Krzysztof Jedlak, redaktor naczelny Dziennika Gazety Prawnej: - W naszym rankingu najbardziej wpływowych prawników są tradycyjnie tacy, którzy zmieniają rzeczywistość na lepszą, i tacy, którzy psują tak wiele, że nie sposób ich „owocnej” działalności pominąć. Przeważają zaś pewnie ci, których jedni ocenią pozytywnie, a inni negatywnie – w zależności m.in. od przekonań lub przysłowiowego punktu siedzenia. My staramy się patrzeć na fakty i chłodno oceniając ich „ciężar gatunkowy” albo społeczny rezonans, uszeregować je – a co za tym idzie również tych, którzy za nimi stoją. Czyli tych, którzy – czy nam się to podoba, czy nie – mają moc sprawczą. Mają wpływ. Tradycyjnie też – choć jest to tradycja licząca ledwie kilka lat – poza nawias, czyli poza ranking przesuwamy trzy osoby (prezesa PiS, prezydenta RP, ministra sprawiedliwości), których urząd lub pozycja polityczna determinują ich wpływy i sprawiają, że w porównaniu z innymi prawnikami są w uprzywilejowanej sytuacji. Jak z tego uprzywilejowania korzystają, to już inna sprawa.

Wniosek z naszej listy płynie jeden: wpływowych prawników nigdy i nigdzie nie brakuje. Jak zawsze są wśród polityków, pracują dla wielkiego biznesu (dla mniejszego zresztą też), decydują o obliczu wymiaru sprawiedliwości, spierają się o jego kształt, proponują ustawy lub odciskają na nich swoje wyraźne piętno, maczają palce w wielu inicjatywach i ruchach społecznych. Krótko mówiąc, w wielu miejscach pociągają za sznurki lub pomagają to robić swoim mocodawcom. Co ze wspomnianym w tytule paradoksem?

Odkąd pamiętam, narzekamy na ilość (nadmierną), a tym bardziej jakość (fatalną) polskiego prawa. Nie jest to tylko rytuał, bo powodów, by je krytykować, zazwyczaj nie brakuje. Nic się w tej kwestii nie zmienia na lepsze, choć powinno. Wiele za to zmieniło się na gorsze. Mówiliśmy dawniej nierzadko o złej legislacji. Teraz mówimy o patolegislacji (a jej przykłady podajemy na co dzień na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”). Za pomocą słów próbujemy chyba oswoić rzeczywistość, która trochę nas i naszą wyobraźnię przerasta. Sądzimy, że nie może być gorzej. Potem widzimy, że się myliliśmy. Mamy więc dziwną, chyba odwrotną proporcjonalność: im więcej wpływowych prawników w różnych miejscach naszego politycznego i gospodarczego życia, tym gorsze prawo. I niższa kultura prawna w ogóle.

Czy istnieje tu związek przyczynowo-skutkowy, nie rozstrzygam. Ale oczekiwałbym innej tendencji. Z tą refleksją zapraszam do lektury ciekawej, choć pewnie i kontrowersyjnej, listy najbardziej wpływowych prawników.

* Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, Zbigniew Ziobro - uwzględnieni poza rankingiem

Agencja Gazeta / Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Pisanie, że Jarosław Kaczyński jest wpływowy, to jak przekonywanie, że woda jest mokra, a koronawirus niebezpieczny.

W Polsce nic nie może wydarzyć się bez zgody prezesa. A jeśli już coś nawet się zdarzy, to prezes następnie oceni, czy kogoś ukarać, nagrodzić czy łaskawie przemilczeć temat. Ba, Jarosław Kaczyński stał się dla niektórych Nadsądem Najwyższym. Gdy obecny wicepremier stwierdził, że nie było nieprawidłowości przy zleceniu handlarzowi bronią dostarczenia respiratorów, to Janusz Cieszyński, który zawierał feralną umowę, publicznie powiedział, iż „oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego zamyka temat”. I – co najgorsze – tak jest w istocie. Żadna jednostka prokuratury i żaden funkcjonariusz skarbowy nie odważy się twierdzić inaczej, niżeli uznał Kaczyński. Coraz mniej jest też takich sędziów. A jeśli nawet trafi się orzekający wbrew potrzebom politycznym prezesa, to maszyna jest już tak naoliwiona, że szybko uda się go odsunąć najpierw od tej sprawy, a potem może nawet w ogóle od orzekania.

