Nowosądecki producent zapinek do wędlin i serów Leszek Solewski od 28 lat odpiera ataki niemieckich, włoskich i hiszpańskich konkurentów. W kraju nie ma sobie równych
Znaleźć dla siebie rynkową niszę i ją opanować – każda firma o tym marzy. SolArmowi z Nawojowej z nowosądecczyzny udało się to w branży wędliniarsko-serowarskiej.
Od 1984 r. jest jednym z największych krajowych dostawców zapinek aluminiowych do opakowań wędlin, serów i drobiu. Miesięcznie produkuje 5–6 mln sztuk takich zapinek, a w latach 90. było to nawet 8 mln.
– Miałem w latach 80. zastąpić kosztowny import zapinek za dewizy. Udało się, a dziś ponownie konkuruję z importerami, ale już na czysto rynkowych zasadach – mówi Leszek Solewski, właściciel SolArmu. Wyjaśnia, że dzięki temu, iż oferuje zapinki znacznie tańsze od importowanych, niemieccy dostawcy musieli obniżyć ich cenę o niemal połowę. Wciąż jednak Solewski jest konkurencyjny w stosunku do zagranicy. Roczne obroty firmy to 1 – 1,5 mln zł, przy zatrudnieniu sięgającym 6 osób.
W ponurych czasach lat 80. został przedsiębiorcą po 10 latach pracy na stanowisku głównego technologa w fabryce Gerlacha, a potem nauczyciela w przyzakładowej szkole zawodowej.
Nie ukrywa, że w uruchomieniu biznesu pomogła mu współpraca ze spółdzielczością rzemieślniczą, skąd otrzymywał materiały i pierwsze zamówienia dostaw dla zakładów drobiarskich. Maszyny i cała technologia produkcji były wspólnym pomysłem jego i ojca i z zawodu konstruktora. Po transformacji gospodarczej w 1989 r., kiedy padli główni odbiorcy, już na własną rękę udało mu się znaleźć partnerów – liczne śląskie zakłady wędliniarskie i producenci serów topionych i dojrzewających ze wschodniej Polski.
W tej chwili w swoim asortymencie jest bezkonkurencyjny i owszem, są inni krajowi producenci zapinek, ale innego rodzaju. I wzajemnie nie wchodzą sobie w drogę. Ale Solewski narzeka na zagranicznych konkurentów, którzy starają się wyprzeć go z rynku, proponując polskim firmom wędliniarskim transakcje wiązane, tj. zakup maszyn, ale z koniecznością odbioru także ich zapinek do wędlin. – To są chwyty poniżej pasa – żali się Solewski.
Ale radzi sobie z tym ucieczką do przodu. Od kiedy wspólnikiem Leszka Solewskiego trzy lata temu został jego syn Łukasz, firma stara się poszerzać zakres swojego działania. Stała się dilerem maszyn dla przemysłu mięsnego i automatycznych myjni dla przemysłu.
Z synem pan Leszek wiąże przyszłość firmy. Przede wszystkim liczy na ekspansję rynkową firmy za granicę. Do tej pory było to trudne, jak sam przyznaje z powodu bariery językowej. – Syn ukończył specjalizację logistyka wykładaną w języku angielskim na Akademii Górniczo-Hutniczej, będzie mu łatwiej kooperować z zagranicznymi partnerami. Do tej pory sprzedawaliśmy nieco zapinek jedynie na Słowację – informuje Leszek Solewski.
Poza ekspansją i planowanym rozszerzaniem asortymentu, kolejnymi priorytetami będzie wybudowanie nowej siedziby firmy, pierwsza łopata ma być wkopana jeszcze w tym roku. W grę wchodzi też rola autoryzowanego dilera pras do mięsa. To wszystko ma zwiększyć dotychczasowe zatrudnienie w firmie.
Leszek Solewski przyznaje, że prowadzenie własnej firmy w decydujący sposób wpłynęło na podniesienie jego statusu materialnego. Jest współwłaścicielem ultralekkiego samolotu i razem z synem, mając licencje pilotów, w każdy wolny weekend oddają się pasji latania.
Kamienie milowe sukcesu
Niszowa unikalna produkcja
Konkurencyjność cenowa wobec importu
Poszerzania zakresu działalności
Rodzinny charakter firmy