Przytoczę kilka perełek. „Jeśli w ustawie, w której na szesnaście artykułów mamy dwadzieścia dwie poprawki pana przewodniczącego podkomisji, trzy poprawki... nie wiem, przez kogo podpisane, bo nie umiem przeczytać tego nazwiska oraz jedenaście poprawek Biura Legislacyjnego, to wydaje się, że te szesnaście artykułów naprawdę nie zostało dobrze przygotowanych przez podkomisję”. To słowa posłanki Magdaleny Kochan, która zasugerowała, aby zwrócić projekt ustawy do „dopracowania” w podkomisji. Przyznała, że prace legislacyjne opóźnią się o jakieś dwa tygodnie, ale − jak podkreśliła − dzięki temu Sejm uchwaliłby „porządnie napisany tekst ustawy”. Jej wniosek w tej sprawie oczywiście odrzucono. W stenogramach można też znaleźć uwagi typu „dlaczego w tej kwestii wypuszczamy buble, co do których mamy wiele wątpliwości już w trakcie procedowania?” lub „poprawka będzie zgłoszona w trakcie drugiego czytania przez moją koleżankę”. Partyzantka legislacyjna w pełnej krasie. Na deser zostawiłem prawdziwy hit. „Proszę pana, dziękuję za wątpliwości, ale teraz rozmawiamy o poprawkach lub uwagach a nie – o państwa wątpliwościach”. W ten sposób ówczesna przewodnicząca komisji Beata Mazurek przerwała wypowiedź sejmowego legislatora, który alarmował m.in., że pojęcia zawarte w projekcie nowych przepisów (np. „czynności związane z handlem”) są kompletnie niejasne. „W ten sposób nigdy nie skończymy procedowania ustawy” – dodała szefowa komisji i wskazała, że poprawki można było zgłaszać do godz. 12 (w dniu obrad komisji). Dopiero po zwróceniu uwagi, że legislatorzy nie mogą zgłaszać merytorycznych uwag, niektóre z ich propozycji zmian we własnym imieniu zgłosili posłowie.

Teraz ta niechlujność legislacyjna się mści. Żabka, która przed sądami wywalcza sobie właśnie prawo do otwierania placówek w niedziele nie „omija” ustawy. Nowe przepisy są tak nieprecyzyjne, że wystarczy je po prostu wnikliwie stosować. W kolejce do otwierania sklepów ustawią się pewnie za chwilę następni. Nie muszą – tak jak Żabka – powoływać się na status placówki pocztowej. Ustawa przewiduje 32 wyjątki od zakazu, więc jest w czym wybierać. To oznacza, że prawdziwy sprawdzian nowe przepisy dopiero przejdą. Na razie sklepy muszą być zamknięte w dwie niedziele w miesiącu, ale od 1 stycznia 2019 r. już we trzy, a od 2020 r. – we wszystkie (z wyjątkiem np. tych przed Bożym Narodzeniem). To na pewno zachęci przedsiębiorców do wykorzystania luk w ustawie ograniczającej handel. Dzięki posłom będą mogli to robić bez większego wysiłku, ośmieszając nie tylko Sejm, ale wszystkie instytucje państwa, które nie jest w stanie wyegzekwować szumnie wprowadzanego zakazu.