Jarosław Kaczyński wiele lat temu powiedział, że chce zostać emerytowanym zbawcą narodu. Czy jest zbawcą, każdy musi ocenić samodzielnie. Zapewne jednak nawet on sam nie przypuszczał, że na tak długo w pełni podporządkuje sobie Polskę.

Agencja Gazeta / Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Pisanie, że Andrzej Duda jest wpływowy, to jak przekonywanie, że po deszczu wychodzi słońce, że Leicester nie ma prawa wygrać angielskiej ligi piłkarskiej albo że Sean Connery był najlepszym Jamesem Bondem. Czyli niby wszystko się zgadza, ale każdy czuje, że coś się jest nie tak. To, że prezydent RP jest wpływowym prawnikiem, to jasne. Ale to, że jego realny wpływ jest ograniczony, jest równie oczywiste dla każdego, kto się interesuje polityką lub prawem.

Bogiem a prawdą, największy wpływ Andrzeja Dudy w ostatnim roku przejawił się tym, że... nadal jest prezydentem. Można bowiem sobie żartować, że obecna głowa państwa to „prezydent bezobjawowy”, ale obóz rządzący dostałby do wiwatu, gdyby miano pierwszego obywatela RP przypadło np. Rafałowi Trzaskowskiemu. Ten to na pewno byłby objawowy i Prawo i Sprawiedliwość szybko by na niego zachorowało!

Wracając do Andrzeja Dudy, trudno nie odnieść wrażenia, że ostatni rok to najpierw długa kampania wyborcza, a potem ograniczona aktywność, jakby prezydent musiał odpocząć po męczącym wyścigu. Jednocześnie jednak to figura, a nie pionek. I w każdej chwili może zaszachować nawet arcymistrza.

Agencja Gazeta / Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta

Trzeba się przyznać: nie mamy odwagi nie umieścić Zbigniewa Ziobry w rankingu najbardziej wpływowych prawników. Ba, drżą nam ręce przed wystukaniem choćby najdrobniejszej złośliwości pod adresem ministra-prokuratora, bo pobudka o szóstej rano i wycieczka krajoznawcza po jednostkach prokuratury, a być może aresztach śledczych, to żadna przyjemność.

I choć to przesada, to faktem jest, że Jarosław Kaczyński oraz Prawo i Sprawiedliwość oddali władzę nad sądownictwem Ziobrze. Może on je od lat urządzać po swojemu. I to robi, choć jak na razie przede wszystkim w wymiarze kadrowym, a nie poprzez reformowanie nie najlepszego prawa. Musimy jednak być wyrozumiali. Bądź co bądź polityk z Krakowa jest ministrem sprawiedliwości przez zaledwie siedem lat (wliczając w to czas pierwszych rządów PiS). Nie można przecież oczekiwać, że w tak krótkim czasie uda mu się np. przyspieszyć rozpatrywanie spraw przez sądy.

Jednocześnie Ziobro, tak często ganiony, zrobił kilka rzeczy dobrze. Warto go docenić za w zasadzie zlikwidowanie tzw. mafii lekowej, skuteczną walkę z przestępczością finansową oraz za zmiany na rynku finansowym zabezpieczające interes najsłabszych jego uczestników. Kłopot polega na tym, że na jedną dobrą ustawę przypadają dwie kiepskie. PSŁ

A teraz zaczynamy nasz ranking ...

50. Maciej Bobrowicz, były prezes Krajowej Rady Radców Prawnych

Agencja Gazeta / Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Kto śledzi nasz ranking, ten wie, że szefowie samorządów prawniczych – zwłaszcza ci, którzy już zwolnili fotel – nie pojawiają się w nim zbyt często. Dawno temu uznaliśmy bowiem (czego wielu prawników wciąż nie chce przyjąć do wiadomości), że to nie pełniona funkcja świadczy o wpływach, lecz to, co się danemu prezesowi czy przewodniczącemu udało wywalczyć. A z tym bywa kiepsko, zwłaszcza że przedstawiciele palestry czy środowiska radców od dłuższego czasu mają kłopot z wylobbowaniem czegokolwiek w Ministerstwie Sprawiedliwości. Mimo to kończący w 2020 r. kadencję Maciej Bobrowicz na odchodne zadbał o to, by w jego korporacji pandemia i rygory związane z organizowaniem zgromadzeń nie przeszkodziły w wyłonieniu nowych władz na szczeblu izbowym i ogólnokrajowym. Radcowie pukali do MS, ale też do klubów parlamentarnych czy kancelarii premiera i przeforsowali niezbędne zmiany legislacyjne pozwalające im zakończyć proces wyborczy w dużej mierze online. Dziś szeregowi adwokaci przy każdej okazji cedzą przez zęby, że wierchuszka palestry po prostu przespała dobrych kilka miesięcy, które radcowie potrafili efektywnie wykorzystać.

