statystyki

Przedsiębiorców już wystarczy. Polska osiągnęła poziom nasycenia firmami

autor: Rafał Woś20.12.2014, 08:45
Jerzy Cieślik, ot. Wojtek Górski

Jerzy Cieślik ekonomista i dyrektor Centrum Przedsiębiorczości w Akademii Leona Koźmińskiego, wprowadzał do Polski doradczego giganta Ernst & Young, w latach 1990–2003 był członkiem zarządu, a 1996–2000 prezesem E&Y Polska, ostatnio ukazała się jego książka „Przedsiębiorczość, polityka, rozwój”źródło: DGP

Dogadanie się państwa i właścicieli firm jest konieczne. Ale na nowych zasadach

Czy w Polsce mamy zbyt wielu przedsiębiorców?

Moim zdaniem Polska osiągnęła poziom nasycenia przedsiębiorcami, który jest adekwatny do etapu rozwoju gospodarczego, na którym się znajduje. Problem w tym, że opinia publiczna za tym nie nadąża. Wciąż panuje przekonanie, że im więcej osób para się przedsiębiorczością, tym lepiej dla gospodarki.

A tak nie jest?

Ekonomiści badali i liczyli to na różne sposoby. I nic. Nie ma żadnych dowodów wskazujących na to, że wyższa stopa przedsiębiorczości przekłada się na wyższy poziom rozwoju gospodarczego. Bo nie jest tak, że w krajach bogatych 90 proc. ludzi to biznesmeni. Jest inaczej. Na przykład wśród krajów OECD najwyższy poziom całkowitej aktywności przedsiębiorczej mają kraje śródziemnomorskie i kraje anglosaskie. A w Skandynawii czy starej Europie Zachodniej przedsiębiorców jest tylu, ilu u nas. Ze wszystkich tych badań płynie wniosek, że dla każdego kraju istnieje pewne optimum nasycenia przedsiębiorczością. I jak jest poniżej, to źle. Ale i powyżej tego poziomu też niedobrze.

Może nie ma sensu liczyć tego w taki sposób. Bo przecież przedsiębiorca przedsiębiorcy nierówny.

Dokładnie. Bo przedsiębiorcy jako jednolita grupa po prostu nie istnieją. Widać to już przy okazji tradycyjnego podziału na sektor małych i średnich (tzw. MSP – aut.) i korporacje. To przeciwstawienie przynosi wiele niepotrzebnego zamieszania.

Dlaczego?

Z ekonomicznego punktu widzenia przeciwstawianie korporacji i MSP nie ma większego uzasadnienia. I mali, i duzi mają w gospodarce bardzo ważne role do odegrania. Na dodatek kluczowym kierunkiem rozwoju mniejszych firm jest też kooperacja z firmami dużymi. Poza tym jest trochę tak, jak gdyby proponować małym firmom pomoc, ale od razu zaznaczyć, by nie urosły. Bo preferencyjne traktowanie i sympatia się skończą. Tymczasem opinia publiczna lubi ten podział. Przypisując sektorowi MSP wiele cech pozytywnych. Często niezasłużenie.

Wiadomo. Małe jest piękne.

To ogóle stwierdzenie, z którego niewiele wynika. Bo przecież mały biznes to nie tylko sympatyczne firmy rodzinne, kierujące się nadrzędnymi wartościami. To też ciemniejsza strona biznesu: szara strefa albo wręcz przedsiębiorczość kryminalna. Ale także coraz liczniejszy obszar przedsiębiorczości między etatem a firmą – pracodawcą. W tym wszelkiego rodzaju przypadki biznesowej działalności wymuszonej, na przykład przez pracodawcę. Jest również bardzo ciekawa grupa przedsiębiorczości nierównych szans. A więc kobiet, migrantów, niepełnosprawnych i bezrobotnych. Przygotowanie jednego zestawu narzędzi pomocy dla tak szerokiego wachlarza przedsiębiorców nie jest możliwe. Dobrze widać to na przykładzie eksporterów. Utarło się przekonanie, że eksport się krajowi opłaca. Wszyscy to powtarzają i nikt się nie zastanawia nad sensownością takiego stanowiska. Konsekwencja jest taka, że minister gospodarki obiecał niedawno w Sejmie, że za trzy lata będzie w Polsce trzy razy więcej eksporterów. Tylko czy naprawdę chodzi o ilość? Przypomnę, że 82 proc. eksporterów daje 2 proc. całych obrotów towarowych Polski. Czyli ich znaczenie jest marginalne. Czy naprawdę jest sens, żeby angażować w ten cel publiczne pieniądze?

Czyli nie wspierać?


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (10)

  • hazz69(2014-12-22 00:44) Zgłoś naruszenie 00

    Boże chroń nas od takich profesurów - utożsamianie biznesmena z samozatrudnionym czy właścicielem jednoosobowej firmy/działalności gospodarczej. Totalne pomieszanie pojęć... cały artykuł g## wart.

    Odpowiedz
  • dziadekzpragi(2014-12-22 07:41) Zgłoś naruszenie 00

    DO pana WYNALAZCY . EKSPORT ZA WSZELKĄ CENĘ TO JUŻ BYŁ np.EKSPORT STATKÓW I CEMENTU DO
    ZSSR W LATACH 60 -dziesiątych. Mądry eksport to mają Szwajcarzy .

