W zeszłym tygodniu TSUE przesądził o naruszeniu prawa UE przez dwa wyroki Trybunału Konstytucyjnego z 2021 r. Stwierdził również, że TK nie stanowi niezawisłego i bezstronnego sądu. Dlaczego jednak konkretnie to orzeczenie (sygn, akt C-448/23) ma stać się dla rządu drogowskazem, skoro wcześniej ETPC w zasadzie stwierdził to samo?

Rzeczywiście wyrok był łatwy do przewidzenia, zwłaszcza w kontekście sprawy Xero Flor (skarga nr 4907/18), w której wskazano, że istnieje wadliwość w zakresie powołania trzech sędziów TK w grudniu 2015 r. TSUE dodatkowo stwierdził wadliwość powołania na stanowisko prezesa Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. W moim przekonaniu głównym efektem wyroku TSUE jest przede wszystkim przeniesienie sporu o niezależność polskiego TK na wyższy poziom. Orzeczenia ETPC nakładają na państwo obowiązek zapłaty odszkodowania na rzecz strony, której prawa zostały naruszone. Czwartkowe orzeczenie jest w stosunku do TK tym samym, czym w stosunku do Izby Dyscyplinarnej SN było orzeczenie TSUE z 15 lipca 2021 r. (sygn. akt C-791/19). Teraz nie tylko nie ma wątpliwości co do wadliwości składu TK, ale w razie niewykonania orzeczenia TSUE wobec Polski może być wszczęte postępowanie naruszeniowe, którego konsekwencją może być nałożenie wysokiej kary pieniężnej na nasz kraj.

W takim razie co dalej? Niektórzy np. nadal twierdzą, że sytuacja nie zostanie uzdrowiona, dopóki trzej sędziowie wybrani prawidłowo w 2015 r. nie odbędą swojej kadencji.

Nie jestem ekspertem od prawa konstytucyjnego, ale skłaniałbym się ku temu, że niezrealizowane kadencje tych trzech sędziów wygasły z upływem czasu. Gdyby zostali w 2015 r. dopuszczeni do orzekania, to ich kadencje już by się zakończyły. Najlogiczniejszą drogą jest uzupełnienie składu TK przez wybór nowych sędziów przez Sejm obecnej kadencji.

Orzeczenie TSUE otwiera ku temu przestrzeń?

Na pewno skłania do podjęcia działań, żeby skład TK uzupełniać. Dalsza działalność TK w nieprawidłowym składzie grozi nałożeniem kary pieniężnej. W naszym wspólnym interesie jest naprawienie tego stanu rzeczy. Oprócz procedowania kolejnych projektów ustaw sytuację może poprawić właśnie uzupełnienie składu TK, co zwiększy szansę na wydawanie orzeczeń w prawidłowym składzie.

W TK do września przyszłego roku pozostanie sędzia Justyn Piskorski, a do stycznia 2027 r. – Jarosław Wyrembak. Rząd twierdzi, że nie są to sędziowie TK, a ich orzeczenia są dotknięte wadą prawną. Czyli hipotetycznie przez jakiś czas w TK możemy mieć składy, których orzeczenia będą orzeczeniami i składy, których orzeczenia będą wadliwe?

Można oczywiście kierować wnioski o wyłączenie sędziego, ale nie sądzę, żeby obecny prezes TK Bogdan Święczkowski nadał im właściwy bieg. Jeśli chcemy postępować zgodnie z prawem, a chcemy, to tak – jedna nieprawidłowo powołana osoba w składzie wystarczy do tego, by orzeczenie było obarczone wadą.

A czy z wyroku TSUE można wyciągnąć wnioski dotyczące umocowania obecnego prezesa TK Bogdana Święczkowskiego?

Na pewno wniesiona przez Komisję Europejską skarga bezpośrednio nie dotyczy tej kwestii, bo badany przez nią stan faktyczny dotyczył trybunału, którym kierowała jeszcze Julia Przyłębska. Jednocześnie funkcja prezesa TK jest szczególnie istotnym elementem jego funkcjonowania. Prezes trybunału powinien być depozytariuszem niezależności tego organu, mając administracyjny wpływ na przebieg jego prac, w tym na przydział spraw i wyznaczanie sędziów. Na pewno więc wszelkie wymogi formalne dotyczące prawidłowości wyboru w sposób szczególny powinny dotyczyć prezesa TK. Remedium na wiele z tych problemów znalazło się w ubiegłorocznym projekcie ustawy o TK i w jego przepisach wprowadzających, jednak decyzją prezydenta Andrzeja Dudy przepisy te trafiły właśnie do wadliwie obsadzonego TK, który uznał je za niekonstytucyjne.

Na stole są za to dwa nowe projekty – tzw. ustawa praworządnościowa oraz nowela przepisów o KRS. Obie zostały już przyjęte przez Stały Komitet Rady Ministrów. Kiedy trafią na posiedzenie rządu?

To kwestia dwóch, trzech tygodni. Styczeń jest realnym terminem.

Czwartkowy wyrok zakończył kolejną głośną sprawę dotyczącą polskiego wymiaru sprawiedliwości, skarg jest jednak więcej. Jak to wygląda liczbowo?

Kiedy ostatni raz prosiłem o przegląd spraw przed TSUE, wyszło, że stricte „praworządnościowych” skarg dotyczących statusu sędziów i sądów jest 11. Przed ETPC to 800–1000 spraw.

W listopadzie trybunał w Strasburgu odroczył rozpoznanie ich o kolejny rok, by dać rządowi czas na działanie. Co, jeśli za rok sprawa będzie w tym samym punkcie?

To bardzo trudne pytanie, bo spośród nieustawowych działań odpolityczniających wymiar sprawiedliwości zrobione zostało niemal wszystko, co możliwe. Odpowiedzią na kryzys w Trybunale Konstytucyjnym w znacznym stopniu była rozproszona kontrola konstytucyjności stosowana przez sądy powszechne.

Niestety – mówię to zarówno jako przedstawiciel rządu, jak i jako sędzia – w sytuacji, w której względy polityczne nie pozwalają na przyjęcie ustaw naprawczych, ciężar zapewnienia prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą nadal będzie spoczywał głównie na prawidłowo powołanych sędziach.

Wraz z orzeczeniem TSUE wróciły zarzuty o uzurpowanie sobie przez Trybunał nienależnych mu kompetencji. Po raz kolejny rozgorzała dyskusja o tym, czym jest pierwszeństwo prawa UE, wskazuje się, że wymiar sprawiedliwości należy do wyłącznej kompetencji państw członkowskich, przywołuje orzecznictwo polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Powiem tak: argument, że należy zwalczać tzw. sędziokrację, jako zagrażającą demokracji, to argument demagogiczny z podręcznej apteczki wszelkiej maści autokratów. To sędziowie, dzięki gwarancjom niezależności, bronią praw i wolności obywatelskich, które populistyczni politycy coraz częściej chcą ograniczać.

TSUE wraz z Komisją Europejską stoi na straży prawidłowego stosowania traktatów europejskich. Jeśli dochodzi do rozmontowania niezależności sądownictwa w danym kraju, to TSUE ma obowiązek szukać drogi prawnej do tego, żeby zgodność prawa państwa krajowego z traktatami w tym zakresie zapewnić. Gdyby tego nie robił, to abdykowałby ze swojej funkcji.

Czynnik polityczny nie gra tu żadnej roli? Sceptycy często wskazują np. na podważające pierwszeństwo prawa unijnego orzeczenie niemieckiego FTK ws. Europejskiego Banku Centralnego.

Nie odnotowałem, żeby akurat w Niemczech doszło do sytuacji, w której prowadzono by przeciwko sędziom postępowania dyscyplinarne za to, że zwrócili się z pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. U nas dwójka sędziów takie zarzuty miała postawione. To jest taki poziom zagrożenia wykonalności prawa europejskiego, który podważa samą istotę Unii Europejskiej. ©℗

Rozmawiała Sonia Otfinowska