Są jednak i takie problemy, których rozwiązanie rzeczywiście było trudne bez zmian legislacyjnych. Jednym z nich jest działalność firm windykacyjnych, która akurat do tej pory pozostawała poza obszarem zainteresowania państwa. Do tego stopnia, że można dosłownie dzień po wyjściu z zakładu karnego założyć specjalizującą się w tym firmę, a rekrutację przeprowadzić na najbliższej siłowni. I stosować metody odzyskiwania należności, które są na granicy prawa albo i poza nią. To oczywiście przykłady patologii – z braku powszechnie obowiązujących reguł wiele firm dobrowolnie nakłada na siebie samoograniczenia w postaci kodeksów dobrych praktyk etc., ale problem istnieje, i to od dawna.
Teraz Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada jego rozwiązanie poprzez regulacje tego rynku. Według projektu, by prowadzić taką działalność, trzeba się będzie wykazać niekaralnością, zdobyć zezwolenie, wpis do rejestru, zgromadzić idący w miliony kapitał zakładowy, a także prowadzić skrupulatne akta i protokołować wszystkie czynności windykatorów. Ci ostatni będą musieli być zatrudnieni na umowę o pracę, a także zdobyć licencję. Mają zostać ustawowo określone prawa i obowiązki widykatorów, procedury pozbawiania ich uprawnień do wykonywania zawodu, a kodeks karny zostanie uzupełniony o nowe typy czynów zabronionych, takich jak uporczywe nękanie w celu wymuszenia spłaty zadłużenia. Prawda, że brzmi pięknie? Oczywiście do szczegółów pewnie zawsze się będzie można przyczepić, ale generalny kierunek mi się podoba.