Egzekucja komornicza powinna być możliwa również z wynagrodzenia minimalnego. Taka konkluzja płynie z odpowiedzi resortu sprawiedliwości na petycję w tej sprawie. Ministerstwo nie przygotuje jednak projektu nowelizacji przepisów, bo nie leży to w jego kompetencjach. Uprawnienia te ma Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które jednak informuje, że nie planuje żadnych zmian. Zdaniem komorników obecny stan prawny działa demoralizująco, gdyż rośnie grupa osób, od których nie można wyegzekwować długów.
Dwa ministerstwa, dwie opinie
Z petycją w sprawie umożliwienia prowadzenia egzekucji z wynagrodzenia minimalnego wystąpiła Katarzyna Gajda, adwokatka i wspólniczka w kancelarii Targosz Gajda Adwokaci. Ministerstwo Sprawiedliwości w odpowiedzi na nią przyznało, że coraz częściej dostaje sygnały z postulatem zmiany przepisów tak, by możliwa była egzekucja długów (innych niż alimenty) z pensji minimalnej. Miałoby się to odbywać na podobnych zasadach jak w przypadku emerytur i rent - tam komornik może zająć do 25 proc. minimalnego wynagrodzenia.
MS zauważa, że problem potwierdzają sygnały płynące zarówno z Krajowej Rady Komorniczej, jak i od wierzycieli. Wskazują oni na systematyczny spadek skuteczności egzekucji z wynagrodzenia za pracę oraz innych stałych dochodów.
Zdaniem resortu zmiany w przepisach mogłyby pomóc ograniczyć nadmierne zadłużanie się dłużników. Gdyby możliwe było prowadzenie egzekucji także z części płacy minimalnej, osoby objęte postępowaniem komorniczym miałyby szansę szybciej spłacać swoje zobowiązania i uniknąć spirali zadłużenia.
Co więcej, podkreśla resort, zmiana zasad zajmowania wynagrodzenia mogłaby pozytywnie wpłynąć także na rynek pracy. Pracownicy nie mieliby już powodów, by ukrywać prawdziwe dochody. Dziś zdarza się, że wykazują wyłącznie płacę minimalną, by uniknąć egzekucji. Skorzystałby na tym również system alimentacyjny – komornicy mogliby ściągać pieniądze z realnych, a nie zaniżonych dochodów.
Więcej pieniędzy trafiłoby też do ZUS i urzędów skarbowych. Dodatkowo, zdaniem resortu, zmiana ta mogłaby pośrednio wpłynąć na obniżenie prowizji i opłat w bankach. Obecnie instytucje finansowe podnoszą koszty dla uczciwych klientów, by zrekompensować ryzyko braku możliwości ściągania długów od osób zarabiających płacę minimalną.
Resort rodziny, w którego kompetencji leży proponowanie ewentualnych zmian w zakresie omawianych przepisów, jednoznacznie stwierdza w odpowiedzi na petycję, że na ten moment nie zamierza ich wprowadzać.
Przepisy demoralizują
- Zgadzam się ze stanowiskiem MS. Skuteczność postępowania egzekucyjnego w Polsce w chwili obecnej nie przekracza 25 proc., chociaż w mojej ocenie dane te są zawyżone, co powoduje, że dłużnicy czują się w świetle prawa bezkarni i za naturalną rzecz uznają brak obowiązku spłacania swoich zobowiązań. Przez zaniechania resortu rodziny w Polsce utworzył się wobec dłużników – pracowników swoisty immunitet egzekucyjny, który pozwala na niewykonywanie orzeczeń państwowych – komentuje mec. Katarzyna Gajda, autorka petycji.
Według niej MS słusznie uważa, że brak możliwości zajęcia pensji zaburza zasady równości i sprawiedliwości społecznej i krzywdzi wierzycieli. Nie bez znaczenia jest także pozytywny wpływ postulowanych zmian na samych dłużników, którzy w perspektywie czasu spłacą swoje zobowiązania. Interesy fiskalne państwa wymagają także, aby egzekucja była prowadzona skutecznie, co przełoży się na szybszy i wyższy wzrost gospodarczy.
