statystyki

Biuro podróży nie ma prawa zmieniać dowolnie ceny wycieczki

autor: Urszula Lawina03.08.2015, 09:25; Aktualizacja: 03.08.2015, 09:37
Urlop

Przede wszystkim warto zacząć od wyjaśnienia terminu. First minute często bywa mylone z last minute. Ta druga promocja to wyprzedaż przez biuro podróży ostatnich miejsc w „ostatniej minucie”, czyli na kilka dni, a niekiedy nawet i kilka godzin przed początkiem imprezy wyjazdowej.źródło: ShutterStock

Pani Maria wykupiła w biurze podróży tygodniowy pobyt w Bułgarii. Oferta była promocyjna, w formie first minute. Obiecywano jej niezmienioną cenę i konkretny hotel. Przed wyjazdem okazało się jednak, że musi dopłacić ponad 100 zł i będzie mieszkać w innym miejscu, niż sobie wybrała. – Czy biuro podróży miało prawo do zmiany warunków – pyta nasza czytelniczka

Przede wszystkim warto zacząć od wyjaśnienia terminu. First minute często bywa mylone z last minute. Ta druga promocja to wyprzedaż przez biuro podróży ostatnich miejsc w „ostatniej minucie”, czyli na kilka dni, a niekiedy nawet i kilka godzin przed początkiem imprezy wyjazdowej. Zazwyczaj sprzedaż odbywa się po niższej, a nawet znacznie niższej cenie, a więc postrzegana przez klientów z mniejszymi środkami za atrakcyjną. Jednak „lasty” rządzą się swoimi prawami: korzystający z nich nie może już sobie np. wybrać hotelu, tylko musi przystać na ten proponowany przez biuro w ofercie. Albo do końca nie wie, gdzie będzie nocował – znana mu jest tylko kategoria obiektu, ale już nie lokalizacja.

Z kolei first minute to przedsprzedaż, czyli pierwsza oferta imprezy, ukazująca się na wiele miesięcy przed sezonem, zazwyczaj jeszcze jesienią poprzedzającego roku. Jest to okazja dla osób mogących sobie zaplanować urlop znacznie wcześniej. First minute pozwala też na swobodny wybór hotelu i jego lokalizacji z wielu propozycji, a także na niższą cenę (o 20–30 proc.) niż standardowa oferta, która pojawi się na rynku potem. Opłaca się więc postawić na „firsta” i pani Maria dobrze zrobiła, że się na niego zdecydowała. Jednak kluczem do sukcesu jest również dobra umowa o świadczenie usługi turystycznej. Trzeba pamiętać, że zgodnie z przepisami organizator turystyki (przedsiębiorca organizujący imprezę turystyczną, czyli w tym przypadku biuro podróży) odpowiada za niewłaściwe wykonanie umowy, chyba że zawini klient. Wina klienta zaś może polegać – między innymi – na niedopilnowaniu organizatora przy podpisywaniu umowy.

Ustawa o usługach turystycznych dokładnie mówi, co w takiej umowie musi się znaleźć. Wśród wielu punktów obowiązkowe jest dokładne i zrozumiałe podanie miejsca zakwaterowania i ceny. Pani Maria powinna więc mieć w swojej umowie informację o lokalizacji obiektu – gdzie on się dokładnie znajduje, jego charakterystykę i kategorię (czy ma gwiazdki czy ich nie ma), rodzaj zajmowanego pokoju – czy nocuje w jedynce, dwójce, suite itd. i świadczenia (tylko śniadania, HB – śniadania i obiadokolacje albo FB – wszystkie trzy posiłki bądź bez wyżywienia). Z kolei cena też musi być ostateczna, czyli zawierać w sobie precyzyjnie wyszczególnione dodatki, podatki i inne płatności, jakie Maria będzie musiała docelowo zapłacić. I tutaj jest haczyk, bo organizator może podać w umowie okoliczności, w jakich ustalona cena może ulec zmianie już po podpisaniu umowy. Te okoliczności to wzrost kosztów transportu, wzrost opłat urzędowych, podatków lub opłat należnych np. za usługi lotniskowe, załadunkowe lub przeładunkowe w portach morskich albo lotniczych lub wzrost kursów walut.


Pozostało jeszcze 61% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Poradnik konsumenta

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane