W ciągu niespełna dekady liczba mieszkań zwiększyła się o 10 proc. Ale nadal jest ich o 1,5 mln za mało w stosunku do naszych potrzeb. Bo gospodarstwa domowe tworzy coraz więcej singli.
W końcu marca ubiegłego roku w naszym kraju było 13,7 mln mieszkań. To o 1,2 mln więcej niż w połowie 2002 roku – wynika z ubiegłorocznego spisu powszechnego ludności i mieszkań przeprowadzonego przez GUS. Można przyjąć, że w ciągu dziewięciu lat dzielących oba badania na rynku pojawiało się średnio 360 – 370 nowych mieszkań dziennie.
Niestety, medal ten ma także drugą, ciemniejszą stronę – choć lokali przybywa, to nadal mamy do czynienia z ich deficytem. Jak oceniają eksperci, nie zmniejszył się on od dekady i wynosi 1,5 mln – tyle mniej jest zamieszkałych lokali w stosunku do liczby gospodarstw domowych. Jak to możliwe? Wytłumaczenie zjawiska również znajdujemy w GUS – w swojej prognozie demograficznej wyliczył on, że w ciągu minionych dziewięciu lat przybyło nam 1,2 mln gospodarstw. Wniosek? – Liczba mieszkań oddawanych do użytku ledwie nadąża za wzrostem liczby gospodarstw domowych – ocenia Katarzyna Kuniewicz, dyrektor działu badań i analiz rynku w firmie doradczej Reas monitorującej rynek mieszkaniowy. Innymi słowy: dziurę na rynku mieszkaniowym powstałą przed dziesięcioleciami udało się zasypać. Ale powstała nowa i w stosunku do tej z 1988 roku nawet się pogłębiła – wtedy brakowało „tylko” 1,3 mln lokali.