W ubiegłym roku inspektorzy pracy częściej nakładali kary finansowe, choć zmniejszyła się liczba kontroli i wykrytych naruszeń. Ubyło jednak także wniosków do sądu o surowszą sankcję.
ikona lupy />
DGP
Państwowa Inspekcja Pracy chętniej stosuje mandaty niż pouczenia lub ostrzeżenia. Firmy, które popełniają wykroczenia przeciwko prawom pracowniczym, zdecydowanie częściej mogą spodziewać się grzywien nakładanych przez inspektorów niż przez sądy. Tak wynika ze sprawozdania z działalności Państwowej Inspekcji Pracy w 2019 r. Kontrolerzy wydali 16,2 tys. mandatów, czyli o 1,4 tys. więcej niż w 2018 r. (wzrost o 9,5 proc.). Ukarani łącznie musieli zapłacić 19,3 mln zł (wzrost o 1,4 mln zł; 7,8 proc.). Stało się tak pomimo tego, że w 2019 r. zmniejszyła się liczba kontroli przeprowadzonych przez Państwową Inspekcję Pracy (o 6,9 tys.; 8,6 proc.) i wykryto mniej wykroczeń – o 3,5 tys. przypadków (spadek o 5,8 proc.).
Dobrą informacją dla przedsiębiorców jest spadek liczby wniosków o ukaranie kierowanych przez inspektorów do sądu (z 2,6 tys. do 1,2 tys.). Ten ostatni ma prawo nałożyć na pracodawcę wyższą grzywnę.

Zmienione proporcje

DGP poprosiła PIP o komentarz dotyczący stosowanych sankcji.
‒ Liczba mandatów wystawionych przez inspektorów pracy i wysokość, na jaką opiewają, zależna jest od liczby ujawnionych wykroczeń i ich rodzaju. Kontrole przeprowadzane przez inspektorów są coraz częściej wielowątkowe i wymagają sprawdzenia kilku obszarów, więc w konsekwencji może dochodzić do ukarania większej liczby osób, które popełniły wykroczenie – wyjaśnia Tomasz Zalewski, p.o. rzecznika prasowego głównego inspektora pracy.
Podkreśla, że w zależności od ustaleń inspektorzy sami decydują o tym, jakie działania podejmą w stosunku do osób, które naruszyły przepisy.
‒ Przed nałożeniem mandatu karnego są zobowiązani do zapytania sprawcy wykroczenia, czy przyjmuje mandat i pouczenia go, że w przypadku odmowy przyjęcia mandatu sprawa zostanie skierowana do sądu. Także w przypadku rażących naruszeń praw pracowniczych inspektorzy kierują do sądów wnioski o ukaranie sprawcy. W przypadku spraw mniejszej wagi stosowane są środki oddziaływania wychowawczego – dodaje.
W 2018 r. te ostatnie (czyli np. pouczenie lub ostrzeżenie) stanowiły 44,5 proc. ogółu sankcji za łamanie praw pracowniczych, a rok później – 41,6 proc. Zmniejszył się też udział wniosków do sądu o ukaranie grzywną pracodawcy (z 8,2 proc. do 4 proc.), ale za to wyraźnie wzrósł odsetek przypadków stosowania mandatów (z 47,3 proc. do 54,4 proc.). Oznacza to, że w ubiegłym roku inspektorzy rzadziej stosowali sankcje najłagodniejsze (środki wychowawcze) i te potencjalnie najsurowsze (sąd może nałożyć grzywnę do 30 tys. zł). Najczęściej wybierali środek teoretycznie pośredni, czyli mandat, który może wynieść maksymalnie 2 tys. zł lub 5 tys. zł w razie recydywy. W praktyce jego dotkliwość jest jednak porównywalna do grzywien sądowych, bo te ostatnie z reguły są niskie. W 2019 r. średnia wysokość mandatu wyniosła 1,2 tys. zł, a grzywny orzeczonej przez sąd – 2,2 tys. zł (choć górna granica tej ostatniej jest 15 razy wyższa niż mandatu). Nie można też oczywiście wykluczyć, że w ubiegłym roku pracodawcy rzadziej odmawiali przyjęcia mandatu, w związku z czym mniej spraw trafiało do sądów.
‒ Zadania inspektorów pracy mają istotną rolę społeczną. Sankcje muszą być dostosowane do poszczególnych przypadków naruszania prawa. W tym względzie należy unikać jakichkolwiek schematów lub planów do wykonania przez inspektorów – wskazuje prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, przewodniczący zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych Rady Dialogu Społecznego.
Podkreśla, że w okresie pandemii partnerzy społeczni oczekują większego wsparcia i prewencyjnych działań ze strony PIP.
‒ W związku z sytuacją epidemiczną pojawiło się wiele problemów i wątpliwości, np. dotyczących możliwości sprawdzania temperatury pracowników. W tym względzie zabrakło aktywności PIP, wyjaśnień i zaleceń dotyczących działania w nowych warunkach i w sytuacji odmrażania gospodarki. A art. 207 kodeksu pracy jest dostateczną podstawą do tego, aby bezpieczeństwo epidemiczne traktować jako element bhp w firmie – dodaje prof. Męcina.

Są zapowiedzi

Ten rok – pod względem kontroli PIP – będzie szczególny. W związku z pandemią przez trzy miesiące (druga połowa marca – druga połowa czerwca 2020 r.) inspektorzy działali jedynie w ograniczonym zakresie – badali tylko przypadki bezpośredniego narażenia życia lub zdrowia pracowników oraz okoliczności wypadków przy pracy.
‒ Wraz z uruchomieniem kolejnych sektorów gospodarki konieczne jest przywrócenie działalności PIP w pełnym zakresie. To trudny czas dla pracowników i pracodawców. Jest wiele skarg wynikających ze spornych sytuacji w zakładach pracy, które wymagają reakcji i sprawdzenia przez inspektorów – podkreślał Wiesław Łyszczek, główny inspektor pracy, w momencie ogłaszania decyzji o odmrażaniu nadzoru w pełnym zakresie.
Teraz częstotliwość wizytacji ma wzrosnąć. Zapowiedziała to Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Szczegółowe kontrole mają być związane z ochroną przed zagrożeniami epidemicznymi. Minister wskazała, że PIP będzie sprawdzać m.in., czy w firmach przeprowadzono ocenę ryzyka zawodowego w związku z koronawirusem oraz czy zatrudniający zapewnili środki do dezynfekcji rąk, ochronę nosa i ust oraz jednorazowe rękawiczki.
Firmy naruszające przepisy muszą więc liczyć się z sankcjami. Ale jednocześnie mogą mieć nadzieję, że w trakcie wizytacji dowiedzą się więcej o tym, jak – w czasie pandemii ‒ prawidłowo organizować pracę.