statystyki

Kobiety ruszyły do pracy. Przed laty to patriarchat dyktował reguły gry

autor: Paulina Nowosielska03.03.2017, 08:10; Aktualizacja: 03.03.2017, 08:56
pracownicy kobiety i mężczyźni

Przed laty patriarchat dyktował reguły gry. Polki rzadko wybijały się na samodzielność. Żyły w prestiżu, który dawał mążźródło: ShutterStock

Walczymy o swoje miejsce na rynku pracy, prowadzimy biznesy, zakładamy rodzinę. Godzimy różne role, ale nie zgadzamy się, by decydowano za nas, jak powinnyśmy żyć – mówią. To dlatego głos kobiet, choć różnorodny, jest dziś tak wyraźny.

Krystyna Górecka, 68 lat, dyrektorka niepublicznego zakładu opieki zdrowotnej

Jakie jesteśmy? Silne, zdeterminowane, dążymy do celu, ale nie po trupach. Potrafimy walczyć o innych. O siebie – może nieco mniej. Mnie w odnalezieniu się na rynku pracy, paradoksalnie, pomógł wiek. Miałam już odchowane dzieci, rodzinę mogłam odsunąć na nieco dalszy plan. Nie miałam też zbyt wielkich oczekiwań finansowych i byłam cierpliwa.

Zawsze byłam trudną osobą, szłam pod prąd. W miejscu, któremu dziś szefuję, byłam najpierw przełożoną pielęgniarek. Ówczesna dyrekcja zdecydowała, że przychodnię trzeba zlikwidować. Przyszli do mnie lekarze i powiedzieli: „Tylu ludziom pomogłaś, dlaczego nie spróbujesz uratować naszego miejsca pracy?”. Podeszli mnie ambicjonalnie. Miałam wiedzę i nosa. Zorganizowałam walne zebranie, na które zaprosiłam lokalne władze i pacjentów. Przedstawiłam im swoją wizję tego miejsca. Kupili ją. Zaczęłam, nie mając pieniędzy, w zdemolowanym budynku, który wymagał natychmiastowego remontu. Każdą złotówkę oglądałam pod lupą (do dziś mi to zostało). Mąż podzielił środki na naszym koncie. Na wypadek gdybym przeceniła swoje szanse, zabezpieczył pieniądze na studia córek. – Matce biznesu się zachciało – ironizował. Ale ja od początku wierzyłam, że się uda. Wzięłam kredyt. Remont trwał w nocy, a nad ranem razem z córkami stawałyśmy na rzęsach, by doprowadzić przychodnię do stanu używalności. I tak przez długie tygodnie. Płynności finansowej nabierałam przez trzy lata. Gdy trzeba było zapłacić ludziom pensję, pożyczyłam od rodziny. Pewnie nieraz mogłam bezradnie rozłożyć ręce. Nie zrobiłam tego, bo jestem twardym zawodnikiem.

Do zawodu, do pielęgniarstwa, trafiłam przez przypadek. Rodzice utyskiwali, że nie podołam. Najpierw w szpitalu dziecięcym zajmowałam się pacjentami po ciężkich urazach. Przeszłam emocjonalną szkołę życia. Potem jeździłam w pogotowiu jako pielęgniarka anestezjologiczna. Z czasem założyłam pancerz. Ponad 20 lat przepracowałam też w samorządzie zawodowym. Miałam wizję, by wyeliminować z zawodu pielęgniarki systemowe niedociągnięcia. Nie wszystkim się ten mój upór podobał. Ale myślę, że kobiety mają w sobie siłę, potrafią walczyć o swoje prawa.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane