13 stycznia br. został pan wybrany na stanowisko nowego prezesa Krajowej Rady Komorniczej. Od lat w zawodzie narasta kryzys. Jakie, pana zdaniem, są jego główne przyczyny?

Każdy komornik odpowiedziałby na to pytanie inaczej, ale bez wątpienia problemy finansowe i związane z nimi problemy kadrowe są najważniejsze dla całego środowiska.

Bywam w kancelariach moich koleżanek i kolegów, niektórych odwiedzam od z górą dziesięciu lat. I wszędzie zauważam odpływ pracowników. Kiedyś było ich kilkunastu, teraz najwyżej kilku, a w niektórych kancelariach nie ma ich wcale. Oczywiście wynika to po trosze również ze świetnie rozwiniętej w naszym zawodzie informatyzacji, która z kolei powoduje automatyzację pewnych czynności, ale przede wszystkim jest to brak środków na utrzymanie pracowników. Mówiąc obrazowo, sytuacja finansowa niektórych kancelarii jest tak kiepska, że już dawno przestał nas śmieszyć żart rozpoczynający się od słów: „Przychodzi komornik do komornika…”

Kolejnym problemem dla wielu kancelarii jest nałożony na komorników dodatkowy podatek od obrotu, tzw. OEG. W dużym skrócie polega on na tym, że im więcej komornik wyegzekwuje, tym mniej pieniędzy pozostaje mu na prowadzenie kancelarii. Pobierane przez komorników opłaty są własnością Skarbu Państwa, który „dzieli się” nimi z komornikami. Jednak jest to tak skonstruowane, że dla wielu próg opłacalności utrzymania kancelarii zostaje przekroczony już w połowie roku, a w ostatnich miesiącach po prostu do niej dokładają. Jest to jedyne znane mi rozwiązanie, w którym ktoś płaci najpierw podatek od przychodu, a potem od dochodu. Przy czym ten przychód to tak naprawdę koszty utrzymania kancelarii, a nie zarobek komornika.

Brakuje też nowych adeptów zawodu. W apelacji łódzkiej, w której do niedawna byłem przewodniczącym rady izby, 10 lat temu na jednym roku aplikacji było 30–40 osób. Dziś są dwie. Jest to też przyczyna, dla której mało która rada izby decyduje się na prowadzenie aplikacji, w efekcie czego, jeśli już ktoś w ogóle zdecyduje się na taką dalszą drogę zawodową, to niekiedy na zajęcia dojeżdża po 100–200 kilometrów. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo komornik sądowy dołączy do takich ginących zawodów jak zdun czy kołodziej.

Tego rodzaju problemy nie biorą się znikąd.

To prawda. Zarobki komorników są zróżnicowane, ale ich cechą wspólną jest to, że sukcesywnie maleją. Wynika to z wielu rzeczy, ale głównie z niskiej skuteczności, która w najmniejszym stopniu nie jest winą komorników oraz z braku waloryzacji opłat, które zostały ustalone na podstawie wyliczeń sprzed 10 lat. Myślę, że to najlepszy komentarz.

Skuteczność egzekucji jest też niska. I trzeba to wreszcie powiedzieć głośno. Co gorsza, od lat utrzymuje się na tym samym poziomie, niezależnie od tego, ile wysiłku wkładają komornicy sądowi w jej podniesienie i ile udoskonaleń informatycznych wprowadzamy do naszych kancelarii. Problemem są ograniczenia w egzekucji i ewidentne luki w prawie, jak choćby popularne aplikacje, które umożliwiają ukrycie środków dłużnika przed komornikiem, a tak naprawdę przed wierzycielami.

Czy brak możliwości egzekucji z wynagrodzenia minimalnego również ma wpływ na kondycję kancelarii?

