Wystarczy szybki przegląd elektroniki firmy Lark, by zauważyć, że większość produktów ma w nazwie przymiotnik „free”, czyli „wolny”. Być może jest tak dlatego, że założyciel firmy Marcin Olbrycht uwielbiał ptaki i pasjonował się ornitologią. Ptasie DNA, oprócz skojarzeń z wolnością, jest obecne nawet w nazwie firmy. „Lark” oznacza bowiem po angielsku skowronka.

W maju Lark wprowadził na rynek swój pierwszy fablet, czyli smartfon z sześciocalowym ekranem wykonanym w pożądanej przez klientów technologii IPS i baterię pozwalającą na 2 tys. godzin czuwania i 200 minut rozmów. Do klientów trafiło już 5 tys. urządzeń, a do końca roku firma chce ich sprzedać ok. 20 tys. Dzięki współpracy z globalną siecią handlową urządzenia będzie można kupić także w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech.

Te kraje znajdują się na celowniku firmy, która na razie 90 proc. urządzeń sprzedaje w Polsce. – Rozpoczęliśmy od krajowego rynku. Uznaliśmy, że stawia on przed debiutującymi markami największe wyzwanie. Osiągnięcie dobrej pozycji pozwoli łatwiej realizować strategię ekspansji zagranicznej – przekonuje Michał Adamczuk, dyrektor ds. sprzedaży w Lark Europe.

Rok 2014 ma przynieść firmie wyraźne umocnienie się na zagranicznych rynkach. Szczególnie dobrze sprzęty z wolnością w nazwie sprzedają się u naszych południowych sąsiadów. Mowa przede wszystkim o najnowszym modelu tabletu, kolejnym majowym debiutancie. W Czechach tylko w jednej sieci marketów sprzedaje się go 85 sztuk dziennie. A przecież Lark to także nawigacja samochodowa, zestawy nagłośnieniowe, elektroniczne czytniki książek czy wideorejestratory samochodowe.

Firmę założył Marcin Olbrycht w 2002 r. Zajmowała się wtedy dystrybucją sprzętu fotograficznego. Właściciel postawił na sprzedaż produktów w tradycyjnym handlu detalicznym. To był strzał w dziesiątkę – bo choć sprzedaż internetowa rośnie w tempie dwucyfrowym, to najwięcej elektroniki ciągle sprzedaje się w tradycyjnym handlu.

Zarządzający przedsiębiorstwem szybko doszli do wniosku, że warto dalej inwestować we własną markę. Pojawiła się w 2004 r. zarówno w przenośnym sprzęcie audio, jak i odtwarzaczach DVD. Kolejnym przełomem było zainwestowanie w nawigację satelitarną.

– Decyzję tę uważamy za nasz największy sukces. Udało nam się szybko zdobyć na polskim rynku 20 proc. udziałów w tej kategorii, co plasuje nas od lat w pierwszej trójce w kraju. Dowiedliśmy, że lokalna firma może poradzić sobie z zagranicznymi gigantami. Nie trzeba wydawać przy tym milionów złotych na marketing. Wystarczą dobrze przemyślany produkt i przystępna cena – przekonuje Adamczuk.

Jednak w 2010 r. dobrze sprzedająca się nawigacja zaczęła tracić na zainteresowaniu wśród klientów. To był sygnał, że trzeba rozszerzyć portfolio. W 2011 r. pojawiły się tablety, a rok później rejestratory samochodowe. Dziś tablety to największa kategoria w ofercie. W 2013 r. firma sprzedała ich 140 tys. sztuk. Nawigacja zajmuje drugą pozycję z liczbą 110 tys. sprzedanych w 2013 r. urządzeń. Trzecie miejsce należy do rejestratorów – sprzedaż na poziomie 40 tys. sztuk. Tablety i nawigacja to łącznie 75 proc. sprzedaży.

W III kw. tego roku Lark chce wejść na rynek ze smartfonami. Jak tłumaczy zarząd firmy, to najszybciej obok tabletów rozwijająca się kategoria urządzeń. – Chcemy, aby w 2015 r. fablety i smartfony stanowiły drugą kategorię w ofercie. Oznacza to wyprzedzenie nawigacji pod względem ilości sprzedaży – zaznacza Adamczuk.

Sukcesem firmy jest też to, że trzy lata temu została kupiona przez giełdową spółkę MIT. – Do MIT należy nasz dostawca oprogramowania. To poprawiło nasze relacje. Dzięki zacieśnieniu współpracy jako pierwsi na rynku w swojej kategorii cenowej byliśmy w stanie zaoferować dożywotnią aktualizację oprogramowania do nawigacji za darmo – informują pracownicy firmy.

Lark Europe nie ukrywa, że jak wszyscy swoją elektronikę produkuje w Shenzhen. Firma stara się jednak, by jej produkty miały silny własny wkład. Dlatego Lark postawił na design. – Współpracujemy z artystami specjalizującymi się we wzornictwie przemysłowym. Zatrudniamy 15 osób, z których pięć odpowiada za opracowanie produktów – tłumaczy Adamczuk.

Tablet i fablet wypierają pecety

Wystarczy porównać wyniki sprzedaży komputerów i urządzeń mobilnych, żeby zorientować się, którą kategorię urządzeń śledzą z większą uwagą prezesi koncernów produkujących komputery oraz elektronikę. Według firmy analitycznej Gartner w ubiegłym roku komputery, te biurkowe i laptopy, zanotowały największy spadek sprzedaży w historii. Konsumenci na świecie kupili 315 mln tych urządzeń, co stanowi spadek o 10 proc. – czyli aż o 35 mln sztuk.

Jednocześnie w fenomenalnym tempie rośnie sprzedaż urządzeń mobilnych, tj. telefonów komórkowych i tabletów. Według Gartnera tylko smartfonów w 2013 r. na całym świecie rozeszło się prawie miliard sztuk – dokładnie 968 mln – co stanowi wzrost o 42,3 proc. w stosunku do 2012 r. Smartfony stanowiły więc 53,6 proc. sprzedaży telefonów komórkowych w ogóle.

Podobnie jest w przypadku tabletów, których sprzedaż osiągnęła w zeszłym roku poziom 195,4 mln sztuk. To o 68 proc. więcej niż w 2012 r. W większości klienci wybierają produkty największych producentów na świecie: Apple, Samsung czy Asus. Jednak aż 30 proc. z prawie 200 mln sprzedanych sztuk przypada na producentów określanych zbiorczym mianem „inni”. Chociaż ich udział procentowy niewiele wzrósł w stosunku rok do roku, to łącznie według analityków sprzedali dwa razy więcej urządzeń niż w 2012 r. W przypadku smartfonów „inni” producenci sprzedają aż 40 proc. aparatów.

To wszystko oznacza, że na polskim i światowym rynku jest wiele miejsca dla takich producentów jak Lark.

Przyszłościową kategorią są także smartfony z bardzo dużym ekranem, które nazwano fabletami. Początkowy sceptycyzm recenzentów tych urządzeń odnośnie do ich rozmiarów, a przez to nieporęczności, został pokonany przez wyniki sprzedażowe.

Najlepszym przykładem są wyniki kolejnych wersji modelu Samsunga Galaxy Note, który stał się wyznacznikiem dla tej kategorii. Pierwsza generacja gigantycznego telefonu przekroczyła 10 mln sprzedanych sztuk w 9 miesięcy. Druga – w ledwie cztery. Trzecia wersja potrzebowała na to samo zaledwie 60 dni.

Popularność urządzeń z ekranem dotykowym przewidział już kilka lat temu założyciel i prezes Apple’a Steve Jobs. Podczas jednej z branżowych konferencji ogłosił początek nowej ery, w której to nie komputer będzie głównym narzędziem rozrywki i pracy, ale właśnie przenośne urządzenie obsługiwane za pomocą dotyku. Miał na myśli przede wszystkim swojego iPada, ale jego słowa były prorocze dla wszystkich innych producentów urządzeń tego typu.