Razem z programem dopłat do domów energooszczędnych pojawi się nowa profesja - weryfikator energetyczny. Aby otrzymać dopłatę, trzeba będzie uzyskać od niego potwierdzenie, że nasz projekt jest zgodny z wytycznymi Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za swoje usługi weryfikator zainkasuje nawet 4 tysiące złotych.
Reklama

Ruszył program dopłat do domów energooszczędnych. Kto zdecyduje się na budowę domu zgodnie z wytycznymi Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej może liczyć na dopłatę nawet do 50 tysięcy złotych. Nie ma jednak nic za darmo, a za odpowiedni projekt i końcowy efekt odpowiedzialny będzie weryfikator energetyczny. To od niego zależeć będzie, czy otrzymamy pieniądze. Jak to będzie wyglądać w praktyce?

I weryfikacja, w fazie projektu

Przede wszystkim będziemy musieli do weryfikacji przygotować stosowne dokumenty. Na początek projekt budowlany (po wydaniu pozwolenia na budowę) plus projekty wykonawcze oraz obliczenie wielkości zapotrzebowania na energię użytkową dla celów ogrzewania i wentylacji.

W celu otrzymania dopłaty projekt budowlany musi uwzględniać zmiany, które potwierdzą, że jest to budynek energooszczędny. Weryfikator sprawdzi spełnienie wymagań formalnych z rozporządzenia w sprawie szczegółowego zakresu i formy projektu budowlanego, wykona obliczenia zapotrzebowania na energię użytkową do ogrzewania i wentylacji, porówna wyniki z obliczeniami z projektu budowlanego i sprawdzi zgodność projektu z wytycznymi.

II weryfikacja, po ukończeniu budowy

W tym przypadku również musimy przedstawić dokumenty weryfikatorowi do oceny budynku. Tym razem będzie to projekt budowlany (zweryfikowany projekt budowlany i projekty wykonawcze). Ponadto oświadczenie inspektora nadzoru o wykonaniu elementów mających wpływ na charakterystykę energetyczną budynku zgodnie z projektem i wymaganiami obowiązkowymi, zastosowanych materiałach izolacyjnych (systemach ociepleń), oknach, drzwiach, drzwiach zewnętrznych, centrali wentylacyjnej, urządzeniach grzewczych, elementach automatyki, napędach elektrycznych, pompach. Ale to nie wszystko. Potrzebne będą aprobaty techniczne, deklaracje zgodności, dokumenty techniczne dla ww. materiałów i urządzeń, potwierdzające ich parametry jakościowe i użytkowe oraz potwierdzenie zakupu ww. materiałów i urządzeń. Dodatkowo musimy zaopatrzyć się w świadectwo charakterystyki energetycznej budynku. Dopuszcza się wykonanie świadectwa przez weryfikatora.

Dokumenty przedstawiane weryfikatorowi do oceny budynku to ponadto protokoły dotyczące: regulacji systemu wentylacyjnego, regulacji systemu grzewczego, wykonania testu szczelności, a także dokumentacja fotograficzna wszystkich etapów budowy, istotnych z punktu widzenia charakterystyki energetycznej budynku, w szczególności: wykonywania ścian fundamentowych, izolacji podłogi na gruncie, połączenia ścian.

Droga przez mękę

Powyższe dokumenty to i tak tylko część zawartych w programie obostrzeń, bez których o dopłacie możemy pomarzyć. Weryfikatorów jest aktualnie 37, ale docelowo będzie ich nawet 300. Wszystko zależy od zapotrzebowania na rynku. Weryfikatorzy, aby móc dokonywać odpowiednich pomiarów i potwierdzać zgodność z wytycznymi zdają specjalny egzamin w Związku Banków Polskich. Dodajmy, że tak za wstępną weryfikację, jak i końcową, otrzymają zapłatę. Według ZBP nie powinna ona przekroczyć łącznie 4 tys. złotych. Na szczęście zapłaci za to NFOSiGW.

Patrząc na listę dokumentów potrzebnych do uzyskania dopłaty, wiele osób chcących rozpocząć budowę domu energooszczędnego mocno zastanowi się nad skorzystaniem z programu. Do kwestii technicznych dochodzą jeszcze minusy finansowe. Po opłaceniu podatku i ekspertów w kieszeni beneficjenta programu zostanie niewiele ponad połowa dotacji. I to w optymistycznym wariancie. Są jednak i plusy tego programu, jak choćby preferencyjne warunki kredytowe czy niższa rata kredytu. Inwestor, jakim będzie budujący dom klient banku, sam będzie musiał zdecydować czy woli dopłatę i dodatkowe obostrzenia, czy zwykły kredyt hipoteczny, droższy nieco od tego oferowanego w programie.