RPO wnosi o zbadanie art. 2 ust. 2 nowelizacji, czyli przepisu przejściowego dotyczącego postępowań wszczętych po upływie 30 lat od momentu doręczenia lub ogłoszenia decyzji administracyjnej, niezakończonych ostatecznym rozstrzygnięciem do czasu wejścia w życie nowych rozwiązań. Ustawodawca założył, że takie sprawy mają zostać umorzone z mocy prawa. RPO wskazuje na potencjalną niezgodność z konstytucją tej części nowelizacji, która nie pozwala przynajmniej na orzeczenie przez sąd, że decyzja administracyjna została wydana z naruszeniem prawa. To istotna kwestia, ponieważ tego typu rozstrzygnięcie umożliwiłoby osobom poszkodowanym wadliwymi decyzjami ubieganie się o odszkodowania na drodze cywilnej, zapobiegłoby natomiast restytucji mienia w naturze.
RPO zarzuca przyjętej regulacji niezgodność z czterema przepisami konstytucji: art. 2, art. 45 ust. 1, art. 77 ust. 2 oraz art. 64 ust. 1 i 2. TK będzie więc musiał odpowiedzieć na pytanie, czy nowelizacja k.p.a. narusza zasadę demokratycznego państwa prawnego, ogranicza prawo do sądu i czy pozbawia prawnej ochrony prawo do kompensacji szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym.
Reklama
Jak wskazuje rzecznik w uzasadnieniu wniosku, głównym problemem nowej regulacji jest to, że z mocą wsteczną pozbawia ochrony prawnej istniejących roszczeń majątkowych, a więc równocześnie prawa do wystąpienia z roszczeniem odszkodowawczym. Pozbawia to obywateli nie tylko ochrony praw nabytych, ale podważa też zasadę zaufania do państwa. Zdaniem rzecznika „ustawodawca w sposób nagły wycofał się z ustalonych reguł postępowania, respektowanych przez system prawny przez kilkadziesiąt lat, i to na niekorzyść obywateli objętych działaniem normy intertemporalnej. (…) Działanie to przypomina zastawienie swoistej proceduralnej pułapki: osoby, które rozpoczęły żmudne dochodzenie swoich praw w postępowaniach, które ze względu na specyfikę ich przedmiotu miały charakter bardzo skomplikowany zarówno od strony prawnej, jak i czysto faktycznej, były czasochłonne i kosztowne, zostały zaskoczone nowym rozwiązaniem, wprowadzonym w błyskawicznym tempie”. Zauważa także, że bardzo krótkie vacatio legis, które wynosiło zaledwie 30 dni, oraz termin, o którym wcześniej w ogóle nie było mowy (30 lat na wszczęcie postępowania od momentu doręczenia lub ogłoszenia decyzji) sprawiły, że osoby zainteresowane w żaden sposób nie miały możliwości dostosowania się do zmian. Działania ustawodawcy określił jako „zupełnie niespodziewane, nieprzewidywalne i arbitralne”, zamykające drogę do dochodzenia praw nie tylko przed sądami administracyjnymi, ale też cywilnymi.
Ombudsman wskazuje także, że postępowania reprywatyzacyjne, których w największym stopniu dotyczy nowelizacja przepisów, były prowadzone w sposób „rażąco przewlekły”. Państwo nie powinno więc karać obywateli za to, że przez kilkadziesiąt lat nie potrafiło poradzić sobie z systemowym problemem i przyjąć takich przepisów, które kompleksowo by go rozwiązały.
Doktor Lech Gniady, radca prawny i wspólnik w kancelarii Peter Nielsen & Partners, obawia się jednak, czy wniosek do TK nie okaże się niedźwiedzią przysługą dla stron postępowań o stwierdzenie nieważności decyzji nacjonalizacyjnych z okresu PRL, głównie ze względu na uwarunkowania obecnego składu TK i podejścia do ustaw przygotowywanych przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Podkreśla jednak, że nie dziwi się, iż RPO chce wykorzystać możliwości, jakie daje mu konstytucja.
- Obawiam się, że jeżeli Trybunał Konstytucyjny wyda wyrok, w którym przepis art. 2 ust. 2 nie zostanie zakwestionowany, to sądy administracyjne będą miały właściwie związane ręce. Tymczasem dopóki takiego wyroku TK nie ma, istnieje nadzieja, że sądy samodzielnie będą rozstrzygały w zakresie możliwości stosowania tego przepisu, co mogłoby się odbyć z korzyścią dla obywateli pokrzywdzonych nowymi regulacjami - komentuje prawnik.