    Odpowiedz
  • Kluska(2014-12-20 11:04) Zgłoś naruszenie 00

    Zgadzam się z artykułem jeśli chodzi o ilość "pseudo przedsiębiorców". Tworzy je nasze państwo z naszych podatków, czytaj firm już istniejących. Chory pomysł populistyczny dawania pieniędzy na otwieranie nowych firm. Na ogół są to jednoosobowe usługi, które stanowią niezdrową konkurencje dla tych, które od lat borykają się w Polsce z: ZUS-em, US, kontrolami, VAT-em, podatkami dochodowym i innymi pośrednimi np. podatkiem od nieruchomości od działalności gospodarczej, itp. Nowi mają preferencje, a więc walczą cenowo z firmami już istniejącymi o dwie ulice dalej, o tego samego klienta. Jest jeszcze zjawisko otwierania firm przez urzędników lub na ich dzieci, czy żony. Działalności z ulgami, a także układami i zleceniami, które otrzymują tylko oni. Wszystkie te firmy nie polegają na dobrym pomyśle i zapotrzebowaniu rynku oraz ciężkiej pracy, ale błędnemu założeniu państwa , że każdy może być przedsiębiorcą, bo jest bezrobotny.

    Odpowiedz
  • StAAbrA(2014-12-20 13:50) Zgłoś naruszenie 00

    Parodia - nie teatr .

    Odpowiedz
  • wynalazca(2014-12-20 15:15) Zgłoś naruszenie 00

    Hehehe,cyrk,po prostu cyrk,bogactwo kraju bierze się tylko i wyłącznie z eksportu a zadaniem rządu jest tak działać aby na polskim rynku było jak najmniej towarów z zagranicy a zagranicą jak najwięcej towarów z napisem Made in Poland i to jest cała polityka przez duże P i tak powinni działać politycy

    Odpowiedz
  • j.(2014-12-20 15:21) Zgłoś naruszenie 00

    No, ale tak takie poglądy są teraz ferowane przez część mediów, że teraz liczy się tylko własna firma, a pracujący na etacie to "nieudacznicy", bo sami nie potrafią kręcić biznesów, a ekonomiści zachęcają młodych ludzi, np. studentów, żeby nastawiali się na własny biznes, a nie pracę u kogoś, bo jest to podobno jedyny rozsądny wybór drogi życiowej. A co by było, gdyby tak wszyscy chcieli być przedsiębiorcami, czyli między innymi pracodawcami?... Kto by wtedy... pracował?... Wszystko zrobiło by się samo?... Nawet największy kapitała i to mądrze inwestowany, sam nic nie zrobi, potrzebna jest jeszcze PRACA i najwyższy czas, żeby należycie docenić (i wycenić!) ten czynnik rozwoju, a młodych ludzi uczyć nie koniecznie tylko przedsiębiorczości, bo to zabawa nie dla wszystkich, ale także konkretnego zawodu i solidnej pracy w tym zawodzie, która może nie da milionów, ale pozwoli godnie żyć.

    Odpowiedz
  • Włodek(2014-12-20 17:25) Zgłoś naruszenie 00

    Pora nazwać rzeczy po imieniu - wracamy do niewolnictwa.Tylko pamiętajmy o zapomnianej zasadzie 7 lat.

    Odpowiedz
  • Kondek 1(2014-12-21 21:08) Zgłoś naruszenie 00

    Takich ekonomistów to wystrzelić w kosmos.
    Nikt nie mówi,że w wolnej Polsce zamarły całe gałęzie przemysłu,bo nasi rządzący uznali,że lepiej sprowadzać wyroby z zagranicy jak pomóc własnym firmom w utrzymaniu się na rynku. Nasi sąsiedzi za Odry inną metodę opracowali i dzisiaj mają bezrobocie 7%.a my cieszymy się,że spada bezrobocie poniżej 13%.
    Takie myślenie jak pisze w/w ekonomista,daje to,że jest ciągle wysoki nadmiar rąk do pracy a przedsiębiorcy nie mają podstaw do podnoszenia płac i młodzi będą opuszczać kraj.Cały wzrost płac za miniony rok jak i obecny to otrzymaliśmy dzięki firmą państwowym

    Odpowiedz
  • oko(2014-12-20 19:45) Zgłoś naruszenie 00

    niszczy nas polityka najniższej ceny gdzie promuje się przedsiębiorców, którzy potrafią skuteczniej oszukać na wykonaniu zamówienia, którym nie obce jest oszukanie podwykonawców czy też pracowników, która obniża poziom przygotowania zawodowego do formy przyuczenia, która wymaga rozwiązań, aby zmniejszyć daninę do budżetu i do ZUS.
    Z czego ma być popyt, jak polityka najniższej ceny preferuje rozwiązania gdzie liczy się jak najtańsza siła robocza, jak najmniejsze daniny do budżetu i do ZUS. Z czego generować popytu na towary i usługi, jak pensje wystarczą na pokrycie opłat mieszkaniowych i żywność a na resztę dóbr trzeba się zadłużać.

    Odpowiedz
  • masakra(2014-12-22 19:43) Zgłoś naruszenie 00

    No tak, lepiej jakby było więcej zachodnich koncernów. Takich jak ten pan "specjalista" wprowadził do polski i był prezesem :]

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Polecane