Trwa unijna batalia o delegowanie pracowników. Pierwszą bitwę Polska przegrywa, ale jest szansa na wyłączenie z dyrektywy transportu.
Reklama
Wczoraj komisja zatrudnienia i spraw socjalnych Parlamentu Europejskiego zajmowała się projektem nowelizacji dyrektywy o delegowaniu pracowników, który zaproponowała Komisja Europejska. Zakłada on m.in. wprowadzenie zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. Oznacza to, że Polak, który pojedzie na kilka miesięcy do pracy np. we Francji, będzie miał zapewnione takie samo wynagrodzenie, jakie przysługuje Francuzowi. Obecnie dyrektywa gwarantuje mu jedynie minimalną pensję.
Efekt zmian jest łatwy do przewidzenia – polskie firmy staną się mniej konkurencyjne, przedsiębiorcy stracą zlecenia, a polscy pracownicy zajęcie.
– Zagrożonych jest 90 tys. polskich firm i 500 tys. ich pracowników – ostrzega Stefan Schwarz, prezes Inicjatywy Mobilności Pracy.
Zmiany do projektu nowelizacji dyrektywy o delegowaniu zaproponowane przez Francuzkę Elisabeth Morin-Chartier oraz Holenderkę Jongerius Agnes, nad którymi wczoraj pracowali europosłowie, są dla polskich firm jeszcze bardziej niekorzystne. – Ich raport co do zasady utrzymuje propozycje KE. Problem polega na tym, że uszczegóławia przepisy, tak iż firmy będą miały problem z ich interpretacją. Sprawozdawczynie komisji zatrudnienia skupiły się bowiem na tworzeniu w proponowanych regulacjach haczyków, a także dokręciły śrubę – mówi Schwarz.
Przykład? Zastępowanie pracowników. Po wyczerpaniu limitu delegowania – maksymalnie 24 miesiące – na danym stanowisku pracy nie będzie możliwe zatrudnienie pracownika delegowanego. Nie będzie miało znaczenia, że pracę miałaby podjąć inna osoba, z innej firmy i innego kraju. Miejsce pracy dla delegowania będzie spalone. – Co więcej, sprawozdawczynie w ogóle nie przejęły się poprawkami zgłoszonymi przez europosłów, którym proponowane zmiany w dyrektywie się nie podobają. Trafiły do kosza. Jeżeli raport w tej postaci zostanie przyjęty, to będzie dla nas najgorsze rozwiązanie – mówi Stefan Schwarz.
Wszystko wskazuje na to, że przyjęte wczoraj przez Komisję zatrudnienia i spraw socjalnych PE stanowisko w sprawie zmian w dyrektywie o delegowaniu pracowników jest zgodne z propozycją sprawozdawczyń. Ostateczna treść stanowiska zostanie opublikowana dzisiaj. – Dopiero wtedy będziemy mogli przeanalizować szczegółowo przepisy i rzetelnie je ocenić – mówi Schwarz. Dobra wiadomość jest taka, że z delegowania ma zostać wyłączony transport.
Polscy przedsiębiorcy nie tracą nadziei i wierzą, że na dalszych etapach legislacyjnych uda się jeszcze wprowadzić do projektu rozwiązania, które uchronią polskie firmy delegujące przed bankructwem. – Przyjęcie przez komisję raportu w takim kształcie, w jakim chciały sprawozdawczynie, będzie oznaczało dla nas, że przegraliśmy jedną z bitew, ale nie wojnę. Przed nami jeszcze posiedzenie plenarne Parlamentu Europejskiego. Ponadto wciąż trwają prace w Radzie UE. Głosowanie w niej zostało zaplanowane pod koniec października, w PE w listopadzie – wylicza Schwarz.
Nasze firmy liczą na determinację rządu. Premier Beata Szydło zapowiedziała, że Polska nie składa broni, a propozycje zmian w dyrektywie są dla rządu nie do przyjęcia. – Jesteśmy zwolennikami poszukiwania kompromisu, jak wszystkie pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej. Jesteśmy na dobrej drodze, aby taki kompromis został wypracowany. Liczymy, że uda się go osiągnąć i będzie uwzględniał interesy wszystkich przedsiębiorców z naszego regionu, również z sektora transportowego – mówiła Beata Szydło na konferencji premierów państw Grupy Wyszehradzkiej.
Gra jest warta świeczki. Pracowników delegowanych w UE jest około 2 mln, a 92 tys. polskich firm delegujących ma 25-proc. udział w tej puli.
Sprzeciw wobec projektu dyrektywy to jedna z niewielu kwestii, w których eksperci, rząd i opozycja mówią dzisiaj jednym głosem. Poza związkowcami. Przedstawiciele pracowników są zdecydowanymi zwolennikami proponowanych zmian w dyrektywie. W ich ocenie wprowadzenie zasady równej płacy za tę samą płacę w tym samym miejscu jest jak najbardziej uzasadnione, bo obecne regulacje prowadzą do nierówności płacowych i dumpingu socjalnego. – Opowiadamy się za równym traktowaniem. Nie ma przecież powodu, aby pracownik z Polski, który wykonuje takie same obowiązki, był dyskryminowany i zarabiał mniej od lokalnych pracowników – uważa Paweł Śmigielski z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.