W ciągu zaledwie pół roku Sąd Najwyższy wydał dwa sprzeczne ze sobą orzeczenia dotyczące zasad konsultacji zwolnień pracowników ze związkami zawodowymi. 24 stycznia 2012 r. orzekł, że firma powinna pytać organizacje zakładowe, czy dana osoba korzysta z ich ochrony za każdym razem, gdy chce wypowiedzieć umowę zatrudnionemu na stałe (sygn. III PZP 7/11). Ze względu na przepisy o ochronie danych osobowych nie ma prawa odgórnie żądać od związków zbiorczej listy osób, których zwolnienie trzeba z nimi konsultować.

14 czerwca 2012 r. SN orzekł jednak wręcz odwrotnie: pracodawca może pozyskiwać listę zarówno członków związku, jak i niezrzeszonych w nim, którzy korzystają ze związkowej obrony w indywidualnych sprawach ze stosunku pracy (sygn. I PK 231/11). Nie stoi temu na przeszkodzie ochrona danych osobowych.

To, w jaki sposób można uzyskiwać informację o przynależności związkowej lub objęciu obroną przez organizację zakładową, ma kluczowe znaczenie dla pracodawców. W praktyce, w razie wystosowania tego typu pytań przez firmę, pracownicy otrzymują od związków informację o grożącym im wypowiedzeniu i starają się go uniknąć, np. korzystając ze zwolnień lekarskich. Pozyskanie imiennej listy chronionych osób ogranicza takie przypadki.

Zła praktyka

– Oczywiście orzeczenia są wydawane w konkretnych sprawach, stąd mogą wynikać rozbieżności. Ale powoduje to brak pewności co do obowiązujących przepisów zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców – mówi dr hab. Marcin Zieleniecki, ekspert NSZZ „Solidarność”.

Podkreśla, że orzecznictwo sądów administracyjnych jest pod tym względem bardziej jednolite. Wynika z niego, że pracodawcy nie powinni domagać się imiennej listy związkowców lub osób reprezentowanych przez organizacje zakładowe. Zdaniem Marcina Zielenieckiego udostępnianie takich informacji umożliwia pracodawcom podejmowanie działań, które mogą prowadzić do szykanowania związkowców. Byłoby to też niezgodne z konwencjami Międzynarodowej Organizacji Pracy regulującymi wolność zrzeszania się, których Polska jest stroną.

– Warto też podkreślić, że wyrok z 14 czerwca zapadł w konkretnej sprawie. Za to 24 stycznia SN wydał uchwałę, a ta ma przecież większą siłę oddziaływania – dodaje Marcin Zieleniecki.