielni, wdrożono kilka rozwiązań zapewniających kontrolę nad jej finansami i polityką inwestycyjną. Oto najważniejsze z nich:

    - obsadzenie ludźmi z organizacji stanowisk w zarządzie i radzie nadzorczej poprzez zastosowanie technik manipulowania i fałszowania wyborów);
    - wyłonienie grupy \"zaprzyjaźnionych firm\" do realizacji dostaw towarów i usług;
    - zwerbowanie zaufanych pracowników w dziale technicznym (obsługa inwestycji, nadzory, odbiory robót);
    - powszechne wykorzystanie uznaniowych kryteriów w podejmowaniu decyzji;
    - system wynagradzania za lojalność i uczestnictwo w przestępczym procederze;
    - zastraszanie firm oponentów.
    Co zrobić gdy firma z wolnego rynku poskarży się organom ścigania?

    Czasem zdarza się, że firmy z zewnątrz w swojej naiwności wierzą, że przetarg w spółdzielni mogą wygrać dzięki atrakcyjnym cenom, posiadanej renomie, merytorycznej wiedzy i doświadczeniu - nic bardziej błędnego. Ewentualne doniesienie do lokalnej prokuratury wskutek wykrycia manipulowania przetargiem, kończy się dla danej firmy ostracyzmem na rynku spółdzielnianym, może też doprowadzić do zerwania kontaktów i innymi firmami powiązanymi ze spółdzielniami. W praktyce np. dla sprzedawcy wodomierzy oznacza to nawet widmo bankructwa. Szantażownie firm było szczególnie groźne i szkodliwe społecznie do czasu integracji z UE, gdyż lokalne rynki przeżywały recesję, a o zlecenia było trudno. Płacenie łapówek było elementarnym standardem (spuścizną państwa komunistycznego) przechodzącej transformację gospodarki. Ci przedsiębiorcy, którzy padli ofiarą ostracyzmu prezesów wiedzą, że z mafią spółdzielczą nie ma żartów, gdyż prezesi poszczególnych spółdzielni w większości ściśle ze sobą współpracują i decyzja o wyeliminowaniu danej firmy z rynku dostaw dla spółdzielni jest podejmowana wspólnie i konsekwentnie przestrzegana. Dodatkowo w branży rozpuszcza się wiadomość o karze jaka spotyka tych,którzy łamią zasady stanowione przez prezesów.

    Koszty społeczne zawyżania cen

    Największymi przegranymi procederu ustawianiu przetargów są dziesiątki tysięcy nieświadomych spółdzielców brutalnie wyzyskiwanych przez przestępcze organizacje. Mafie spółdzielcze są groźne dla funkcjonowania państwa w wymiarze społecznym i ekonomicznym. Spustoszenie, jakie powodują w budżecie spółdzielni ustawianiem przetargów w sposób bezpośredni uderza w najbiedniejszych stymulując rozwój różnego rodzaju patologii i prowadząc do degradacji społeczności. Dochodzi do paradoksów, że m2 utrzymania niskostandardowego lokalu w blokowisku kosztuje więcej niż m2 utrzymania domu jednorodzinnego. Dodatkowo na barki samorządów przerzuca się koszty dostarczania lokali socjalnych dla obsługi ponadnormatywnej ilości eksmisji, łożenie funduszy na pomoc społeczną, policję i finansowanie dodatków mieszkaniowych. Wyprowadzanie funduszy ze spółdzielni oznacza wyższy czynsz i podwyższenie kosztów utrzymania, a tym samym powiększenie grona spółdzielców uprawnionych do pobierania różnego rodzaju zasiłków.

    Odpowiedz
  • TO(2013-02-15 11:28) Zgłoś naruszenie 00

    Definicja mafii spółdzielczej
    Mafia spółdzielcza - organizacja przestępcza rekrutująca się często ze środowisk postkomunistycznych (byłych członków aparatu państwa totalitarnego), o strukturze hierarchicznej, funkcjonująca najczęściej w spółdzielniach-molochach liczących kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Działalność organizacji jest oparta na wyzysku lokatorów spółdzielni mieszkaniowych w wyniku pobierania zawyżonych opłat czynszowych. Istnienie organizacji charakteryzuje się nieusuwalnością i nietykalnością władz, nadmierną konsumpcją środków finansowych przez tzw. "zaprzyjaźnione firmy" oraz przerośnięty aparat administracyjny, kominowymi płacami członków zarządu, inwestowaniem spółdzielczych funduszy w przedsięwzięcia nie związane ze statutowymi celami spółdzielczości, degradacją społeczności spółdzielni-molocha (powszechny brak prawa własności, podwyższona przestępczość, skupiska biedy, duża liczba eksmisji, dewastacje mienia).

