Projekt nowelizacji kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenie, który ma zlikwidować prawo do odmowy przyjęcia mandatu, wzbudził ogromną krytykę. Przeważają głosy, że zmiana doprowadzi m.in. do osłabienia domniemania niewinności. Jak w praktyce w sprawach wykroczeniowych wygląda domniemanie niewinności?
Reklama
Z mojego doświadczenia, ale też rozmów z uczestnikami szkoleń dla motocyklistów, które prowadzę, wynika, że dużo ludzi, którzy odmawiają przyjęcia mandatu, jest niesamowicie zdziwionych, że pomimo to otrzymują wyrok nakazowy. Są one wydawane niejako z automatu, bo nie spotkałem się nigdy z sytuacją, w której wniosek o ukaranie wysłany przez policję spotkałby się z odmową wydania wyroku nakazowego przez sąd. Mimo że zgodnie z przepisami takie orzeczenie może zapaść w ten sposób tylko wtedy, gdy nie ma wątpliwości co do winy. W praktyce przypadków, w których sąd odmówiłby wydania wyroku nakazowego, stwierdzając, że nie ma podstaw, jest tak mało, że możemy uznać je za pomijalne.
Czyli nie przyjmuję mandatu, bo chcę iść do sądu, ale zanim ktokolwiek mnie wysłucha, na dzień dobry dostaję wyrok.

Reklama
I to budzi ogromne niezrozumienie. Pomimo iż wyrok nakazowy jest opatrzony pouczeniem, że można wnieść od niego sprzeciw, u części osób rodzi się takie poczucie, że nie warto. Bo policjant chciał mi dać mandat, a sąd się z nim zgodził. To oczywiście nie jest prawda, bo taka decyzja najczęściej zapada bez wgłębienia się w istotę sprawy i dopiero dzięki odwołaniu się od wyroku nakazowego sprawa trafia na rozprawę. Rozpozna ją już inny sędzia, któremu będzie można przedstawić swoją wersję zdarzeń. Inna sprawa, że w mojej ocenie uprawnienia procesowe osób, które decydują się na rozprawę, doznają poważnego uszczerbku. I nie jest to wina przepisów, lecz praktyki.
Dlaczego?
Być może jest to opinia niemiarodajna, ale występując w sprawach wykroczeniowych, można odnieść wrażenie, że bywają one traktowane z powagą dużo mniejszą niż inne, stricte karne. Bo jeśli sędzia zajmuje się poważanymi przestępstwami jak rozboje, kradzieże, handel narkotykami, a następnie trafi mu się sprawa dotycząca tego, czy Kowalski przejechał na czerwonym świetle, czy nie, to jest to w jakimś stopniu zrozumiałe. W końcu dlaczego wymiar sprawiedliwości ma być angażowany w takiej błahej sprawie? Przecież w zasadzie nic poważnego się nie stało, często nie doszło nawet do kolizji. To powoduje, że materiał dowodowy bywa oceniany mniej krytycznie niż w sprawach karnych. Niektóre państwa europejskie w związku z tym wprowadziły odmienne regulacje dla wykroczeń związanych z ruchem drogowym.
A sprawy wykroczeniowe, choć powszechne i z reguły błahe, są jednocześnie zazwyczaj bardzo trudne dowodowo.
A często tych obiektywnych dowodów po prostu nie ma. I w momencie, gdy mamy słowo policjanta przeciwko słowu obwinionego, sądy bardzo często dają wiarę zeznaniom funkcjonariuszy. Często czytając uzasadnienia, odnajdujemy taką argumentację sądów, że policjant nie ma żadnego interesu w tym, żeby wskazywać, że dana osoba popełniła wykroczenie. Wyjaśnienia obwinionego są natomiast oceniane jako linia obrony człowieka zainteresowanego tym, by uniknąć kary.
Tak samo, gdy sprawa została wszczęta na podstawie zawiadomienia innej osoby. Jeśli nie ma żadnych innych dowodów poza zeznaniami zawiadamiającego, a obwiniony oświadczy, że nie pamięta, żeby on wykroczenie, o które jest obwiniany, popełnił, wówczas i tak sąd zapewne uzna jego winę, choć brak w sprawie innych dowodów. Po prostu przyjmie, że ten zawiadamiający nie ma żadnego interesu w tym, żeby kogokolwiek bezpodstawnie oskarżyć. W sprawach wykroczeniowych niezwykle trudno wykazać, że świadek może być w błędzie.
Naprawdę marginalne są sytuacje, w których obwiniony samodzielnie będzie w stanie podważyć wersję zawiadamiającego albo policji. Istnieje ogólna niesprawiedliwość, wynikająca z tego, że bardzo trudno sobie zapewnić pomoc prawną. Zatrudnienie adwokata wychodzi czasem wielokrotnie drożej niż wynosi mandat i wcale nie ma gwarancji, że to zapewni wygranie sprawy.
Czyli domniemanie niewinności i obowiązek wykazania winy przez oskarżyciela łatwiej znaleźć w kodeksie niż na sali sądowej?
W momencie, gdy jest słowo przeciwko słowu, ryzykownie jest zrezygnować z dowodzenia swojej niewinności. Bo choć teoretycznie można, wychodząc z założenia, że obowiązuje domniemanie niewinności, oświadczyć na rozprawie, że jest się niewinnym i usiąść, to w praktyce rzadko zdarza się, by w takiej sytuacji do skazania nie doszło. Nawet jeśli obwiniony naprawdę jest niewinny. Dlatego prowadząc szkolenia dla motocyklistów, zwykle doradzam im używanie kamerek rejestrujących, na wszelki wypadek. Wszyscy wiemy, jaką opinię mają osoby jeżdżące na motocyklach. Sędziowie też są ludźmi i nie muszą być wolni od takiej negatywnej oceny. Prowadziłem sprawę motocyklisty, który był obwiniony o to, że zarysował komuś samochód. Pokrzywdzony zgłosił sprawę na policję, wskazując numer rejestracyjny pojazdu, a policja dokonała oględzin, wyceniła szkodę i wniosła do sądu wniosek o ukaranie. W toku procesu okazało się, że to nie było uszkodzenie, lecz zabrudzenie, które zeszło po wizycie na myjni. Właściciel motocykla nie tylko nie pamiętał, by otarł się o jakiś samochód, ale nawet nie wiedział, czy we wskazanym dniu to on prowadził. Bo prawa jazdy na motocykl mieli także członkowie jego rodziny, którzy zeznań w sprawie odmówili. Pokrzywdzony zeznał, że kierujący jechał w skórze i kasku, więc on nawet nie był w stanie rozpoznać nie tylko, kto kierował, ale nawet jakiej był płci. Lecz pomimo tych faktów, prezentowanych w sądzie jako wątpliwości, które należy rozstrzygać na korzyść obwinionego, sąd ukarał właściciela motocykla za agresywną jazdę. I choć obecnie często gwarancje procesowe w postępowaniu wykroczeniowym bywają kwestionowane, to projektowane przepisy są w mojej ocenie jeszcze gorsze. Choćby z powodu wymogu konieczności przedstawienia wszystkich dowodów już w odwołaniu od mandatu, pod groźbą tego, że później sąd ich nie dopuści, nawet jeśli od tego będzie zależał kierunek rozstrzygnięcia. Oczywiście dużo zależy od praktyki i tego, w jaki sposób sądy będą podchodziły do ewentualnie uchwalonych przepisów.
Rozmawiał Piotr Szymaniak