Ponad 2 lata zawieszenia

W całej tej historii kluczowe są dwie daty. Obie z listopada.

Reklama

Pierwsza to 18 listopada 2020 r. ówczesna Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego (obecnie Izba Odpowiedzialności Zawodowej) prawomocnie uchyliła immunitet sędziemu Tuleyi jednocześnie zawieszając go w obowiązkach służbowych i obniżyła wynagrodzenie. Powodem wniosku prokuratury było podejrzenie ujawnienia informacji ze śledztwa oraz danych i zeznań świadka, które miały narazić bieg postępowania. Chodziło o śledztwo ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej z 16 grudnia 2016 r., które zostało dwukrotnie umorzone przez prokuraturę. W grudniu 2017 r. Sąd Okręgowy w Warszawie pod przewodnictwem sędziego Tuleyi uchylił decyzję prokuratury o pierwszym umorzeniu śledztwa. Sędzia zezwolił wówczas mediom na rejestrację ustnego uzasadnienia postanowienia sądu.

Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj: Igor Tuleya wróci do orzekania? O co chodzi w sprawie sędziego [KALENDARIUM]

Reklama

Właśnie to dopuszczenie do sprawy mediów nie spodobało się śledczym. Po uchyleniu immunitetu chcieli oni przesłuchać sędziego i postawić mu zarzuty. Ten jednak trzy razy zignorował ich wezwanie. Wobec tego prokuratorzy wnieśli do nieistniejącej już Izby Dyscyplinarnej wniosek o zatrzymanie Igora Tulei i przymusowe doprowadzenie do prokuratury.

ID SN 22 kwietnia 2021 r. w składzie jednoosobowym (Adam Roch) odmówiła uwzględnienia tego wniosku.

Sędzia Igor Tuleya nie popełnił przestępstwa

Zażalenie na to rozstrzygniecie złożyła prokuratura. I tutaj przechodzimy do drugiej kluczowej daty - 29 listopada 2022 r. Tego dnia bowiem zapadła kluczowa decyzja w tej sprawie. Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN prawomocnie nie tylko nie zgodziła się na przymusowe doprowadzenie sędziego do prokuratury, ale uchyliła również decyzję o zawieszeniu Igora Tuleyi w obowiązkach i obniżeniu jego wynagrodzenia.

- Uznajemy i stwierdzamy, że sędzia Igor Tuleya nie popełnił żadnego przestępstwa, kiedy dnia 18 grudnia 2017 r. zdecydował o jawnym prowadzeniu posiedzenia i dopuszczeniu do niego mediów. Sędzia działał w granicach i na podstawie prawa. Nie może być mowy, że w tej sprawie zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia czynu zabronionego – uzasadniła rozstrzygnięcie sędzia SN Małgorzata Wąsek-Wiaderek.

To dało wreszcie podstawę, aby Igor Tuleya wrócił do orzekania. Wcześniej sędzia również podejmował takie próby na podstawie postanowienia zabezpieczającego sądu pracy, które nakazywało przywrócenie go do pracy. Było ono jednak kwestionowane przez kierownictwo sądów.

Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj: Sędzia Tuleya nie może wrócić do orzekania. "Iustitia": Do represjonowania sędziów wystarczy zaufane politycznie kierownictwo sądów

Systemowy problem nie został rozwiązany

- Jest to fatyczne cofnięcie się władzy, ale systemowy problem praworządności nie został rozwiązany. Działająca Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego orzeka z udziałem neosędziów. Nie wypełnione są więc wciąż wszystkie warunki kamieni milowych – powiedział w rozmowie z gazetaprawna.pl Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Z kolei na zorganizowanej przed gmachem Sądu Okręgowego konferencji prasowej Igor Tuleya powiedział, że niszczenie praworządności ma charakter indywidualny, ale tak naprawdę ma charakter systemowy. - W tym wszystkim nie chodziło o to i nie chodzi, żebym ja wrócił do służby, Piotr Gąciarek, czy sędzia Marek Ferek, tylko chodzi o to, żeby wróciła praworządność - wskazał Igor Tuleya.

- Pamiętajmy o tym, że ciągle mamy neoKRS, ciągle mamy ustawy, które uniemożliwiają sędziom wydawanie niezawisłych rozstrzygnięć, ciągle mamy nielegalne izby w Sądzie Najwyższym. Ta walka się nie skończyła – stwierdził Igor Tuleya.

Maria Ejchart-Dubois z inicjatywy Wolne Sądy określiła zaś, że mamy do czynienia ze schizofrenią prawną. - Jesteśmy w takiej sytuacji, że izba którą trudno nazwać sądem, która działa w składzie sądów legalnych uchyliła nie-orzeczenie nie-sądu, w którym nie-sędziowie orzekali. Ponadto zostało ono wydane na podstawie nie-prawa. Nie można go z moralnego punktu widzenia nazwać prawem. To najwyższy poziom wysublimowanego chaosu prawnego, schizofrenii prawnej – stwierdziła Maria Ejchart-Dubois.