    Głównym narzędziem finansowania organizacji i rozszerzania jej wpływów jest mechanizm wyprowadzania środków finansowych ze spółdzielni poprzez stosowanie systemu zakupu towarów i usług w zawyżonych cenach oraz księgowania fikcyjnych faktur usługowych. Legalizacja procederu jest możliwa dzięki kreatywnej księgowości i skutecznemu pozbawieniu członków spółdzielni możliwości realnego nadzoru nad wydatkami i polityką finansową dzięki manipulowaniu obsadą stanowisk w zarządzie i organach SM. Wielomilionowe budżety spółdzielni-molochów są źródłem łatwego pozyskiwania i transferowania pieniędzy do "zaprzyjaźnionych firm". Z powodu ogromnych kwot do rozdysponowania, niemożliwe jest księgowanie w spółdzielni wyłącznie fikcyjnych faktur (tylko usług, bez obrotu materiałowego), dlatego klasyczną metodę stanowią zakupy towarów po zawyżonych cenach (zawyżenia średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu procent zależnie od czynników lokalnych).
    Organizacja, manipulując kryteriami wyboru dostawców w praktyce eliminuje z zaopatrzenia spółdzielni oferentów z wolnego rynku. Dostęp do zleceń zachowuje jedynie wyselekcjonowana, uprzywilejowana grupa tzw. "zaprzyjaźnionych firm" - często firm członków rad nadzorczych, rad osiedli, pracowników spółdzielni, członków rodzin zarządu, osób powiązanych z wpływowymi środowiskami. Wskutek eliminacji konkurencji i pozyskiwania wykonawców jedynie w zamian za łapówki i podział wynagrodzenia za zlecenie, roboty są niskiej jakości, niejednokrotnie wykonywane niezgodnie z zasadami sztuki budowlanej i powodujące straty finansowe na szkodę spółdzielców.

    Organizacja w celu zapewnienia sobie bezkarności i hegemonii w lokalnej społeczności przenika do struktur organów wymiaru sprawiedliwości, samorządu, jednostek administracji państwowej, środowisk naukowych i biznesu. Proceder ten odbywa się kosztem najuboższych członków spółdzielni pomijanych w kolejce oczekujących.

    Organizacja zniechęca zwykłych członków do brania udziału w życiu spółdzielni. Fałszuje głosowania i manipuluje wyborami do organów SM zapewniając nieusuwalność prezesom oraz stałe członkostwo w radzie nadzorczej osobom odpowiedzialnym za chronienie systemu. W wyborach biorą udział pracownicy spółdzielni, ich rodziny, przedstawiciele "zaprzyjaźnionych firm", osoby podstawione nie będące członkami spółdzielni, a "wypełniające wakaty" po członkach nie uczęszczających na wybory z racji podeszłego wieku, wyjazdu za granicę, itp.

    Spółdzielniane organizacje przestępcze z całego kraju komunikują się ze sobą uzgadniając generalne kierunki polityki organizacji, angażują się też w działalność polityczną, tworząc silne lobby parlamentarne oparte na strukturach partii postkomunistycznych. Naczelnym zadaniem lobby jest przeciwdziałanie reformom w spółdzielczości i torpedowanie wszelkich zmian, które mogłyby doprowadzić do demokratyzacji w funkcjonowaniu spółdzielczości i dać członkom - poprzez uwłaszczenie i podział spółdzielni-molochów - prawo samostanowienia i godnego życia.

    Odpowiedz
  • MW(2013-02-15 11:24) Zgłoś naruszenie 00

    Wrciło to co było dawniej - czyli trzeba mieć ukończony "ZiP" - po prostu znajomości i plecy ;)

    Odpowiedz
  • Jan Osik(2013-02-15 11:14) Zgłoś naruszenie 00

    W pewnej części można zgodzić się z autorem publikacji.Odkąd dyplom wyższej uczelni kupuje się, bo jak inaczej nazwać obecne studia, tak ten papierek do niczego nie uprawnia.Ale ja z innej beczki, przepraszam za kolokwializm.Szacunek do człowieka, to pojęcie w Polsce będące w zaniku.Jak często urzędnik,policjant,"biznesman";mają człowieka za nic.Jak często cham z dyplomem pomiata ludźmi bez dyplomu.Jak często kadra zarządzająca pomiata zarządzanymi.A przecież każdy jest potrzebny.Potrzebny jest dozorca domu,potrzebna jest pani w kasie,potrzebny jest doktor itd.Ale nie w Polsce.W egoistycznej Polsce potrzebni jesteśmy sobie sami,pozostali potrzebni są do tego,by ich upodlić,wtedy zaczynamy czuć się lepiej...Polecam książkę "Trociny",to aktualny opis naszej Polski