49. Andrzej Kidyba, profesor nauk prawnych, Katedra Prawa Gospodarczego i Handlowego na UMCS w Lublinie

Prof. Andrzej Kidyba / Materiały prasowe / mat. prasowe

Pół żartem, pół serio – trzeba być bardzo wpływowym, by regularnie besztać przedstawicieli władzy niczym mało rozgarniętych sztubaków, a jednocześnie obchodzić jubileusz pracy zawodowej, który postanowiło zasponsorować kilka spółek Skarbu Państwa. I na którym ani sam prof. Kidyba, ani zaproszeni mówcy nie brali jeńców, śmiejąc się i z siebie, i ze wszystkich innych, z decydentami włącznie. Bo taki też jest profesor – bezkompromisowy. Andrzej Kidyba to wybitny prawnik, który realizuje się na wielu polach. Jest autorem komentarzy, ale też bodaj jedynym felietonistą piszącym o prawie, którego czytają wszyscy istotni politycy i urzędnicy decydujący o kształcie kolejnych reform prawa spółek. I choć najczęściej robią inaczej, niż Kidyba wskazuje w swoich tekstach, po latach z reguły przyznają rację profesorowi. Oczywiście wtedy jest już za późno, a pomyłki są kosztowne. Część besztanych dziś przez prof. Kidybę „myślicieli” zajmuje nawet wyższe pozycje w tegorocznym rankingu. Ale o nich za kilka lat już nikt nie będzie pamiętał, a redakcja DGP na pewno będzie zastanawiała się, na którym miejscu umieścić jednego z najostrzejszych recenzentów poczynań władzy w rankingu za – dajmy na to – 2030 rok.

48. Piotr Niedzielak, sędzia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego

Agencja Gazeta / Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Od czasu wydania orzeczenia uchylającego immunitet Igorowi Tulei Piotr Niedzielak stał się uosobieniem sposobu, w jaki obecna władza próbuje tłamsić głos sędziów, którzy nie godzą się ze zmianami w sądownictwie. Niedzielak był bowiem w tej sprawie sprawozdawcą. Nie ma co ukrywać: orzeczenie było po myśli zarówno prokuratury, która zainicjowała postępowanie, jak i rządzących, którzy z pewnością liczyli na to, że uda się w ten sposób uciszyć krnąbrnego sędziego, a także być może wywołać efekt mrożący w środowisku sędziowskim. Efekt był jednak odwrotny – zarówno samo rozstrzygnięcie, jak i słowa, które wypowiedział Piotr Niedzielak, podając ustne motywy decyzji, stały się katalizatorem nowych akcji protestacyjnych organizowanych w całej Polsce przez stowarzyszenia sędziowskie. Sprawozdawca nie ograniczył się bowiem do wyjaśnienia powodów uchylenia Tulei immunitetu. Spora część uzasadnienia zawierała dodatkową krytykę działań podejmowanych właśnie przez stowarzyszenia sędziowskie w celu obrony niezawisłości sędziów. A dla każdego, kto choć trochę zna środowisko, było jasne, że takie słowa muszą odnieść skutek przeciwny do zamierzonego.

