Bazowa bez zmian

W przyszłym roku fundusze wynagrodzeń w poszczególnych urzędach administracji rządowej nie wzrosną (tak jak w tym roku) od 5 do 6 proc. Pula na pensje dla nich wyniesie ok. 7,8 mld zł i będzie wyższa od tegorocznej zaledwie o 2 proc. Środki te mają zaspokoić prognozowany wskaźnik inflacji, który ma wynieść 1,3 proc. Zakładając zwiększony fundusz płac dla całej administracji rządowej o około 150 mln zł, na jednego urzędnika w 120-tys. korpusie, wzrost płac wyniesie średnio niewiele ponad 100 zł (w tym roku było to trzykrotnie więcej). Przy czym nie wszyscy otrzymają podwyżki.

Powód? Kwota bazowa (1873,84 zł brutto), której wielokrotność decyduje o wysokości pensji zasadniczej danego urzędnika, nie ulegnie zmianie. To niepokoi Radę Służby Publicznej, a także związkowców. – Apelowaliśmy do rządu, by wprowadzić mechanizm, który zobligowałby dyrektorów generalnych do tego, aby podwyżki trafiały tylko do tych najmniej zarabiających – mówi zasiadający w RSP Jerzy Meysztowicz, poseł Nowoczesnej. – Obawiam się, że pula zostanie podzielona między osobami na kierowniczych stanowiskach, albo w ogóle nie będzie wypłacana – dodaje.

Nawet jeśli część urzędników dostanie podwyżki, ich podział będzie musiał być uzgodniony z przedstawicielami organizacji związkowych lub reprezentantami pracowników.

– Nie ukrywam, że mieliśmy nadzieję, iż rząd zdecyduje się odmrozić kwotę bazową. Dzięki temu na wyższe wynagrodzenia mogliby liczyć wszyscy członkowie korpusu. Tak się jednak nie stało – mówi Robert Barabasz, szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność”. – Ewentualne podwyżki na poziomie 100 zł nie mają charakteru motywacyjnego – dodaje.

Łatwiejszy egzamin

Przyszły rok pracownikom służby cywilnej przyniesie za to większą możliwość zdobycia awansu na urzędnika mianowanego, co wiąże się z wyższym wynagrodzeniem. Od stycznia do końca maja 2017 r. można składać wnioski o przystąpienie do egzaminu. Rząd zdecydował, że przyszłoroczny limit mianowań zostanie zwiększony z 200 do 280 miejsc. Ponieważ w tym roku brakowało chętnych, niewykluczone, że wymagania zostaną nieco złagodzone. Niewykluczone też, że w 2017 r. z inicjatywy rządu, czy też posłów PiS, pojawią się kompleksowe rozwiązania dotyczące służby publicznej, czyli rozwiązań dotyczących pragmatyk służbowych. Obecnie poszczególne pragmatyki urzędnicze zawierają różne regulacje, począwszy od mniej formalnego zatrudniania, np. na podstawie ustawy o pracownikach urzędów państwowych, a kończąc na samorządowych, dla których na wszystkich szczeblach stanowisk stosuje się np. konkursy.

Odmrożenie w samorządzie

Na podwyżki w przyszłym roku mogą liczyć zatrudnieni w samorządach. Po siedmiu latach rząd odmroził minimalne płace dla urzędników – w grudniu do konsultacji trafił bowiem projekt nowelizacji rozporządzenia Rady Ministrów z 18 marca z 2009 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1786). Dokument ten określa minimalne uposażenia na danym stanowisku – według tabeli zaszeregowania – w gminie, starostwie i urzędzie marszałkowskim, a także jednostkach im podległych. W efekcie dla najmniej zarabiających osób od marca 2017 r. wzrosną one z 1100 zł do 1700 zł. Z kolei zatrudnieni na samodzielnych stanowiskach, np. naczelnicy wydziałów, otrzymają o 700 zł więcej (wzrost z 1,7 tys. zł do 2,4 tys. zł). Celem nowych przepisów jest zniwelowanie rosnących dysproporcji pomiędzy podstawowym wynagrodzeniem urzędników a ogólnopolską – podwyższaną prawie co roku – minimalną pensją. Gdyby rząd nie zdecydował się na zmiany w tym zakresie, zasadnicze uposażenie osoby zatrudnionej w samorządzie po nowym roku stanowiłoby zaledwie 55 proc. płacy minimalnej (siedem lat temu stanowiło 86,2 proc). Środki na wzrost uposażeń i innych pochodnych składników mają znaleźć samorządy we własnym zakresie.