    Odpowiedz
  • Aleks(2013-02-15 11:14) Zgłoś naruszenie 00

    Droga Dolores, chwalac "ponad niebiosa" tzw. "wspanialy" niemiecki system edukacji mijasz sie niestety z rzeczywistoscia i to bardzo. Niemcy juz od kilku ladnych lat bardzo intensywnie zstanawiaja sie, jak zreformowac system, ktory czesto juz po czwartej klasie szkoly podstawowej decyduje o przyszlosci dzieci, o tym czy szybko beda mogly zrobic mature idac np. do niemieckiego gimnazjum lub Gesamtschule, lub tez czy chcac sie dalej uczyc beda musieli zainnwestowac na osigniecie matury kilka dodatkowych lat i chodzenie "dookola" przez system edukacji.
    Po drugie: Pokaz mi prosze firme, ktora przyjmuje ot tak kkazdego, kto sie do nich zglosi na wspomniane przez ciebie Ausbildung?! Dzis malo kto ma w Niemczech szanse na znalezienie dobrego miejsca na Ausbildung. Nie nalezey przy tym zapominac o tym, ze Ausbildung dostaja dzis w Niemczech najczesciej osoby z matura, lub dobrym Realschulabschluss, a nie po Hauptschule (9 Klas), ktora wedlug zalozen systemu szkolnictwa powinna prowadzic do zdobycia zawodu w dziedzinach glownie rzemieslniczych.
    Wyzszosc niemieckiego systemu szkolnictwa nad polskim, to mit. Podobnie z szansa na znalezienie dobrej pracy. Tak jak w Polsce, tak i w Niemczech dobry fachowiec-rzemieslnik znajdzie prace bez problemu.
    Nie chwalmy tak bezgranicznie systemu, ktory na to nie zasluguje.

    Odpowiedz
  • ola(2013-02-15 10:54) Zgłoś naruszenie 00

    do Bobi masz w 100% rację. Sama znam taki przykłady gdzie na staże w klinkach dostaja sie od razu jednie dzieci pracujacych tam lekarzy. Jeden zpliat czy linike opanowująś całe rodziny: tata , mama syn i synowa , córka i zięć. To samo dzieje sie w korporacjach prawinczych. Szanse na sta z maja jedynie dzieci prawników. Pozostali jak maja szcześci to przez 3 lata pracuja za darmo inni musza nawet płacic co miesiac po ok. 2tys. zł kancelarii za staż. Tak twirdza zainteresowani odbywajacy staże. W urzedach praca tylko dla rodziny. jesteśmy na etapie tworzenia sie w Polsce Kast społecznych zamknietychdla ludzi z zewnatrz. tu nie lczy sie wiedza , zdolnosci, kreatywność czy talent. Liczy sie tylko czyim jesteś dzieckiem.

    Odpowiedz
  • xyz(2013-02-15 10:53) Zgłoś naruszenie 00

    "Wyoglądane" ?


