Włożył pan kij w mrowisko. Przy okazji sprawy sędziego Włodzimierza Wróbla, którego prokuratura chce pociągnąć do odpowiedzialności karnej, zarzucając mu niedopełnienie obowiązków, na skutek czego nie wydano nakazu zwolnienia skazanego z zakładu karnego, napisał pan w mediach społecznościowych: „Otóż czytałem takie prasowe wyjaśnienia sugerujące, że zawinili wszyscy, ale nie sędzia. Być może pracownik sekretariatu, ale też oczywiście obrońca i... skazany. Bo nie zawiadomili SN, że odbywa karę. Teraz niech podniesie rękę ten sędzia, który przywrócił termin ze względu na błąd sekretariatu mecenasa albo jego aplikanta. A może jakiś pełnomocnik został w taki sposób rozgrzeszony?”.
Przede wszystkim sprawa sędziego Wróbla jest tylko pretekstem do zobrazowania szerszego zjawiska. Nie widziałem akt, więc nie mam pojęcia, czy w tej sprawie zawinił, czy też nie, czy też całe to postępowanie jest próbą motywowanego politycznie ataku na niego, czego wcale nie wykluczam. Samo budowanie uzasadnień z góry rozgrzeszających sędziego, który ma być tylko od sądzenia, a niedopełnienie wszystkich pomniejszych obowiązków zawsze będzie winą wszystkich, tylko nie sędziów, jest niepojęte. A już mówienie o tym, że skazany sam powinien zawiadomić sąd, że odbywa karę, jest jakimś totalnym nieporozumieniem.