Brakuje systemowego podejścia i spójnych regulacji mających chronić małoletnich przed krzywdzeniem, zwłaszcza w miejscach, które powinny być dla nich bezpieczne. Chodzi nie tylko o przemoc na tle seksualnym, lecz także tę fizyczną i psychiczną

To najważniejsze wnioski z raportu przygotowanego dla senackiego Biura Analiz, Dokumentacji i Korespondencji. Jego autorką jest radca prawny Olga Trocha, która w swojej praktyce zawodowej zajmuje się zwłaszcza prawem rodzinnym i sprawami dotyczącymi ochrony praw dzieci. Wcześniej przez wiele lat współpracowała z Fundacją „Dajemy Dzieciom Siłę”.

Krzywdzenie niejedno ma imię

W momencie gdy mówi się o przemocy wobec dzieci, zazwyczaj pierwszym skojarzeniem jest przemoc seksualna. Jak zaznaczono jednak w raporcie, przykładów krzywdzenia najmłodszych jest o wiele więcej. Wśród najczęstszych można wymienić zwłaszcza: przemoc ze strony bliskich dorosłych, bycie świadkiem przemocy w rodzinie czy przemoc rówieśniczą. Dzieci nierzadko doświadczają też krzywdzenia ze strony dorosłych, którzy sprawują nad nimi opiekę, np. w szkołach, przedszkolach czy placówkach ochrony zdrowia. Niektóre formy przemocy nie są też wprost ujęte jako przestępstwa w kodeksie, ale także są traktowane jako krzywdzenie. Mowa choćby o zaniedbaniu dziecka, w przypadku którego sąd rodzinny może ograniczyć lub nawet całkowicie odebrać rodzicowi władzę rodzicielską.
Jak wygląda zawiadamianie w momencie podejrzenia, że wobec najmłodszych jest stosowana przemoc? Jak podkreślono w raporcie, w polskim porządku prawnym nie stworzono specjalnych procedur, które dotyczyłyby ściśle przypadków krzywdzenia dzieci. Pozostaje więc oparcie się na ogólnych regulacjach, zwłaszcza z kodeksu postępowania karnego.

Nielogiczne różnicowanie

Innym problemem jest brak spójności przepisów m.in. w placówkach oświatowych. Przykładem jest kwestia zawieszania w czynnościach służbowych nauczyciela, wobec którego wszczęto postępowanie karne. Jeżeli zatrudniono go w szkole, z zawieszeniem w takiej sytuacji nie będzie problemu. Tymczasem w analogicznej sytuacji, w której postępowanie zostałoby wszczęte wobec pracownika żłobka, nie będzie to możliwe. Bolączką jest również brak wewnętrznych regulacji, które ustanawiają procedurę powiadamiania o krzywdzeniu także w danej placówce. Jeżeli takie przepisy w ogóle zostały przyjęte (np. w statucie), zwykle są niepełne.
- W placówkach oświaty kwestie związane z przeciwdziałaniem krzywdzeniu są szczątkowo uregulowane (częściowo w statucie, częściowo w programach profilaktyczno-wychowawczych). Katalog ww. procedur, jak i ich treść, są zróżnicowane, odnoszą się do specyficznego fragmentu funkcjonowania placówki i nie są sprofilowane na zapewnienie kompleksowej ochrony dzieciom. Zwykle też nie określają wprost sposobów postępowania w przypadku krzywdzenia dziecka przez pracownika placówki. Odniesienie do popełnienia przez pracownika czynu zabronionego występuje jedynie w przepisach dotyczących młodzieżowych ośrodków wychowawczych - czytamy w raporcie.
Poprawek wymagają także wewnętrzne przepisy zakładów poprawczych oraz schronisk dla nieletnich. Co prawda tworzenie procedur, które pozwalają reagować w momencie popełnienia przestępstwa przez pracownika, jest obowiązkowe, ale brakuje za to ścisłych wytycznych obejmujących zapobieganie krzywdzeniu dzieci. Poza tym tylko część pracowników będzie podlegała pod regulacje Karty nauczyciela, a z kolei przepisy normujące funkcjonowanie schronisk i zakładów pozwalają jednoznacznie na zawieszenie w obowiązkach jedynie dyrektora placówki.
Wnioski? Generalnie cały system, jeśli rzeczywiście ma zapewnić realną ochronę najsłabszym, wymaga pilnej poprawy. Przede wszystkim we wszystkich instytucjach, które mają do czynienia z dziećmi, powinno się wprowadzić kompleksowe wewnętrzne procedury. Powinny one obejmować zarówno przyjazny system zgłaszania przypadków krzywdzenia, jak i ścieżkę postępowania w momencie wykrycia stosowania przemocy przez pracownika. Istotne jest także ujednolicenie wymogów (np. niekaralności) wobec wszystkich osób pracujących z najmłodszymi, nie tylko nauczycieli. Możliwość zawieszania w obowiązkach także powinna obejmować wszystkich. Bardziej szczegółowym postulatem jest zmiana w obrębie kodeksu postępowania karnego, a konkretniej - art. 21, który stanowi m.in., że prokurator zawiadamia przełożonego o wszczęciu postępowania karnego np. wobec funkcjonariusza publicznego czy osoby zatrudnionej w instytucji państwowej. W raporcie zaproponowano, by rozszerzyć ten obowiązek na wszystkie osoby, które zawodowo mają do czynienia z dziećmi, zarówno w placówkach publicznych, jak i prywatnych, i niezależnie od formy zatrudnienia.