To rozwiązanie jest nie tylko oparte na archaicznych wyliczeniach korelacji pomiędzy minimum socjalnym a minimalnym wynagrodzeniem, ale przede wszystkim szkodliwe dla samych zainteresowanych. A największy paradoks polega na tym, że szkodzi wszystkim, niezależnie od tego, czy są, czy nie są dłużnikami. Ci, a tych jest większość, którzy dłużnikami nie są, tracą, bo niemal całkowity brak zdolności kredytowej utrudnia, żeby nie powiedzieć uniemożliwia im wzięcie względnie taniej pożyczki, więc pożyczają na bardzo wysoki procent, co finalnie często prowadzi do problemów ze spłatą, a te kończą się postępowaniem egzekucyjnym. Innymi słowy przepisy, które w założeniu mają ich chronić przed egzekucją, stają się niemal bezpośrednią przyczyną jej wszczęcia. No przecież to absurd.

Z kolei, jeśli już są dłużnikami i komornik prowadzi postępowanie, to chcąc działać zgodnie z przepisami i wybrać sposób egzekucji najmniej uciążliwy dla dłużnika, zaczyna od egzekucji z wynagrodzenia. Kiedy ta jest niemożliwa z uwagi na całkowitą ochronę minimalnego, wierzyciel pozostaje bez choćby złotówki spłaty. Ale dług przecież nie znika, a wręcz przeciwnie, rośnie. Nierzadko prowadzi to do poszukiwania przez wierzyciela zdecydowanie bardziej dotkliwych sposobów na odzyskanie swoich pieniędzy, łącznie z egzekucją z nieruchomości. I dzieje się to coraz częściej. A musimy pamiętać, że nie mówimy tu o willach wartych kilka milionów, a raczej mieszkaniach, a nawet udziałach we własności mieszkań, których wartość pozwala na prowadzenie takiej egzekucji nawet przy zadłużeniu rzędu 20–30 tysięcy złotych.

W jaki sposób planuje pan poradzić sobie z głównymi problemami, z jakimi mierzą się komornicy?

Trzeba pilnie znowelizować ustawę o komornikach sądowych i ustawę o kosztach komorniczych, a w pracach nad tymi zmianami Krajowa Rada Komornicza powinna brać czynny udział. Wiele zapisów tych ustaw się zdezaktualizowało, a część z nich nigdy nie powinna powstać. Obecna wysokość opłat egzekucyjnych jest nie do przyjęcia. Utraciły one swój prewencyjny charakter, a ich niski poziom wręcz zachęca do niespłacania zobowiązań. Opłaty te powinny być ustalone na takim poziomie, aby z jednej strony zapewniały finansowanie systemu egzekucji, a z drugiej, nie pozwalały na dalsze lekceważenie autorytetu państwa, w imieniu którego komornicy wykonują orzeczenia sądów.

Proszę sobie wyobrazić, że niektóre czynności komorników, jak np. sporządzenie spisu inwentarza czy protokołu stanu faktycznego, są „wycenione” tak nisko, że coraz częściej wnioskodawcy pytają, ile powinni dopłacić, bo to przecież niemożliwe, że to tak mało. Trzeba także zająć się nowelizacją przepisów o egzekucji z minimalnego wynagrodzenia, co powinno być poprzedzone akcją informacyjną, w której trzeba wyjaśnić opinii publicznej, dlaczego obecne regulacje są po prostu szkodliwe.

Konieczna jest również pogłębiona dyskusja na temat przyszłości zawodu komornika sądowego i zadbanie o to, aby był on traktowany jako kluczowy element wymiaru sprawiedliwości, którym jest w istocie. Musimy także zadbać, aby społeczeństwo zrozumiało, czym się tak naprawdę zajmujemy, czyli mówiąc obrazowo, że komornik nie zabiera, komornik oddaje.

A jak zamierza Pan zahamować odpływ ludzi z zawodu komornika?

Przyczyną odpływu komorników z zawodu jest zła sytuacja finansowa kancelarii, a przede wszystkim nieprzewidywalność i brak możliwości racjonalnego planowania działalności. Do tego dochodzi przedziwne podejście państwa do naszego zawodu. Państwo traktuje nas raz jak przedsiębiorców, a raz jak pracowników, w zależności od tego, jak mu wygodnie. Kiedy poradzimy sobie z tymi problemami, poprzez wprowadzenie zmian, liczba odejść z zawodu zmaleje w sposób naturalny.

Rozmawiała Renata Krupa–Dąbrowska