Że do nieprawidłowości doszło, Sąd Najwyższy nie miał wątpliwości. Rozpatrując niedawno w Izbie Karnej jedną ze spraw, dopatrzył się, że w składzie orzekającym sądu apelacyjnego zasiadał sędzia, który został do tego sądu delegowany „na czas pełnienia funkcji prezesa” jednego z sądów okręgowych. Tymczasem przepisy stanowią jasno: minister może delegować sędziego albo na czas określony nie dłuższy niż dwa lata, albo na czas nieokreślony.

– SN doszedł więc do wniosku, że tak opisana delegacja jest delegacją nieznaną ustawie, a tym samym nieskuteczną – relacjonuje ustne motywy rozstrzygnięcia SN mec. Jarosław Majewski, który jest pełnomocnikiem jednej ze stron. W efekcie SN doszedł do wniosku, że w składzie orzekającym zasiadała osoba nieuprawniona. A skoro tak, wyrok należy uchylić i przekazać sprawę do ponownego rozpatrzenia.

– Kwestia prawidłowej obsady sądu jest bardzo ważna i nie może budzić żadnych wątpliwości. Już wcześniej delegacje były sprawdzane przez SN i wyroki z tego powodu były uchylane – przypomina Bartłomiej Starosta, przewodniczący stałego prezydium Forum Współpracy Sędziów.

Reklama

Z kolei dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, akcentuje inny aspekt problemu: strony postępowań sądowych mają prawo do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.

– SN powinien więc rozważyć, czy to prawo nie jest przypadkiem ważniejsze niż to, czy zostały dochowane wszelkie wymogi formalne dotyczące delegacji sędziego – uważa konstytucjonalista.

Reklama

W tej konkretnej sprawie wadliwość dotyczyła delegowania w 2018 r. do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie sędziego Rafała Puchalskiego, prezesa rzeszowskiego sądu okręgowego. Jak jednak udało nam się nieoficjalnie ustalić, podobnych przypadków może być co najmniej kilkanaście. A to oznacza, że do powtórki mogą być setki spraw. Oczywiście, o ile strony będą się odwoływać od wyroków wydanych przez skład, w którym zasiadali nieprawidłowo delegowani.

Rafał Puchalski, sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu, został delegowany przez ministra sprawiedliwości do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie „na czas pełnienia funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Rzeszowie”. Zdaniem Sądu Najwyższego delegacja taka jest od początku nieskuteczna, gdyż nie została oparta na przepisach prawa. A to oznacza, że wyrok, w wydaniu którego brała udział osoba tak delegowana, musi zostać uchylony.

– Ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości zabrakło wymaganej w takich przypadkach staranności, a płacić za to będą strony procesu, które na ostateczne rozstrzygnięcie ich sprawy będą musiały czekać kolejne miesiące – uważa prof. dr hab. Jarosław Majewski, adwokat z kancelarii DMS DeBenedetti Majewski Szcześniak.

Delegacja nieznana

SN odniósł się do problemu delegacji sędziego Puchalskiego, badając jedną ze spraw przed nim zawisłych. Chodziło o wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie wydany w składzie, w którym zasiadał Rafał Puchalski, sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu, delegowany do SA w Rzeszowie, a przy okazji również członek obecnej Krajowej Rady Sądownictwa.

Jak zauważa w rozmowie z DGP mec. Jarosław Majewski, który reprezentuje jedną ze stron w sprawie rozpatrzonej przez SN, sąd z urzędu zwrócił uwagę na problem delegacji sędziego Puchalskiego. I wskazał na niego, uzasadniając ustnie swoje rozstrzygnięcie.

– SN doszedł do wniosku, że wykreowano rodzaj delegacji nieznany ustawie. A skoro tak, to delegacja sędziego do SA w Rzeszowie była nieskuteczna od samego początku – mówi Jarosław Majewski.

W takiej sytuacji SN uznał, że w wydaniu orzeczenia brała udział osoba nieuprawniona, co stanowi bezwzględną przyczynę odwoławczą, i na tej podstawie wyrok rzeszowskiego SA uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia.

– Wadliwość delegacji była jedynym powodem decyzji SN – dodaje Majewski.

Jak wynika z naszych ustaleń, uzasadnienie pisemne rozstrzygnięcia nie zostało jeszcze sporządzone.

Katastrofalny błąd

Przepisy prawa o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2072) określające zasady delegowania sędziów są klarowne. Stanowią wyraźnie, że minister sprawiedliwości może delegować sędziego m.in. do innego sądu na czas określony, nie dłuższy niż dwa lata, albo na czas nieokreślony.

– Z całą pewnością więc minister sprawiedliwości nie ma w tej kwestii swobody i nie może dowolnie ustalać, na jaki okres sędzia będzie delegowany. Musi kierować się przepisami ustawy – podkreśla dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Zatem jego zdaniem wskazanie w delegacji, że trwa ona tak długo, jak długo trwa kadencja prezesa sądu, jest błędne.

Zgodnie z u.s.p. kadencja prezesa sądu trwa pięć lat. Rafał Puchalski na czele SO w Rzeszowie stoi od 1 lutego 2018 r. W tym samym dniu otrzymuje on także delegację od MS do SA w Rzeszowie „na czas pełnienia funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Rzeszowie”.

– Zapewne więc orzeczeń wydanych z udziałem tego sędziego jest więcej – zauważa mec. Maciejewski. Jak zresztą dodaje, SN zasugerował, że prokuratura powinna w obecnej sytuacji z urzędu dokonać pod tym kątem przeglądu spraw, które znalazły rozstrzygnięcie w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie.

Ponadto wszystko wskazuje na to, że opisywany problem dotyczy nie tylko delegacji sędziego Puchalskiego. Jak wynika z naszych nieoficjalnych ustaleń, podobnych przypadków mogło być co najmniej kilkanaście. A to oznacza, że powtórzyć trzeba będzie, według ostrożnych szacunków, setki procesów sądowych. O ile oczywiście trafią one do SN, a linia orzecznicza dotycząca nieskuteczności takiej delegacji się utrzyma.

Zdaniem Bartłomieja Starosty, przewodniczącego stałego prezydium Forum Współpracy Sędziów, osoby, których delegacje są niezgodne z prawem, w ogóle nie powinny były orzekać, a wydane przez nie orzeczenia dotknięte są wadą prawną.

– Takie są skutki pędu niektórych sędziów do „kariery” i osiągania benefitów, kosztem obywatela. To też potwierdza, dla kogo naprawdę była ta „reforma”, reforma kadrowa – kwituje Bartłomiej Starosta.

Kariera sędziego Puchalskiego ruszyła bowiem z miejsca dopiero po tym, jak PiS przejął władzę i zaczął zmieniać sądownictwo.

– Potwierdziło się, że osoby powołane przez ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego bez zachowania ustawowego trybu, do orzekania w sądach wyższego rzędu nie mają nie tylko kompetencji merytorycznych, ale również formalnych – podkreśla sędzia Starosta.

DGP zapytał zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości, jak i samego zainteresowanego o to, czy zgadzają się z orzeczeniem SN. Ponadto zapytaliśmy sędziego Puchalskiego, czy zamierza powstrzymać się od orzekania do czasu wyjaśnienia wątpliwości, które powstały wokół jego delegacji. Na odpowiedź nadal czekamy.

Zwróciliśmy się też do ówczesnego wiceministra Łukasza Piebiaka, który jednak nie chciał sprawy komentować i odesłał nas do MS.

Warto przypomnieć, że w debacie publicznej już od dłuższego czasu instytucja delegacji sędziego jest kwestionowana. I to z różnych powodów. Niedawno rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w jednej ze spraw dotyczącej polskiego porządku prawnego stanął na stanowisku, że nasze przepisy o delegacji są sprzeczne z prawem UE. Wszystko przez to, że pozostawiają w tej kwestii zbyt wiele swobody ministrowi sprawiedliwości, a więc przedstawicielowi władzy wykonawczej. Minister może bowiem odwołać sędziego z delegacji w każdym czasie, i to bez uzasadnienia takiej decyzji.©℗

Sędziowie na delegacji