Za mało ufamy dzieciom

Adwokat Monika Horna-Cieślak, przewodnicząca Sekcji Praw Dziecka przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie i prawniczka specjalizująca się w sprawach dotyczących praw najmłodszych, ocenia, że postulaty wskazane w raporcie są jak najbardziej trafne. I zaznacza, że w kontekście zjawiska krzywdzenia dzieci wciąż zbyt mało mówi się o tym, że może do niego dojść wszędzie, w każdym środowisku i miejscu. Co często dopiero po fakcie uświadamiają sobie jej klienci.
- Jeden z rodziców powiedział mi kiedyś: „Pani mecenas, ja myślałem, że do wykorzystania seksualnego dzieci może dojść w kościele albo w klubie. Bo o tym ciągle piszą media. Ale że moje dziecko zostanie skrzywdzone seksualnie przez mojego brata, w mojej rodzinie? To jest dla mnie szok, ale teraz zgłębiam temat i wiem, że to się może zdarzyć wszędzie”. Jako społeczeństwo nadal zbyt mało wiemy o zjawisku przemocy wobec dzieci, o tym, jak dzieci funkcjonują, kim jest sprawca, jak działa - wyjaśnia Monika Horna-Cieślak.
Prawniczka podkreśla też, że wciąż niedostatecznie ufamy dzieciom i nie wierzymy im, gdy opowiadają o doświadczeniu przemocy. Często takie wyznania są traktowane jak „rewelacje”, wymysły.
- Brakuje kampanii społecznych, podkreślania, że jeżeli dziecko jest krzywdzone w domu, to nie może to zostać w czterech ścianach, należy to zgłosić - a zgłaszający jest bohaterem, a nie „konfidentem”. Zbyt mało uwagi poświęcamy przemocy psychicznej, a ta forma krzywdzenia ma dramatyczne konsekwencje dla rozwoju osób najmłodszych - mówi mec. Horna-Cieślak.
Wymienia też, co jeszcze trzeba poprawić, aby rzeczywiście móc realnie zapobiegać przemocy.
- Kiedy prowadziłam badania akt sądowych w sprawach dotyczących reagowania na sytuacje zagrożenia dobra dziecka, widoczny był brak koordynacji między służbami. Z kolei sądy rodzinne reagowały praktycznie w 90 proc. poprzez ustanowienie nadzoru kuratora, nie korzystały z innych form pracy z rodziną, jak np. zobowiązania do podjęcia terapii. Cały czas nie ma uregulowanego całościowo postępowania wykonawczego w sprawach rodzinnych, a to jest bardzo ważny etap, w którym sąd weryfikuje, czy i jak wydane rozstrzygnięcie pomogło dzieciom, czuwa nad rodziną. Nie mamy w toku edukacji zajęć z psychologii, radzenia sobie z emocjami - puentuje Monika Horna-Cieślak.
©℗
Jakiego rodzaju przemocy dzieci doświadczają najczęściej? / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe