W 2018 r. pośredniaki poprawiły wskaźniki efektywności kosztowej i zatrudnieniowej w zakresie aktywizacji bezrobotnych. Sprzyja im bardzo dobra sytuacja na rynku pracy.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) bada skuteczność powiatowych urzędów pracy, uwzględniając sześć instrumentów, do których należą: staże, szkolenia, prace interwencyjne, roboty publiczne, dotacje na uruchomienie działalności gospodarczej oraz środki na wyposażenie lub doposażenie stanowisk pracy. I tak wskaźnik efektywności zatrudnieniowej pokazuje, jaki odsetek bezrobotnych znalazł zatrudnienie dzięki ich zastosowaniu w stosunku do ogólnej liczby osób nimi objętych. Z kolei efektywność kosztowa jest ustalana poprzez podzielenie kwoty przeznaczonej na wspomniane formy aktywizacji przez liczbę osób, które zostały dzięki nim zatrudnione.

Pomocna koniunktura

Okazuje się, że średnia wartość wskaźnika efektywności zatrudnieniowej osiągnięta przez wszystkie PUP wynosiła w ubiegłym roku 84,96 proc., co oznacza wzrost w porównaniu do 2017 r., kiedy to było 81,98 proc. Taki lub wyższy poziom skuteczności uzyskało 207 na 340 pośredniaków, a rekordzistą był wśród nich PUP w Kępnie – 98,82 proc. Natomiast efektywność kosztowa w 2018 r. wynosiła 10,28 tys. zł. Biorąc pod uwagę wcześniejsze 12 miesięcy, jej poziom spadł (wtedy było to 11,52 tys. zł), co w tym przypadku akurat jest pozytywną tendencją, bo pośredniakom udawało się doprowadzać do zatrudnienia przy mniejszych nakładach finansowych.
Reklama

Reklama
– W uzyskiwaniu coraz wyższej skuteczności na pewno sprzyja sytuacja na rynku pracy. Zapotrzebowanie ze strony pracodawców na nowych pracowników jest tak duże, że gdy zarejestruje się jakaś bezrobotna osoba, to praktycznie od razu mamy dla niej oferty pracy – mówi Roland Budnik, dyrektor Gdańskiego Urzędu Pracy.
Małgorzata Pliszka, dyrektor PUP w Nysie, zwraca uwagę, że chociaż wzrost wskaźników jest łatwiejszy do osiągnięcia, to obecny rynek pracy nie do końca jest w tej kwestii sprzymierzeńcem.
– Obserwujemy, że duża część osób uczestniczących w stażach przerywa je, bo szuka lub znalazła zatrudnienie dające im wynagrodzenie wyższe niż przysługujące im stypendium. Również u pracodawców występuje duża rotacja zatrudnionych, a to z uwagi na sposób ustalania wskaźników, ma znaczenie dla ich ostatecznej wysokości – tłumaczy.
Z kolei Iwona Rataj, dyrektor PUP w Kępnie, podkreśla, że nawet przy rekordowo niskiej stopie bezrobocia osiągnięcie wysokiego pułapu skuteczności nie jest proste, w szczególności gdy w rejestrach pozostają przede wszystkim osoby długotrwale bezrobotne, oddalone od rynku pracy z różnych przyczyn.
– Praca z nimi wymaga zindywidualizowanego podejścia z powodu bardzo złożonych problemów, które nie pozwalają im podjąć zatrudnienia, w tym m.in. z uwagi na stan zdrowia, ogólną niechęć do rozwoju zawodowego, konieczność sprawowania opieki nad dziećmi czy obawę o utratę świadczeń o charakterze socjalnym – dodaje.

Co jest najskuteczniejsze

Co ciekawe, jeśli popatrzy się oddzielnie na skuteczność poszczególnych instrumentów aktywizacji, to najlepiej pod tym względem wypada dotacja na własny biznes, której efektywność zatrudnieniowa wyniosła 95,85 proc., a najgorzej szkolenia ze wskaźnikami 65,46 proc. Tyle że jednocześnie kursy miały najniższy poziom efektywności kosztowej (4,4 tys. zł), podczas gdy wsparcie na działalność gospodarczą najwyższy (18,7 tys.). Jest to związane z kwotą, jaka się należy bezrobotnemu w ramach tego instrumentu – maksymalnie jest to sześciokrotność przeciętnego wynagrodzenia, która jest stosunkowo wysoka w porównaniu z wydatkami, jakie są ponoszone w pozostałych formach aktywizacji.
– Staramy się przede wszystkim patrzeć na zapotrzebowanie naszych klientów. Wprawdzie dotacje są dosyć kosztowne, ale zainteresowanie nimi jest duże i mamy na nie więcej chętnych niż przewidzianych pieniędzy. Ograniczamy się natomiast ze szkoleniami, które choć wychodzą taniej, to często ich ukończenie nie daje gwarancji zatrudnienia, a ich jakość też niekiedy pozostawia wiele do życzenia – wskazuje Roland Budnik.
Małgorzata Pliszka broni jednak szkoleń, bo w perspektywie długofalowej ich skuteczność rośnie (na potrzeby obliczania wskaźników uwzględnia się bowiem, czy doszło do zatrudnienia w ciągu trzech miesięcy od udziału w kursie).
– Ruszamy teraz ze szkoleniami pracowników dla firm, które produkcję zaczną dopiero w 2020 r. Te osoby nie będą więc miały pozytywnego wpływu na wartość wskaźników za br. ale ważniejsze jest to, że finalnie dadzą zatrudnienie ich uczestnikom – podkreśla.
Ponadto odpowiednia wartość wskaźników jest dla PUP ważna z tego powodu, że te, które mają efektywność zatrudnieniową na poziomie wyższym od przeciętnej krajowej, a kosztową na niższym, są uprawnione do dodatkowych pieniędzy z Funduszu Pracy na nagrody dla pracowników. W tym roku może na nie liczyć 139 PUP-ów, bo tyle ich spełniło obydwa wymogi.
– Owszem, możliwość otrzymania dodatkowych środków na wynagrodzenia jest istotna, ale nie powinna prowadzić do wyścigu między urzędami w śrubowaniu wysokości wskaźników. Dlatego nie wyobrażam sobie, aby tak jak niektóre z nich celowo przyznawać dotacje na biznes w niższej kwocie, dzięki czemu udaje się obniżyć pułap efektywności kosztowej – podsumowuje Jerzy Kędziora, dyrektor PUP w Chorzowie.