W najbliższych tygodniach liczba etatów w ministerstwach ma się zmniejszyć o 1150. To mniej niż 10 proc. wszystkich pracowników, zwolnienia mają się rozpocząć już w tym tygodniu.
To oznacza, że skala zwolnień będzie mniejsza niż wynikało z pierwotnych zapowiedzi. Jak pisaliśmy w sierpniu, na starcie całego procesu rząd rozważał nawet 20-proc. redukcje, potem 10-proc. Za wdrożenie zwolnień odpowiadać będą dyrektorzy generalni poszczególnych ministerstw. I z tego powodu część naszych rozmówców ma nadzieję, że cięcia nie będą zbyt dotkliwe. ‒ Do tej pory słyszeliśmy, że ich nie będzie. Teraz po rekonstrukcji doszły nam dwa duże, skomplikowane działy, czyli turystyka i mieszkaniówka, którymi ktoś musi się przecież zająć ‒ mówi nam osoba z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. W poszczególnych resortach chodzą korytarzowe plotki o zwolnieniach, choć bez konkretów. ‒ Są ministerstwa, w których pracuje dużo osób w wieku emerytalnym, niektórych z nich od dawna nikt nie widział na oczy i pewnie to tam będzie najwięcej zwolnień ‒ mówi nam jeden z urzędników. ‒ U nas słychać coś o zwolnieniach, ale bez żadnych szczegółów, choć podobno ustawa daje możliwość nawet 20-proc. zwolnień ‒ zauważa pracownik jednego z większych resortów.
Nasz rozmówca z kręgów rządowych podkreśla, że jeśli chodzi o cięcia w administracji, to tak naprawdę mamy do czynienia z dwoma równoległymi procesami. Pierwszy to cięcia covidowe, do przeprowadzenia których zobowiązany został szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. To nakłada się na zmiany związane z rekonstrukcją rządu ‒ likwidacją resortów lub ich połączeniem. ‒ W resortach mamy departamenty merytoryczne i obsługowe. Te drugie przy fuzji się dublują, więc w tym przypadku są możliwości redukcji, nawet jeśli dla obsługi większej jednostki potrzeba więcej urzędników ‒ podkreśla jeden z nich. Chodzi o osoby pracujące w działach kadr, płac czy ich szefów; zmniejszy się także liczba dyrektorów generalnych. – Kiedy dochodzi do fuzji ministerstw i zmian w departamentach czy wydziałach, po drodze gdzieś „gubi” się ludzi ‒ wskazuje nasz rozmówca. Jak twierdzą inni, takie działanie jest bezpieczne dla rządu w kontekście procesowym. W normalnych okolicznościach zwalniany urzędnik może z dużą szansą na powodzenie dochodzić swoich praw w sądzie pracy. ‒ Gdy jednak np. łączy się kilka departamentów w jeden, mamy do czynienia ze zmianami kadrowymi, które są efektem zmian strukturalnych ‒ podkreśla. Jeśli chodzi o redukcje, to w lepszej sytuacji są urzędnicy resortów, do których inne działy są dołączane, w tym przypadku zmiany mogą być mniejsze. Z kolei np. Ministerstwo Aktywów Państwowych powstało ledwie pół roku temu, dlatego trudno stwierdzić, na ile realne są w nim redukcje.