Po ukończeniu technikum Jacek Stadnicki od razu wiedział, że chce pracować na swoim. I tak się stało
Skromny warsztat stolarski uruchomił z własnych środków w 1991 r.
Na początku była to jednoosobowa firma, ale zajmująca się kompleksowym wyposażaniem pomieszczeń i mieszkań w elementy z drewna. Jednak już pięć lat później, kiedy nastąpił szalony postęp jeśli chodzi o materiały i narzędzia stolarskie, Stadnicki uświadomił sobie, że lepiej zacząć się specjalizować. Zatrudnił trzech pracowników i postawił na produkcję schodów oraz drzwi wewnętrznych i zewnętrznych. – To było naturalne posunięcie, nigdy nie myślałem o wielkim zakładzie, tylko o tradycyjnym warsztacie rzemieślniczym. Dostosowałem się do rynku – opowiada Stadnicki.
Dziś rocznie wykonuje około 40 sztuk schodów na zamówienie i kilkaset sztuk drzwi. Pracuje kompleksowo – poczynając od projektu, a na montażu schodów bądź drzwi kończąc. W swoim warsztacie w Karczewie w gminie Dąbrowa ma małą ekspozycję, dysponuje też katalogiem dla klientów. To, jak twierdzi Stadnicki, wystarczy, by przyciągnąć do zakładu klientów, a są to przede wszystkim właściciele domów, czasami deweloperzy czy kamienicznicy.
Ze swoimi produktami i usługami Stadnicki wychodzi daleko poza granicę gminy. Trafiają mu się prace na Górnym i Dolnym Śląsku, a nieraz i w Niemczech.
– Klienta trzeba wyrywać ponieważ konkurencja jest bardzo ostra, na terenie mojej gminy działa parę innych zakładów stolarskich, a dziś zamawiający nie patrzy na renomę rzemieślnika i jakość jego pracy a jedynie na cenę. W obecnych czasach muszę walczyć o przeżycie z miesiąca na miesiąc – trochę narzeka nasz rozmówca.
Ale nie uważa, że sytuacja jego zawodu oraz zakładu jest zła. – Jest normalnie – mówi. Za najlepszy okres uznaje lata 2006 – 2009, kiedy miał najwięcej zleceń.
Do tej pory Stadnicki trzymał się z dala od kredytów i wszelkich pożyczek. Jednak rok temu złożył aplikacje o środki unijne na zakup nowych maszyn. Cierpliwie czeka na decyzję, dowiedział się już, że ma olbrzymie szanse na otrzymanie tych środków. – To poprawiłoby moją konkurencyjność, mógłbym realizować więcej zleceń, no i wykonanie byłoby jeszcze lepszej jakości, precyzyjniejsze – tłumaczy
Wbrew stereotypom rzemieślnika pracującego po 12 godzin dziennie nasz bohater wygospodarowuje czas, by oddawać się jednej ze swoich dwóch pasji, a są nimi: pływanie i tenis. Okazuje się, że grać w tenisa można też na wsi. Stadnicki chwali się, że wspólnie z grupą zapaleńców takich jak on, w rodzinnej miejscowości wybudował dwa korty tenisowe. Dzięki temu może grać do woli.
Kamienie milowe sukcesu
specjalizacja w produkcji schodów i drzwi
podjęcie działań promocyjnych – wydawanie katalogu, stała ekspozycja
penetracja rynku w ościennych województwach oraz w Niemczech
aplikacja po unijne środki na rozwój zakładu