W ocenie MS, protest Iustitii "jest dowodem arogancji tej części sędziowskiego środowiska, które w obronie własnych korporacyjnych interesów od lat blokuje reformę sądownictwa zmierzającą do jego demokratyzacji i usprawnienia".

Poniedziałek - 18 stycznia - był pierwszym dniem zapowiadanej przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia" akcji protestacyjnej sędziów. Protestujący żądają przywrócenia do pracy zawieszonych przez Izbę Dyscyplinarną sędziów Igora Tulei, Beaty Morawiec i Pawła Juszczyszyna.

"Zwróciliśmy się do wszystkich sędziów o powstrzymywanie się od wyznaczania rozpraw w tym dniu i każdym kolejnym 18. dniu miesiąca" – informował rzecznik prasowy Iustitii sędzia Bartłomiej Przymusiński. Jak przekazywał "akcja ma z założenia charakter akcji narastającej, gdyż jeśli ktoś nie mógł jeszcze w styczniu odwołać rozpraw, to już w lutym, marcu ich po prostu nie wyznaczy". "Chodzi o to, aby na tej formie protestu nie ucierpieli obywatele. Już w styczniu rozpraw powinno być mniej, niż zwykle, a w kolejnych miesiącach liczymy na coraz większy zasięg protestu" - oceniał Przymusiński.

Reklama

W poniedziałkowym oświadczeniu resort sprawiedliwości odnosząc się do tego protestu ocenił, że zapowiedziany "strajk polegający na niewyznaczaniu terminów rozpraw uderza w Polaków, którzy dochodząc sprawiedliwości w sądach, oczekują szybkich rozstrzygnięć". "Strajk jest wyrazem ich lekceważenia, tym bardziej dotkliwym i perfidnym wobec zwykłych ludzi mających sprawy w sądach, bo podejmowanym w okresie, gdy bieżące funkcjonowanie sądów utrudnia dodatkowo pandemia" - dodał.

"Jest kompromitujący dla swoich inicjatorów, ponieważ ma służyć obronie sędziów, którym Sąd Najwyższy uchylił immunitety i sami mają stanąć przed sądem za poważne przestępstwa" - oświadczyło ministerstwo odnosząc się do protestu.

Reklama

W komunikacie MS podkreślono, że "nikt nie może stać ponad prawem, a już zwłaszcza sędziowie". "Stawiane im zarzuty wymagają rzetelnego procesowego wyjaśnienia, a nie zakrzyczenia w imię fałszywie pojmowanej sędziowskiej solidarności. Tego wymaga interes Polaków, którzy mają prawo do sprawiedliwych i sprawnych sądów, gdzie wyroki wydają uczciwi i nieskazitelni sędziowie" - dodano.

Izba Dyscyplinarna SN w październiku ub.r. nieprawomocnie uchyliła immunitet krakowskiej sędzi Beacie Morawiec. O uchylenie immunitetu wnioskowała prokuratura, która zamierza postawić sędzi m.in. zarzuty korupcyjne. 23 lutego br. Izba Dyscyplinarna ma rozpoznać zażalenie tej sędzi na decyzję o uchyleniu jej immunitetu.

"Sędzi Beacie M. prokuratura zamierza postawić zarzut łapownictwa w postaci przyjęcia korzyści majątkowej od mężczyzny oskarżonego o znęcanie się nad żoną, który jeszcze przed wyrokiem miał uzyskać od sędzi zapewnienie, że rozstrzygnięcie sądu będzie dla niego pomyślne. Skład sędziowski pod przewodnictwem Beaty M. warunkowo umorzył postępowanie wobec oskarżonego, a on sam – jak zeznali świadkowie – opowiadał, że sędzia +bardzo mu pomogła+" - napisało MS.

Jak dodało, "Beata M. ma również odpowiedzieć za przywłaszczenia środków publicznych w postaci wynagrodzenia za wykonanie umowy o dzieło na rzecz Sądu Apelacyjnego w Krakowie, której nie wykonała i nie miała nawet wykonać". Efektem procederu polegającego na podpisywaniu przez szereg osób podobnych umów na fikcyjne zlecenia było wyprowadzenia z SA w Krakowie w sumie prawie 35 mln zł" - zaznaczyło.

"Z zeznań świadków wynika również, że sędzia Beata M. wykorzystywała swoją pozycję zawodową oraz kontakty w sądach do załatwiania kontraktów dla swojego brata, który prowadził firmę zajmującą się sprzedażą środków czystości. Według zeznań, sądy apelacji krakowskiej miały kilkakrotnie dokonywać zakupów po interwencji Beaty M. Działo się to w ten sposób, że dyrektor SA w Krakowie na spotkaniu z pracownikami sądów apelacji krakowskiej za namową Beaty M. rekomendował firmę jej brata" - pisze resort sprawiedliwości.

Z kolei wobec sędziego Tulei Izba Dyscyplinarna prawomocnie uchyliła immunitet w połowie listopada ub.r. Oznacza to, że prokuratura będzie mogła postawić temu sędziemu zarzuty. Sędzia Tuleya otrzymał wezwanie do prokuratury na 20 stycznia.

"Sędziemu Igorowi T. prokuratura zamierza zarzucić ujawnienie tajemnicy postępowania przygotowawczego. Prowadząc posiedzenie sądu, sędzia cytował zeznania świadków z prokuratorskiego postępowania, mimo że mieli oni być ponownie przesłuchiwani bądź konfrontowani przez prokuraturę. W rezultacie wzywani świadkowie poznali zeznania innych osób, a konfrontacje i ponowne przesłuchania stały się bezprzedmiotowe" - przypomniało w poniedziałek MS.

Jak podkreślił resort, "od rozstrzygania o słuszności zarzutów wobec sędziów Beaty M. i Igora T. nie są stowarzyszenia sędziowskie, lecz niezawisłe sądy, do których protestujący sędziowie powinni mieć zaufanie, bo je reprezentują".

"Nawołując do strajku w obronie obojga, Iustitia stawia ich ponad prawo i pokazuje butę tej części sędziowskiego środowiska, które uważa się za +nadzwyczajną kastę ludzi+. Szkodzi opinii wszystkich sędziów i lekceważy prawo, które nie dopuszcza możliwości strajku w przypadku najważniejszych dla bezpieczeństwa obywateli i państwa służb, jak Policja, Prokuratura i sądy" - zaznaczył resort.

Sędzia Morawiec nie zgadza się z zarzutami. "Nie mam sobie nic do zarzucenia i uważam, że te ataki są elementem gry politycznej" - mówiła w zeszłym roku. Sędzia Tuleya zaś wielokrotnie mówił, że nie uznaje orzeczeń Izby Dyscyplinarnej SN, która na wniosek śledczych uchyliła mu immunitet i nie stawi się ani na wezwanie tej izby, ani na wezwanie prokuratury.

Stowarzyszenie "Iustitia" poinformowało na swych profilach, że protest w poniedziałek odbył się m.in. w Krakowie, Poznaniu, Bydgoszczy, Gorzowie Wlkp. i Warszawie. Sędziowie uczestniczący w akcji wyszli w południe przed budynki sądów.

"W Sądzie Okręgowym w Warszawie nie odwołano ani jednej sprawy z związku strajkiem sędziów" - poinformowała zaś PAP sekcja prasowa tego sądu.