Na sprzeczność zapisów godzących w sędziów z prawnym porządkiem unijnym wskazywał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w czerwcu 2023 r. (sprawa C-204/21). Od tego czasu minęły ponad dwa lata. Wciąż obowiązujące przepisy, wprowadzające nowe delikty dyscyplinarne, polegające na kwestionowaniu statusu sędziego wadliwie powołanego na stanowisko bądź podważaniu działalności konstytucyjnego organu (w domyśle neo-KRS), stanowią dla sędziów bezpośrednie zagrożenie, nie mówiąc już o tzw. efekcie mrożącym.

Opieszałość Ministerstwa Sprawiedliwości

Brak stawiania zarzutów sędziom kwestionującym prawidłowość powołań neosędziów jest dzisiaj wyłącznie skutkiem indywidualnych wyborów dokonywanych przez właściwych rzeczników dyscyplinarnych, których, jak wiadomo, można stosunkowo łatwo zmienić na innych, pozbawionych takich dylematów. Dlatego trudno znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie dla opieszałości resortu sprawiedliwości w działaniach, zmierzających do wyrugowania tych przepisów z systemu prawa.

Skierowany do wykazu prac legislacyjnych projekt ustawy zawiera również inne, nie mniej ważkie zmiany. Otóż ministerstwo – w zakresie struktury sądownictwa dyscyplinarnego – proponuje powrót do modelu istniejącego przed utworzeniem sądów dyscyplinarnych jako wyodrębnionych jednostek. A zatem w I instancji mają znów orzekać wyłącznie sądy apelacyjne w składach, w których zasiadać będą jedynie sędziowie tychże sądów.

Owszem, działające dziś sądy dyscyplinarne budzą wątpliwości, ale nie co do zasady i istoty ich funkcjonowania, tylko sposobu wyłonienia sędziów w nich orzekających. Wskazuje ich bowiem arbitralną decyzją minister sprawiedliwości. Nie bez znaczenia dla oceny zagrożeń z tego płynących jest okoliczność, że szef resortu jest jednocześnie prokuratorem generalnym oraz członkiem rządu realizującym określoną linię polityczną.

Mamy zatem do czynienia z sytuacją, w której skład sądu orzekającego w niezwykle ważkich i brzemiennych w skutki sprawach ustala polityk oraz strona postępowania sądowego sensu largo. Wszak prokurator, w tym PG, może wstąpić do każdego postępowania toczącego się przed każdym sądem. Jest to rozwiązanie nie do przyjęcia z punktu widzenia zasady trójpodziału władzy oraz niezależności sądów. I nie ma żadnego znaczenia, że sędziów pierwszej kadencji sądów dyscyplinarnych mianował Zbigniew Ziobro, zaś drugiej Adam Bodnar. W obu przypadkach robili to politycy, nie kierując się żadnymi ustawowymi kryteriami, bo takich w ustawie nie przewidziano.

Sam pomysł, by sędziowskie dyscyplinarki toczyły się przed wyodrębnionymi organizacyjnie sądami, jest godny kontynuacji, a nie likwidacji. Dlatego rację ma Komisja Kodyfikacyjna Ustroju Sądownictwa i Prokuratury, krytykując pomysł zniesienia sądów dyscyplinarnych i powrotu do rozwiązania, w którym sprawy dyscyplinarne mają się toczyć przed sądami apelacyjnymi. Przewagą wyodrębnionych sądów dyscyplinarnych jest zróżnicowanie składów orzekających. W składach tych zasiadają sędziowie tak sądów rejonowych, okręgowych, jak i apelacyjnych. To niezwykle istotne, bowiem gros spraw dyscyplinarnych dotyczy kwestii orzeczniczych.

Przy ich rozpoznawaniu należy mieć aktualną wiedzę i rozeznanie w sposobie procedowania i orzekania w sądzie danego rodzaju i szczebla. Sędziowie SA, którzy w sądach rejonowych sądzili czasami całe dekady temu, nie wiedzą, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zmieniły się tam uwarunkowania rozpoznawania spraw oraz z jakimi problemami orzeczniczymi sędziowie mierzą się na tym szczeblu sądownictwa.

Co więcej, sędziowie apelacyjni jako rozpoznający wyłącznie środki odwoławcze od orzeczeń sądów okręgowych I instancji, odwykli od procedowania w ramach przewodu sądowego, w którym przeprowadza się szeroko zakrojone postępowanie dowodowe. Rozwiązanie, zgodnie z którym sprawami dyscyplinarnymi zajmują się wyłącznie sądy apelacyjne, było przez lata funkcjonowania tego modelu słusznie krytykowane. Dlatego forsowany przez MS powrót do złego rozwiązania musi budzić zdziwienie.

Sądy dyscyplinarne. Jakich zmian wymagają?

Daleko lepszą propozycją jest zreformowanie obecnych sądów dyscyplinarnych. Potrzebne pilnie są dwie zmiany. Po pierwsze, zapewnienie udziału samorządu sędziowskiego przy wyborze sędziów dyscyplinarnych i tym samym pozbawienie MS tego prawa. Winny wybierać ich właściwe zgromadzenia sędziowskie, spośród sędziów sądów wszystkich rodzajów i instancji. Po wtóre, należy zapewnić stosownymi regulacjami, by w składach sądów dyscyplinarnych w konkretnej sprawie zasiadał przynajmniej jeden sędzia danego szczebla sądownictwa, w którym orzeka obwiniony o delikt dyscyplinarny.

Warto by było również, gdyby MS szansę na przemodelowanie struktury sądownictwa dyscyplinarnego wykorzystało do wprowadzenia zmian w zakresie samych postępowań dyscyplinarnych. Najbardziej palącym problemem jest moim zdaniem przyznanie sędziom prawa do wniesienia kasacji od wyroku sądu dyscyplinarnego II instancji. Sędziowie są dzisiaj jedyną grupą prawniczych zawodów zaufania publicznego, którym wymieniony nadzwyczajny środek zaskarżenia niekorzystnych orzeczeń dyscyplinarnych nie przysługuje, co narusza w sposób rażący zasadę równości wobec prawa.

Druga kwestia to wyposażenie sędziego, wobec którego rzecznik dyscyplinarny prowadzi czynności wyjaśniające, w prawo do udziału w czynnościach dowodowych w postaci np. przesłuchania świadków. Dzisiaj sędzia staje się stroną postępowania dyscyplinarnego dopiero w momencie przedstawienia mu zarzutów. Najczęściej ma to miejsce w momencie, gdy rzecznik dyscyplinarny zebrał już w znacznej mierze materiał dowodowy, przesłuchał świadków i po odebraniu wyjaśnień od sędziego, pozostało już tylko skierowanie wniosku o ukaranie do sądu dyscyplinarnego.

To znacznie ogranicza prawo sędziego do obrony, bowiem realnie może ją już tylko prowadzić przed sądem. A przecież jego aktywność podczas czynności wyjaśniających, obecność podczas przesłuchania świadków, możliwość zadawania im pytań, ma fundamentalne znaczenie dla ustalenia podstaw do sformułowania ewentualnych zarzutów. Mając w pamięci minione lata, gdy jakże często postępowania dyscyplinarne były wykorzystywane jako narzędzie nacisku na sędziów, należy oczekiwać od MS właściwej i pogłębionej refleksji nad jego reformą, a nie powrotu do złych rozwiązań z przeszłości.