47. Janusz Mazur, adwokat

PAP Archiwum / Tytus Żmijewski

Sędziowie, zwłaszcza ci, którzy boją się mediów lub ich nie lubią, sięgają często po formułkę, że wypowiadają się przez orzeczenia. Janusz Mazur nie jest sędzią, lecz adwokatem, który nie unika mediów, ale też się do nich nie pcha. Najwięcej mówi o nim sprawa, którą przedstawił się prawniczemu światu. Udało mu się – w procesie cywilnym – potwierdzić odpowiedzialność odszkodowawczą Kościoła za przestępstwa pedofilskie popełnione przez księdza. Doprowadził do tego, że archidiecezje bydgoska i wrocławska będą musiały solidarnie zapłacić 300 tys. zł odszkodowania ofierze pedofila – byłego już księdza Kani, bo przełożeni, wiedząc o jego skłonnościach, nie tylko nie reagowali, ale wręcz przenosili sprawcę do innych parafii. To jeden z nielicznych przypadków (po wyroku w sprawie Towarzystwa Chrystusowego), w których odpowiedzialność ponosi nie tylko sprawca, lecz także jego zwierzchnicy. A to nie tylko otwiera ofiarom drogę do dochodzenia sprawiedliwości i uzyskania choćby częściowego zadośćuczynienia za krzywdy i poniżenie godności, lecz również może być bodźcem dla samego Kościoła do podjęcia systemowej naprawy.

46. Roman Giertych, adwokat

Agencja Gazeta / Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Gazeta

Aż strach uwzględniać jednego z najbardziej znanych polskich adwokatów w naszym rankingu. Mało kto bowiem wie, że Giertychowi raz nasz opis nie spodobał się tak bardzo, że nas za niego pozwał. Na szczęście pokłócił się trochę, poawanturował, aż wreszcie cofnął powództwo. Nie wiadomo więc, czy można sobie w tym miejscu pozwolić na niestosowny żart, że Roman Giertych tak poważnie podchodzi do prawa do milczenia, że nie powiedział nawet słowa, gdy prokuratura stawiała mu zarzuty. A mówiąc całkiem poważnie: jeden sprawny adwokat w prestiżowej dla państwowego aparatu represji sprawie przechytrzył cały prokuratorski zespół. I radość sprzyjających Prawu i Sprawiedliwości osób szybko zmieniła się w dojmujące poczucie porażki. Giertych – czy to się komuś podoba czy nie – ze Zbigniewem Ziobrą i Bogdanem Święczkowskim wygrał. Na tyle wyraźnie, że niektórym politykom Koalicji Obywatelskiej już się wymsknęło, że to właśnie były lider narodowców będzie… prokuratorem generalnym po przejęciu władzy.

45. Piotr Mgłosiek, sędzia

PAP Archiwum / Maciej Kulczyński

Nie jest członkiem żadnego sędziowskiego stowarzyszenia. Nie pełni żadnych eksponowanych funkcji. Orzeka tylko w sądzie rejonowym, co nie świadczy w żaden sposób o wiedzy i profesjonalizmie, o czym czytelnicy DGP mogą się od kilku lat przekonać, czytając publikacje sędziego Mgłośka na naszych łamach. Nie staje za nikim murem, nie apeluje, ale robi co trzeba. Kiedy przyszło mu zastosować (lub nie) wyrok Trybunału Konstytucyjnego wydany z udziałem sędziego dublera, nie uciekł od decyzji, choć mógł. Orzekł, jakby wyrok TK usuwający z kodeksu wykroczeń art. 138 nie istniał. Bez fanfar, fleszy i konferencji prasowej. Niby nic, a jednak wymagało to nie lada odwagi. Kiedy po jakimś czasie o tym napisaliśmy, tego samego ranka w sądzie był już prokuratur z żądaniem dostępu do akt. Ale taka jest cena sędziowskiej niezależności – od wszystkich.

44. Krzysztof Wujek, sędzia

TVN24

Żaden inny prawnik nie obnażył tak celnie intelektualnej mielizny i ideologicznego zaślepienia apologetów „stref wolnych od LGBT”. Pokazując, że ich pokrętne interpretacje nie wytrzymują zderzenia z prawem ani z faktami, sędzia Krzysztof Wujek dowiódł, że za deklarowaną troską o „dobro rodziny” i „ochroną dzieci przed seksualizacją” stoi tylko dążenie do wykluczenia ze wspólnoty osób nieheteronormatywnych. W swoim uzasadnieniu do wyroku WSA w Gliwicach, który unieważnił uchwałę gminy Istebna o „powstrzymaniu ideologii LGBT”, podkreślił, że akt ten dyskryminuje mieszkańców ze względu na orientację seksualną: odmawia im prawa do udziału we wspólnych sprawach i swobodnego funkcjonowania w przestrzeni publicznej. „To typowy przykład argumentacji prawniczej, w której można utopić sens każdej rzeczy” – napisał sędzia o wywodach organizacji Ordo Iuris, która wstawiając się za gminą, przekonywała, że znaczenie akronimu „LGBT” ewoluowało i oderwało od znaczenia poszczególnych liter.

