W sierpniu 2015 r. policjant służący w komendzie miejskiej na Śląsku spowodował wypadek, w którym zostały ranne trzy osoby. Policjant uciekł, nie udzielając pomocy ofiarom. Nie wezwał też zespołu ratownictwa medycznego ani policji. Co więcej, już po ucieczce z miejsca wypadku nakłaniał poszkodowanego kierowcę do składania fałszywych zeznań mających służyć jako dowód w prowadzonym postępowaniu przygotowawczym w sprawie zdarzenia.
Kiedy sprawa wyszła na jaw, komendant miejski dyscyplinarnie zwolnił funkcjonariusza za złamanie zasad określonych w art. 132 ust. 1 ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 355 ze zm.) oraz zasad etyki zawodowej policjanta stanowiących załącznik do zarządzenia 805 Komendanta Głównego Policji z 31 grudnia 2003 r. Policjant odwołał się od tej decyzji do komendanta wojewódzkiego, który utrzymał w mocy zaskarżone orzeczenie. Komendant podkreślił, że na podstawie zeznań świadków udało się odtworzyć wydarzenia poprzedzające wypadek. Mundurowy dzień wcześniej zakończył służbę o godz. 20 i następnie wziął udział w kilku imprezach z alkoholem (sam twierdził, że wypił nie więcej niż pół piwa). Następnego dnia z nieustalonych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu, doprowadzając do zderzenia z prawidłowo jadącym samochodem. Wezwani na miejsce policjanci nie znaleźli kolegi, który spowodował wypadek. Udało się go odszukać dopiero po blisko dobie od zdarzenia. Komendant wojewódzki uznał, że nie ma możliwości pozostawienia obwinionego w służbie, ponieważ dopuszczając się zarzucanych mu czynów, utracił przymiot nieposzlakowanej opinii.
Zainteresowany skierował sprawę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Zarzucił przełożonym m.in. rażącą niewspółmierność kary polegającej na wydaleniu ze służby. Uznał bowiem, że w jego przypadku można mówić wyłącznie o przewinieniu dyscyplinarnym wypełniającym znamiona wykroczenia. A to oznacza, że przełożony może nawet nie wszczynać postępowania dyscyplinarnego wobec niego, a wszczęte umorzyć.
Sąd wojewódzki przyznał policjantowi rację i uchylił orzeczenie komendanta. Policja złożyła kasację do NSA (sygn. akt I OSK 347/17). W jej efekcie sprawa została ponownie zbadana przez WSA. Ale tym razem wyrok nie był pomyślny dla byłego funkcjonariusza. Sąd w pełni podzielił stanowisko policji, że popełnienie przez skarżącego przypisanego mu czynu o znamionach wykroczenia w istotny sposób narusza interes służby tożsamy z ważnym interesem społecznym. Skarżący niewątpliwie sprzeniewierzył się zasadom, których winien przestrzegać, będąc funkcjonariuszem policji. A to uniemożliwia pozostawienie go w służbie z uwagi na szczególny charakter zawodu policjanta. ©℗

orzecznictwo

Wyrok NSA z 2 sierpnia 2018 r., sygn. akt I OSK 498/18.