Kasacje w sprawie wnieśli obrońcy trzech spośród czterech skazanych byłych policjantów oraz - na niekorzyść skazanych - Rzecznik Praw Obywatelskich, według którego sądy zminimalizowały winę funkcjonariuszy.

W środę kasacje te miały zostać rozpoznane na rozprawie w Izbie Karnej SN przez trójkę sędziów. Składowi przewodniczył sędzia Wiesław Kozielewicz, a w składzie byli jeszcze: sędzia-sprawozdawca Marek Siwek oraz Antoni Bojańczyk.

Tych dwóch ostatnich sędziów zostało wyłonionych w procedurze przed Krajową Radą Sądownictwa w obecnym składzie i powołanych do SN w 2018 r. Wniosek uzasadniony "wątpliwościami dotyczącymi powołania spowodowanymi wadliwą procedurą" złożył jeden z obrońców skazanych - mec. Jacek Giezek broniący Pawła P. Jednocześnie zawnioskował, by rozpoznała go Izba Karna, a nie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Reklama

Zgodnie z przepisem ustawy o SN do właściwości Izby Kontroli Nadzwyczajnej "należy rozpoznawanie wniosków lub oświadczeń dotyczących wyłączenia sędziego albo o oznaczenie sądu, przed którym ma się toczyć postępowanie, obejmujących zarzut braku niezależności sądu lub braku niezawisłości sędziego".

Reklama

Jak wskazywał jednak inny z obrońców P. - mec. Konrad Lipiński - uzasadniając w środę wniosek, przepis ustawy o SN mogący kierować takie wnioski do Izby Kontroli Nadzwyczajnej został zawieszony przez Trybunał Sprawiedliwości UE.

"Wniosek złożony przez mec. Giezka nie zawiera zarzutu braku niezależności lub niezawisłości, a wątpliwość co do bezstronności o charakterze instytucjonalnym. Jest to zatem innego rodzaju zarzut. Ponadto tą samą wadliwością, jeśli chodzi o procedurę wyboru, dotknięci są wszyscy sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej" - dodał mec. Lipiński. Zaznaczył, że wadliwość dotyczy "ukształtowania KRS po grudniu 2017 r.".

Wniosek obrońcy Pawła P. poparli pozostali z obrońców, a także przedstawiciel prokuratury.

Po krótkiej naradzie SN odroczył środową rozprawę, zaś akta sprawy ma przedstawić przewodniczącemu wydziału w Izbie Karnej "celem nadania procesowego biegu wnioskowi o wyłączenie sędziów Bojańczyka i Siwka". Nowego terminu sprawy nie podano.

W czerwcu 2019 r. Sąd Rejonowy dla Wrocławia Śródmieścia uznał, że czterej byli policjanci - Łukasz R., Paweł G., Paweł P. i Adam W. - są winni przekroczenia uprawnień i znęcania się nad Igorem Stachowiakiem. Najwyższą karę – 2,5 roku więzienia – sąd orzekł wobec Łukasza R., który trzykrotnie użył wobec Stachowiaka tzw. tasera (paralizatora elektrycznego). Pozostali oskarżeni zostali skazani na 2 lata więzienia. Mieli, jak mówił sąd, "asystować przy użyciu urządzenia taser".

Sąd okręgowy w lutym 2020 r. utrzymał te kary bezwzględnego więzienia dla wszystkich czterech oskarżonych. Sąd II instancji uznał, podobnie jak sąd rejonowy, wszystkich czterech policjantów winnymi przekroczenia uprawnień i znęcania się nad Stachowiakiem. Zmienił jednak orzeczenie sądu rejonowego, który ocenił, ze użycie tasera wobec pokrzywdzonego mogło się przyczynić do jego śmierci.

Igor Stachowiak został zatrzymany w centrum miasta i skuty. Zmarł we wrocławskim komisariacie. "Na komisariacie był rażony paralizatorem – w łazience, która nie jest monitorowana. Ale kamera zamontowana jest w samym paralizatorze. Nagrała, jak policjanci rażą prądem skutego człowieka i jak on umiera" - przypominał RPO w swojej wniesionej przed rokiem kasacji. Rzecznik chce uchylenia wyroku Sądu Okręgowego we Wrocławiu i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania w II instancji.

Po śmierci Stachowiaka w maju 2016 r. przed komisariatem przez kilka dni trwały zamieszki. Mieszkańcy protestowali, sugerując, że policjanci doprowadzili do śmierci zatrzymanego. Za spowodowanie tych zamieszek i naruszenie nietykalności policjantów oskarżono i skazano kilkadziesiąt osób. W maju 2017 r. po ujawnieniu przez media nagrania z kamery paralizatora, którego funkcjonariusze użyli wobec Stachowiaka na komisariacie, ówczesny minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak odwołał komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu. Stanowiska stracili też komendant miejski i zastępca komendanta komisariatu Stare Miasto. (PAP)

autor: Marcin Jabłoński