43. Anna Dalkowska, wiceminister sprawiedliwości

Agencja Gazeta / Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Funkcję obejmowała w momencie, delikatnie mówiąc, dość trudnym – zastąpiła na stanowisku Łukasza Piebiaka, który żegnał się z posadą w atmosferze skandu związanego z tzw. aferą hejterską (do dziś nie wyjaśnioną). Kurz i dym po reformach sądownictwa opadł i nie było wielkich projektów, przy okazji Anna Dalkowska których mogłaby zaistnieć. Zamiast tego trzeba było poprawić niedociągnięcia reformy procedury cywilnej i zorganizować funkcjonowanie sądów o okresie pandemii, czyli narobić się z pełną świadomością, że nawet ewentualne powodzenie operacji nie będzie traktowane w kategoriach sukcesu, tylko po prostu wykonania obowiązków. Wyszło i tak średnio.

Prawdziwym testem, zarówno sprawności, jak i niezależności Anny Dalkowskiej, będzie przeprowadzenie od dawna zapowiadanej reformy spłaszczającej strukturę sądów. Na ile będzie to uzdrowienia sądownictwa, a na ile pretekst do wersyfikacji sędziów? Sama wiceminister Dalkowska uspokaja, że nic takiego nie nastąpi. Pytanie tylko, czy to będzie zależało od niej.

42. Bogusław Majczyna, pełnomocnik MSZ w sprawach przed Trybunałem Sprawiedliwości UE

Bogusław Majczyna / Twitter

Prawne oblicze PiS w sporach o polskie sądy. Dla części środowiska sędziowskiego stał się on schwarzcharakterem. Zarzucano mu kłamstwo i manipulację, ale tak naprawdę ten prawnik i ekspert od prawa międzynarodowego reprezentuje Polskę w Brukseli i Luksemburgu od lat – niezależnie od większości rządzącej – spory o polskie sądy to tylko jedna ze spraw, którymi zajmuje się w MSZ. Był on zaangażowany w jeden z pierwszych sporów Polski w UE, który dotyczył… połowów dorsza w Bałtyku. W ostatnim czasie największym sukcesem Majczyny była wygrana w sporze o OPAL, lądową odnogę gazociągu Nord Stream. To rozstrzygnięcie ma olbrzymie znaczenie międzynarodowe, bowiem może utrudnić przesył rosyjskiego gazu przez Niemcy i stać się kartą przetargową w rozmowach z Kremlem na temat utrzymania dostaw gazu na Ukrainę (wyrok nie jest prawomocny, Niemcy złożyły odwołanie, opinia rzecznika ma zostać wydana 18 marca). Majczyna reprezentował też Polskę w straceńczej walce o pracowników delegowanych. Skargę Polski i Węgier TSUE w zeszłym roku odrzucił.

41. Mikołaj Małecki, prezes Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego

Dr Mikołaj Małecki / Media

Najbardziej dogmatyczny przedstawiciel krakowskiej szkoły prawa karnego. Niestrudzony tropiciel błędów prawodawców. W roku 2019 argumenty na temat niezgodnego z prawem sposobu procedowania dużej nowelizacji kodeksu karnego, które głośno podnosili krakowscy eksperci, zostały podzielone przez prezydenta. W konsekwencji – na skutek jego wniosku – w roku 2020 trybunał stwierdził niekonstytucyjność nowelizacji. Małecki dawno opuścił swój naturalny habitat: prawo karne, badając legalność wszelkich restrykcji pandemicznych czy komentując problemy ustrojowe. Pomimo niedawnej habilitacji, wciąż nie nabrał maniery dużej części starych profesorów, którym szkoda czasu na czytanie projektów. Przeciwnie. Nawet jeśli projekt zostanie upubliczniony późno w nocy, to rano prof. Małecki objaśni, jakie błędy lub zagrożenia zawiera. Czas pokaże, czy za kilka lat nadal będzie ekspertem, czy „ekspertem od wszystkiego”.

Sprawdź kolejne miejsca:

Ranking DGP: 50 najbardziej wpływowych prawników [Miejsca 40-31]

Ranking DGP: 50 najbardziej wpływowych prawników [Miejsca 30-21]

Ranking DGP: 50 najbardziej wpływowych prawników [Miejsca 20-11]

Ranking DGP: 50 najbardziej wpływowych prawników 2020 [Miejsca 10-1]