    Dla mniej najbardziej irytującym jest to gdy rozmowa kwalifikacyjna przechodzi gładko, właściwie mam już poczucie, że znalazłam pracę, a tu nagle okazuje się, że PAN szef ma inne wymagania poza tymi o których była wcześniej mowa... "Wskazana dyskrecja i możliwość zostawania po godzinach" i takie sytuacje zdarzają się nagminnie. Średnio ma 50+ i myśli, że skoro jest przedsiębiorcą, który notabene poza tym, że mu się udało zrobić coś w czasach w których było to znacznie łatwiejsze , bo wówczas gospodarka się odbudowywała. Ledwo obsługuje komputer i myśli, że żeby przekazać wiadomość dalej, należy ją przepisać... To ja się pytam dokąd ten kraj zmierza?, jeśli cały czas zacofanie technologiczno- informacyjne bierze górę...? Jeśli już dana firma istnieje w internecie - ma stronę internetową, a nie wizytówkę to to już jest uważane za ogromny postęp... Jak się patrzy na to wszystko , to nie warto w tym kraju szukać pracy, bo albo skończy się jako szpSEKRETarka, albo w najlepszym wypadku zamiast dokonywać sprawnych obliczeń w exelu dostaniemy liczydło, bo nikt nie ma pojęcia, że procesor ma znaczenie... Tak więc ja już nie szukam pracy, jestem w trakcie zakładania swojej firmy, kończę studia, które dają wykształcenie i narzędzia dzięki którym mogę zostać fachowcem, ale to zależy ode mnie czy nim będę. Studia mają w swoim zamierzeniu nauczyć myśleć. A receptą na to żeby w naszym kraju zarobić, jest taka, że należy cały czas się dokształcać i poszerzać horyzonty. Nie bać się nowych wyzwań, ukończyć na etapie licencjatu kierunek humanistycznym, na mgr inny na którym możemy wykorzystać to co już wiemy, ale nieco odbiegający, żeby poznać różne punkty widzenia dla danej dziedziny którą chcemy się zajmować. Jeśli ktoś nie ma w sobie chęci i pasji do rozbudowywania swojego edukacyjnego potencjału, to nawet za granicą i tak nie zarobi tyle ile by chciał. Bo trzeba pamiętać, że Ci którzy stoją w miejscu się cofają, a świat z kolejnymi młodymi mknie do przodu.

    Odpowiedz
  • Darek(2013-02-15 10:40) Zgłoś naruszenie 00

    WNIOSEK:

    JEDNO CO WARTO - UPIĆ SIĘ WARTO
    W SZYNKU NA RYNKU WYGŁUPIĆ SIĘ WARTO
    W DOBREJ KOMPANII POPIĆ, TO WARTO

    Odpowiedz
  • Iwona(2013-02-15 10:40) Zgłoś naruszenie 00

    Co się liczy? To oczywiste. ZNAJOMOŚCI. Są wąskie branże typu programiści, gdzie liczy się fachowość. Reszta tylko i wyłącznie znajomości.

    Odpowiedz
  • anka(2013-02-15 10:34) Zgłoś naruszenie 00

    "W pełni sił, w rozkwicie karier. Na ich miejsca czyhają czterdziestolatkowie. I nie mogą się doczekać, bo tamci nie zamierzają odchodzić."
    Do tego tylko trzeba dodać, że dzisiejsi 50-latkowie (20-latkowie z lat 90-tych) po błyskotliwych karierach zostają usunięci z posad i już nie mogą znależć pracy bo ... i tu można wymieniać wiele powodów. A do emerytury jeszcze 15 lat. Do tego dochodzi opieka nad rodzicami (80-latkowie) i często pomoc bezrobotnym, dorosłym już dzieciom

    Odpowiedz
  • waris(2013-02-15 10:14) Zgłoś naruszenie 00

    Cóż za poetyka! Co za potok słów. Po takim felietonie zostaje nic tylko się powiesić, bo będzie albo wojna, albo co gorszego.
    Ale na pewno nie warto nic ze sobą robić. Pani Miro, zapomniała Pani o jednym - o cykliczności koniunktury. Zamiast odbierać nadzieję, powinna Pani ją zasiewać.

    Odpowiedz
  • j lbn(2013-02-15 10:12) Zgłoś naruszenie 00

    tylko znajomości redaktorze i nic więcej, tylko że to raptem kilka słów a tu tzreba było napisac cos dłuższego, swoja drogą to nawet śmieszna taka utopia o czym napisałeś

    Odpowiedz
  • Bobi(2013-02-15 10:01) Zgłoś naruszenie 00

    "Dyplomy, kursy, staże, języki – to już za mało, żeby zdobyć dobrą pracę. Dziś liczy się jeszcze to, z jakiego jesteś domu. Dopiero to ustawia cię w życiu"
    Należy dodać do w/w słów- Jakie układy mają Twoi rodzice.
    W obecnej sytuacji- wiedza jest mniej ważne jak te w/w układy . Już samo nazwisko ( jeśli rodzice są znanymi) otwiera drogę do sukcesu.
    niech ktoś z "obcych" stanie się obecnie prawnikiem lub lekarzem.
    Młodym bez "układów" pozostaje jedynie wyjazd za granicę. Organizowane konkursy są zwykłą fikcją !!!
    Smutne to wszystko ale prawdziwe.