- Odpowiedzialne za kodeks pracy MRPiPS nie zauważa konieczności zmian i kategorycznie odmawia, mimo licznych dezyderatów i postulatów nowelizacji przepisów w tym zakresie. Co ważne, pierwotnie powoływało się na analizę kwestii potrąceń z wynagrodzenia pracowników w ramach wdrażania przepisów unijnych, po czym jednak się z tego wycofało – zauważa mec. Gajda. - Przedstawiciele resortu nie zdają sobie sprawy z faktu, że ich zaniechanie pozwala na unikanie zobowiązań przez dłużników w majestacie prawa, co całkowicie odbiega od doktryny demokratycznego państwa prawa – podsumowuje.
Możliwe różne warianty
O tym problemie od dawna mówią komornicy.
- Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Pożyczamy sąsiadce kilka tysięcy złotych, bo wiemy, że pracuje i ma stałe źródło dochodu. Pieniądze nie wracają. Składamy pozew, zapada wyrok, przekazujemy go komornikowi. A komornik odpowiada: niestety, ta pani zarabia płacę minimalną, która jest całkowicie wolna od egzekucji. Ma też w domu wyłącznie przedmioty codziennego użytku, które są wyłączone spod egzekucji. Innymi słowy, nie da się nic zrobić – podaje przykład Rafał Fronczek, komornik przy Sądzie Rejonowym w Ostrowcu Świętokrzyskim.
- Dłużniczka żyje sobie spokojnie dalej. To nie jest sytuacja normalna. To patologia systemowa – pointuje.
Jego zdaniem dłużnicy zaczynają się czuć coraz bardziej bezkarni, bo są chronieni przez system.
-Problem w tym, że ta bezkarność uderza nie tylko w wierzycieli, ale i w samych dłużników, tylko jeszcze nie wszyscy to rozumieją. Bo ten stan rzeczy prowadzi również do wykluczenia ekonomicznego. Banki, które wiedzą, że nie da się skutecznie egzekwować należności z wynagrodzenia minimalnego, po prostu nie będą takim osobom udzielać kredytów ani pożyczek. Te osoby stają się niewiarygodne z punktu widzenia całego systemu finansowego, nie tylko wierzyciela – dodaje Rafał Fronczek.
Według Roberta Damskiego, komornika przy Sądzie Rejonowym w Lipnie, to nie przypadek, że tak dużo się teraz mówi o płacy minimalnej. Lawinowo rośnie bowiem liczba osób, które właśnie najniższą krajową zarabiają.
- Jak wskazują dane GUS, pod koniec 2023 roku wynagrodzenie na tym poziomie uzyskiwało półtora miliona pracowników. Dziś ta liczba jest ponad dwa razy większa. To jest wzrost, jaki nigdy wcześniej nie miał miejsca. W rezultacie, przynajmniej teoretycznie, ponad trzy miliony dorosłych Polaków może nie spłacać pożyczek, nie regulować czynszu, nie płacić mandatów czy kar za jazdę na gapę i nie ponosić z tego tytułu żadnej odpowiedzialności. Dlaczego? Bo wyegzekwowanie od nich jakiejkolwiek kary finansowej jest niemal niemożliwe - podkreśla Robert Damski.
Obaj komornicy uważają, że można wprowadzić zmiany w dwojaki sposób.
- Najprostszy sposób to wprowadzenie stałego, ustawowego wskaźnika procentowego, np. 20 czy 25 proc. wynagrodzenia minimalnego, które podlegałoby egzekucji – podpowiada Rafał Fronczek.
- Drugie rozwiązanie, nieco bardziej skomplikowane, to oparcie się na pojęciu minimum egzystencji. Można by określić kwotę, jaka musi pozostać na utrzymanie dłużnika i jego rodziny, a egzekucję prowadzić z nadwyżki. Ale tu od razu mówię – im prostsze mechanizmy, tym lepsze. Te oparte na ochronie rodziny pracownika już testowaliśmy w czasie epidemii COVID-19 – i wiemy, jak bardzo utrudniły one życie wierzycielom – zauważa.