O tym, jak przedsiębiorcy odczytują stan gospodarki, decyduje w dużym stopniu nastrój, a nie tylko twarde dane
Reklama
PRESS-SERVICE Monitoring Mediów podał wartość wskaźnika medialności recesji. W sierpniu podniósł się o 21 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca, osiągając 130 pkt. Wartość ta w dalszym ciągu interpretowana jest przez analityków jako „spokój”. Miesiąc wcześniej WMR zanotował historyczne minimum – 107 pkt. Inspiracją dla wskaźnika jest publikowany przez „The Economist” R-word index. Brytyjski tygodnik kwartalnie zlicza liczbę tekstów w „Financial Times” i „Wall Street Journal”, w których pojawia się słowo „recession”. R-word index bardzo szybko i wyraźnie wskazał na nadciągającą recesję w Stanach Zjednoczonych w 1990 i 2007 roku.
Dzieje się tak dlatego, że częstotliwość występowania słowa „recesja” w środkach masowego przekazu ma związek z aktualną sytuacją gospodarczą, co potwierdzają długoletnie obserwacje zachowania się tego indeksu. Trzeba jednak także zastrzec, że w mediach używa się słowa „recesja” także w tych przypadkach, gdy dane wykazują wprawdzie występowanie niekorzystnych zdarzeń ekonomicznych, które nie noszą cech rzeczywistej recesji. To oznacza, że podnoszenie się tego typu wskaźników nie musi zapowiadać prawdziwej recesji, oddaje za to pogorszenie się klimatu wokół gospodarki. Na częstotliwość użycia tego słowa wpływaja także wydarzenia zagraniczne, które mogą wpływać na otoczenie makroekonomiczne małego biznesu.
Zaletą wskaźnika jest odzwierciedlenie w jednym indeksie ogromnej liczby czynników decydujących o nastrojach rynkowych.
Obserwacja rocznego rozwoju sytuacji wykazuje, że trend jest spadkowy. W dodatku osiągnięta w sierpniu wartość 130 pkt – wyższa niż miesiąc wcześnie – i tak jest niższa od średniej dla 2014 roku, która wynosi 153. Dlaczego jednak pisano więcej o recesji?
Przede wszystkim z powodu sytuacji na rynkach zagranicznych, które mogą potencjalnie zwiększyć ryzyko wystąpienia trudności ekonomicznych także w Polsce. Powracały informacje o złym stanie gospodarki włoskiej, którą ekonomiści uznają za największy problem strefy euro. II kwartał 2014 r. (podobnie jak I) Włosi zakończyli ujemnym wskaźnikiem wzrostu PKB. Włochy po raz trzeci w ciągu ostatnich pięciu lat weszły w recesję. Problemów nie uniknęła także Brazylia, do niedawna jeden z najbardziej dynamicznych rynków wschodzących. Obecnie kraj ten również wszedł w fazę recesji (o czym w ostatnim czasie w polskich mediach wspominano w związku z mistrzostwami świata w piłce nożnej). W kontekście recesji pojawiał się także temat propozycji Komisji Europejskiej w sprawie wydłużenia urlopów pracownikom Unii. Według przedstawicieli sektora małych i średnich przedsiębiorstw kosztowałoby to firmy bardzo dużo i mogłoby się przyczynić do niższej efektywności firm odpowiedzialnych za ok. 60 proc. wspólnotowego PKB.
W Polsce o recesji nie ma mowy. Nie było jej nawet w najtrudniejszych momentach światowego kryzysu. Pozostaje apelować, by przedsiębiorcy nie ulegali sugestii tego słowa, które potrafi zniechęcać do aktywności w biznesie.