    Odpowiedz
  • Analityk giełdowy 33(2013-02-15 09:55) Zgłoś naruszenie 00

    Dlatego zycze wszystkim młodym zeby jak najszybciej WYJECHALI z Polski...Kanada, USA, kraje arabskie (Oman, Zjednoczone Emiraty, Kuwejt), kraje skandynawi a nawet Niemcy ...wszedzie warto tam szukac pracy! Młodzi...nie miejsce zadnych skrupułów, przejawów patryotyzmu tylko WYJEZDZAJCIE zeby ułożyć sobie zycie! Sam za 2 miesiace rozpoczne prace w Doha w sektorze finansowym (na razie kontrakt na rok) ale mam nadzieje na dluzszy pobyt! A takie instytucje jak ZUS, US...moga sobie pomarzyc o moich pieniadzach!

    Odpowiedz
  • kobra(2013-02-15 09:48) Zgłoś naruszenie 00

    A ja drogi inżynierze i pracodawco jestem fachowcem i szukam pracy. I potrafię sformuławać myśl na papierze bez kopiowania z internetu. I wydaje mi się ze jestem dobrym rzemiechą. Tylko tyle że nie mogę robić tego co lubię i co umiem. W tym jest problem.

    Odpowiedz
  • Dolores(2013-02-15 09:47) Zgłoś naruszenie 00

    Dokładnie, jak pisze Gonzo "zawsze liczyły się plecy".
    No niestety. Po drugie nasz polski system edukacji wciąż jest beznadziejny. Za mało fachowców, wszyscy walą na te studia i tak nie mają po nich pracy.
    Technika? ok, fajnie, mam zawód, mam mature i co dalej? Jak na 4-letnią naukę mam 3 miesiące praktyk, czyli nic. W niemczech w trakcie 3 letniego Ausbildungu (przepraszam za spolszczenie) połowa z tego to praktyka, dzięki temu człowiek, rzeczywiście może się czegoś nauczyć. Tutaj każda firma posiadająca stronę internetową ma zakładkę Ausblidung. Kontaktujesz się z nimi i możesz wybrać sobie dział w jakim chcesz się kształcić i Cię przyjmują. A w PL? Znalezienie praktyki na kierunku fototechnik to cud. Nikt nie chce Cie przyjąć na miesieczną praktykę, bo się boją kontroli, bo nie ma ją zaplecza dla praktykantów. Do tego ministerstwo wymyśliło sobie, by choć jedna osoba z firmy udzielającej Ci praktyki miała tytuł czeladnika w zawodzie fotograf. Halo!!! Ja się pytam, skąd ten pomysł? Połowa fotografów działających, zarabiających dzięki temu na życie to samouki.
    oh... szkoda słów.
    Dobrze, że wyjechałam z kraju. Mam nadzieje, że moje dzieci będą miały możliwość wciąż korzystania z niemieckiego systemu edukacji.

    Odpowiedz
  • przedsiębiorca(2013-02-15 09:38) Zgłoś naruszenie 00

    ale bzdura!

    Odpowiedz
  • Gonzo(2013-02-15 09:25) Zgłoś naruszenie 00

    Zawsze liczyły się "plecy". Kompetencje zawsze w dalszej kolejności w tym kraju, albo wcale.

    Odpowiedz
  • KL(2013-02-15 09:21) Zgłoś naruszenie 00

    Artykuł zawiera ciekawą kompilację prawd i półprawd ... Tą pierwszą jest to, że "kod kulturowy ma znaczenia" ale czy aby dostać pracę na średnim szczeblu trzeba koniecznie spędzać wakacje w Bretanii? Przecież to "śmiech na sali". I tu dochodzimy do półprawd. Młodzi, gniewni to materiał do "rewolucji" więc trzeba go spokojnie rozbroić i ten artykulik ma też taki cel. Lemingi łykną to jak młody bocian żabę i zafrasowany powiedzą "taki świat'. Rzeczywiście i tu artykuł mówi prawdę ich kiepska psychika, słaby charakter i kiepskie wzorce i autorytety oraz słaba edukacja nie doprowadzą ich do pytań i odpowiedzi na prawdziwe przyczyny tej degrengolady ...

    Odpowiedz
  • Milosnik PRL(2013-02-15 09:03) Zgłoś naruszenie 00

    Rewolucja - jak pisal Zeromski - tych z palacow wygania do piwnic,
    a tych z piwnic awansuje na palace.I tak co 100 lat.Niedlugo minie
    100 lat od rewolucji pazdziernikowej i spokojnie czekam,ze ta przepo-
    wiednia pisarza sie spelni!!! Hurra !!!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane