1,8 mld zł mogli wydać deweloperzy na ziemię pod nowe inwestycje w 2015 r.
Dziennik Gazeta Prawna
Z ankiety przeprowadzonej przez DGP wśród trzynastu największych spółek z branży wynika, że jednym z rekordzistów pod względem wydatków na ziemię był Dom Development, który przeznaczył na ten cel 320 mln zł. Doliczając pozostałą dwunastkę, ich wydatki na ziemię przekroczyły w tym czasie 1,2 mld zł. Z ich zapowiedzi wynika, że w tym roku raczej nie będą zwalniać tempa zakupów. Dom Development nie wyklucza, że na ten cel może pójść nawet ok. 300 mln zł, choć wszystko zależy od potencjału działek i dopuszczalnej przez spółkę ceny. Robyg zamierza przeznaczać rocznie ok. 150 mln zł na utrzymanie zapasów w banku ziemi. Atal na grunty w 2016 r. wyda ok. 100 mln zł, a Archicom z trwającej właśnie publicznej oferty akcji chce zebrać i zainwestować 60 mln zł. W Murapolu tegoroczny budżet na grunty może sięgnąć nawet 260 mln zł. Deweloperzy wskazują przy tym, że w 2015 r. wyraźnie wzrosła liczba chętnych do kupna działek.
Reklama
– Ruch zaczynał się już w 2014 r., ale w 2015 było nieporównywalnie więcej potencjalnych kupujących. To powoduje, że negocjacje się przeciągają, sprzedający szukają najlepszych warunków – wskazuje Michał Sapota, prezes Murapolu.

Reklama
Coraz większy wyścig po działki ma kilka przyczyn. Poza tradycyjnym uzupełnianiem banków ziemi, które pozwalają na spokojne planowanie inwestycji na kilka lat naprzód, napędzała go m.in. rekordowa sprzedaż nowych mieszkań i napływ klientów korzystających z rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. Co prawda po objęciu przez MdM także rynku wtórnego tegoroczny budżet programu jest już bliski wyczerpania, ale w przypadku kupna lokalu od dewelopera można starać się o dopłatę na poczet budżetu na lata 2017–2018. Do tego bardzo dobre wyniki sprzedaży mieszkań przyciągnęły do Polski nowych zagranicznych deweloperów.
– Na dodatek w miastach zaczyna brakować ciekawych gruntów, które pozwalają na szybkie uruchomienie inwestycji. To też napędzało zakupy – wskazuje Emil Domeracki z Colliers.
Wzmożone zakupy odbijają się na cenach. Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronson, wskazuje, że tempo podwyżek działek było znacznie szybsze niż na rynku mieszkaniowym. Według części rozmówców DGP z branży w ub.r. koszty zakupy ziemi bywały o kilka, do nawet kilkudziesięciu procent wyższe niż w poprzednich latach. Szczególnie ostra walka rozgrywa się o działki, na których można zbudować między 200 a 400 mieszkań. Branża nie chce jednak przesądzać, czy i w jakim stopniu podwyżki cen gruntów przełożą się na ceny mieszkań. Część spółek ankietowanych przez DGP deklaruje, że nie odczuła specjalnie wzrostu kosztów zakupu ziemi lub ma na tyle zasobne banki działek, że nie musiała brać udziału w ostrych cenowych licytacjach. Na dodatek wiele z nich poszukuje miejsc pod duże projekty, na które może pozwolić sobie nieliczna grupa deweloperów, przez co konkurencja automatycznie była mniejsza. To jednak nie znaczy, że prób przełożenia cen gruntów na ceny mieszkań na rynku nie będzie.
– Już w tym roku wiele firm będzie musiało uwzględnić w cenach mieszkań wysokie koszty pozyskania gruntów, natomiast nie widzę przestrzeni dla dalszych wzrostów cen w następnych latach. Sądzę, że ochłodzi to zapał deweloperów do zakupów, co wymusi racjonalizację ofert sprzedających – ocenia Jacek Bielecki z Marvipolu.
– Trzeba pamiętać, że mieszkania budowane na gruntach kupionych w tym roku trafią do sprzedaży najwcześniej pod koniec tego roku, a przede wszystkim w latach 2017–2018. Nie wiemy, jak wtedy będzie wyglądał popyt na nowe lokale, a to on ostatecznie decyduje o cenach. Jeśli będzie spadał, to szanse na pokrycie wysokiej ceny gruntu w cenie lokalu mogą okazać się niewielkie. Na dodatek konkurencja na rynku jest tak duża, że miejsca na podwyżki nie ma wiele – wskazuje członek zarządu jednej z największych firm deweloperskich w kraju.
Emil Domeracki dodaje, że główne ryzyko, z jakim liczą się w kolejnych latach deweloperzy, wiąże się m.in. z opodatkowaniem aktywów banków i słabszą kondycją tego sektora, co może wpłynąć na wzrost kosztów kredytów i spadek ich dostępności, oraz z zapowiedziami, że rząd nie zamierza po 2018 r. kontynuować programu MdM.
– Nie wiadomo też, jak będzie po 2016 r. wyglądała kondycja budżetu państwa w związku z dużymi wydatkami socjalnymi. Na rynku na razie nie widać obaw o popyt na lokale w 2016 r. Ogólne oczekiwanie jest takie, że przy niskich stopach procentowych i słabych zyskach z lokat i innych inwestycji nadal powinien być wysoki. Wątpliwości rodzą się w związku z latami 2017–2018 – tłumaczy.
– Niewykluczone, że za dwa – trzy lata na rynku pojawi się wiele ciekawych okazji do kupowania gruntów, za które inni deweloperzy w ostatnim roku mocno przepłacili – dodaje prezes jednej ze spółek.