Wśród nich sześcioro prokuratorów ze stowarzyszenia „Lex Super Omnia”. I tak Katarzyna Kwiatkowska z Warszawy ma się stawić w oddalonej o 181 km Prokuraturze Rejonowej Golub-Dobrzyń, Ewa Wrzosek została wysłana ze stolicy do Śremu (311 km), Katarzyna Szeska do Jarosławia (324 km), a Jarosław Onyszczuk do Lidzbarka Warmińskiego. Z kolei Daniel Drapała został przeniesiony z Wrocławia do oddalonego o 411 km Goleniowa. Oficjalny powód – trudna sytuacja kadrowa w tamtych miejscach.
Po raz kolejny został też delegowany Mariusz Krasoń, ale tym razem w obrębie Krakowa.
– Nie kwestionuję tego, że w tych jednostkach występują braki kadrowe, ale myślę, że można delegować tam prokuratorów z bliżej położonych miejsc. Dlatego odbieramy to jako szykany wymierzone w członków stowarzyszenia i próbę utrudniania działalności – mówi Krzysztof Parchimowicz z LSO. – Nie mamy bliższych informacji o prokuratorach niebędących członkami LSO, ale wiemy, że podobnie traktowani są także inni, którzy w jakiś sposób „podpadli” władzom prokuratury. Przykładowo jeden z prokuratorów, zajmujący się sprawami wojskowymi, który zamierzał się procesować o wypłatę wynagrodzenia, został z Poznania został przeniesiony do Rzeszowa – podkreśla Parchimowicz.
Reklama
Także Ewa Wrzosek uważa, że argumentację o potrzebie wyrównania braków kadrowych należy „włożyć między bajki”. – Ja i prokurator Onyszczuk pracujemy w jednostce, w której obsadzonych jest tylko 60 proc. etatów. Przeniesienie naszej dwójki z dnia na dzień spowoduje, że naszymi sprawami obarczeni zostaną i tak już bardzo obciążeni koledzy. Siłą rzeczy zanim ktoś zapozna się z tymi kilometrami akt, postępowania się wydłużą. Czasem konieczność zapoznania się z materiałami przez nową osobę przełoży się na np. decyzję o przedłużaniu aresztu. Tak więc ucierpią na tym wszyscy, nie tylko my osobiście, ale i strony czy podatnicy – mówi prok. Wrzosek. Która przypomina, że przymusowe delegacje oznaczają też koszty związane ze zwrotami opłat za podróże, mieszkanie etc. Każda taka decyzja oznacza dodatkowe obciążenie dla prokuratury w kwocie ok. 4 tys. zł miesięcznie na jednego śledczego.
– Decyzja została mi wręczona w poniedziałek o godz. 14.30, a w środę powinnam się stawić do pracy w Prokuraturze Rejonowej w Śremie. To oznacza, że mam niecałe 24 godziny na totalne przeorganizowanie życia osobistego i zawodowego, co jest fizycznie niemożliwe. Dlatego obieram to jako karę, wymierzoną poza oficjalnym trybem. W postępowaniu dyscyplinarnym moglibyśmy się jakoś bronić i wytłumaczyć swoje racje. A decyzji o delegacji nie można w żaden sposób kwestionować, podważać czy zaskarżać. W tym trybie, w jakim została wydana, ja muszę ją przyjąć do wiadomości i wykonać – dodaje Ewa Wrzosek.
Przeniesieni prokuratorzy rozważają jednak skierowanie do sądu pracy pozwu o mobbing. Przeciwko decyzji prokuratora krajowego zaprotestowały sędziowskie stowarzyszenia Iustitia i Themis, wydając stosowne uchwały. W swoich stanowiskach podkreślały, że decyzje o oddelegowaniu nie mają żadnego racjonalnego uzasadnienia i „są obliczone na wyeliminowanie osób wykazujących dbałość o niezależność prokuratury od wpływów politycznych i zastraszenie wszystkich prokuratorów”. A co na to Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP?
– Nasze środowisko krytycznie ocenia działania prokuratorów skupionych wokół LSO. To grupa prokuratorów, którzy pełnili wysokie funkcje w prokuraturze, ale nigdy ich nie było z nami, gdy staliśmy na straży niezależności albo walczyliśmy o nowy system płac. Obrońcami praw prokuratorów stali się dopiero, gdy stracili funkcje. Zawsze lepiej później niż wcale – mówi Jacek Skała, szef ZZPiPP. – Uważamy, że prokuratorzy nie powinni być delegowani bez zgody daleko od miejsca zamieszkania. Jest to ingerencja w najczęściej ustabilizowane życie rodzinne. Jeśli cierpią na tym dzieci czy małżonkowie, budzi to nasz sprzeciw. Przedstawiłem dziś nasze krytyczne stanowisko kierownictwu prokuratury. Jeśli ktoś z delegowanych wystąpi do nas o pomoc, to nie odmówimy – podkreśla Skała.