Poszkodowany klient zgłasza się do marszałka województwa z roszczeniem. Marszałek przekazuje te informacje do gwaranta, który dokonuje wypłat. I tu mamy dwa podstawowe problemy - mówi w wywiadzie dla DGP Dr Piotr Cybula radca prawny z kancelarii Bielański i Wspólnicy Adwokaci, Radcowie Prawni Spółka Partnerska.



Po fali upadłości biur podróży z 2012 r. ustawodawca zdecydował o zmianie przepisów chroniących klientów niewypłacalnych firm. Czy regulacje te są wystarczające?
Reklama
Znowelizowane przepisy to tylko część regulacji składających się na pewien system. Wiele wskazuje na to, że również po tych zmianach klienci nie mają jednak co liczyć na pełne zwroty wpłaconych środków z zabezpieczenia finansowego organizatorów turystyki.

Reklama
Dlaczego tak się dzieje?
W ubiegłym tygodniu przedstawicielka Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego przedstawiła w Sejmie wyniki kontroli organizatorów turystyki. Wynika z nich, że pieniędzy starczyłoby zaledwie na 48–87 procent zwrotów, w zależności od biura podróży, i to nie wliczając kosztów sprowadzania turystów do kraju. To pokazuje, że system nie działa tak jak powinien. W toku prac nad ostatnią nowelizacją ustawy o usługach turystycznych zgłoszono w tym zakresie wiele uwag, które wskazują na jego niewydolność (m.in. NIK-u i rzecznika ubezpieczonych).
Jak wygląda procedura odzyskiwania wpłaconych upadłemu touroperatorowi pieniędzy? Gdzie tkwią luki?
Poszkodowany klient zgłasza się do marszałka województwa z roszczeniem. Marszałek przekazuje te informacje do gwaranta, który dokonuje wypłat. I tu mamy dwa podstawowe problemy. Po pierwsze, dotychczas stosunkowo często się okazywało, że środki z zabezpieczenia finansowego organizatora turystyki są niewystarczające na zwrot pełnych wpłat, czasem klienci nawet nic nie otrzymywali. Najwięcej tego rodzaju przypadków było w 2012 r. Później zmieniono przepisy, lecz jak pokazuje kontrola urzędu marszałkowskiego, w dalszym ciągu nie zapewniają one klientom biur podróży odpowiedniej ochrony. Po drugie, problemem jest termin wypłat tych środków: klienci muszą czekać jeszcze rok od chwili wygaśnięcia gwarancji i dopiero potem uruchamiane są dalsze etapy procedury. Wynika to z tego, że w rozporządzeniu ministra sportu przewidziano, iż gwarancja chroni klientów, którzy z roszczeniem zgłoszą się w ciągu roku od chwili wygaśnięcia gwarancji. Uzasadnieniem jest to, że skoro nie ma środków na zwrot wpłat klientom w pełnej wysokości, to trzeba zwrócić im proporcjonalnie do wysokości wpłat, i ten rok to jest czas, kiedy powinni się zgłosić do marszałka. Gdyby zabezpieczenie zapewniało pełny zwrot, to potrzeba tak długiego czekania w ogóle by nie zachodziła. W ten sposób w praktyce funkcjonuje rozwiązanie, które już kilka lat temu było kwestionowane przez Komisję Europejską.