Coraz gorsze wyniki oglądalności, niska ściągalność abonamentu RTV, ponad 218 mln zł straty w 202 roku, a wprowadzenie opłaty audiowizualnej to wciąż odległa przyszłość. Telewizja publiczna nie znajduje się raczej w komfortowej sytuacji. Tymczasem, w swoich postulatach skierowanych do Zarządu TVP, „Wizja” żąda m.in. likwidacji sztucznych limitów zatrudnienia, zrównania wynagrodzeń oddziałów regionalnych z zakładem głównym i powrotu do wypłacania premii motywacyjnej. Prezes TVP Juliusz Braun twierdzi, że te żądania przekraczają roczny budżet TVP…

Jacek Dybowski: Problem polega na tym, że nie znamy tych wyliczeń. Trudno dyskutować ze stwierdzeniem, które nie jest poparte żadnymi konkretami. Jeśli takowe się pojawią, to oczywiście możemy o tym rozmawiać.

Bez względu na to, co mówi prezes Juliusz Braun fakty są takie, że w strukturach TVP istnieją takie miejsca, gdzie poziom zarobków jest wręcz skandalicznie niski. Przykładem może być Ośrodek Dokumentacji i Zbiorów programowych, gdzie pracownicy z kilkunastoletnim stażem zarabiają po 1300 zł na rękę. Panuje również ogromna rozbieżność pomiędzy zarobkami w zakładzie głównym a oddziałami terenowym. Tutaj można przytoczyć przykład Rzeszowa, gdzie za cały dzień pracy dziennikarze otrzymują wynagrodzenie w wysokości 60 zł brutto…

Strajk jest wynikiem sporu zbiorowego, który nie zakończył się porozumieniem. Jednym z głównych postulatów związku zawodowego, zgłaszanym w czasie sporu zbiorowego a nie uwzględnionym przez pracodawcę było zaprzestanie lub co najmniej istotne ograniczenie korzystania przez TVP z usług firm zewnętrznych. Chodzi o to, żeby TVP wykonując misję publiczną miała nieograniczony wpływ na proces produkcji tego, co oferuje widzom.

Postulaty strajkowe rzeczywiście obejmują szerszy obszar problemów niż przedmiot sporu zbiorowego. Niektóre z nich są postulatami dodatkowymi: płacowymi, programowymi, organizacyjnymi oraz dotyczącymi technologii. Główny postulat sporu zbiorowego – na którym się skupiamy – to zaprzestanie korzystania przez TVP z firm zewnętrznych w dostarczaniu usług w zawodach twórczych i technicznych, czyli tzw. Outsourcing i zaprzestanie stosowania na szeroką skalę zatrudnienia niepracowniczego.

Wróćmy na chwilę do samego referendum. Rzecznik TVP Jacek Rakowiecki zarzuca „Wizji” „nieuczciwą propagandę referendalną”. Zwraca również uwagę na fakt, że aż 2/3 pracowników telewizji nie poparło strajku…

Barbara Markowska-Wójcik: Sądzę, że propagandą są w tym wypadku działania Pana Rzecznika TVP, który notorycznie obraża nasz związek i zarzuca nam różne niecne czyny. Tymczasem skupmy się na faktach: referendum było całkowicie legalne. Jeśli rzecznik TVP uważa, że było inaczej, to w każdej chwili może wejść na drogę sądową. My nie mamy w tej sprawie żadnych wątpliwości – wszystkie nasze działania były zgodne z prawem.

J.D: Otóż 48,8% pracowników nie wzięło udziału w referendum. W jaki sposób Pan Rzecznik wysnuł wniosek, że te osoby nie poparły strajku? One nie wyraziły swojej woli. Jedynie 9,72% biorących udział w głosowaniu powiedziało „NIE” dla strajku, 14,58% wstrzymało się od głosu, zaś aż 72,22% głosujących tj. 1275 osób zagłosowało za strajkiem. To, co robi Pan Rzecznik to manipulacja. Dodam, że w żadnym dotychczas głosowaniu, a to było piąte wśród pracowników TVP, nie było tak wysokiej frekwencji.

Przepisy prawa mówią jednoznacznie, że za sposób przeprowadzenia referendum odpowiada związek zawodowy. To referendum związkowe, a nie referendum państwowe. Gdzie jest zapisane, że nie możemy podawać informacji na temat frekwencji w trakcie głosowania? Gdzie jest zapisane, że nie możemy podawać wyników cząstkowych? Wreszcie, gdzie jest zapisane, że w trakcie referendum nie możemy rozmawiać z pracownikami? Gdzie rzecznik prasowy TVP znalazł takie zapisy? Orzecznictwo mówi wyraźnie: związek zawodowy ma zrobić wszystko, żeby dochować rzetelności, m.in. poprzez umożliwienie każdemu pracownikowi oddania swojego głosu w referendum. To właśnie było przedmiotem naszej troski. Stosowaliśmy przejrzyste i jawne procedury. Zapewniamy pracodawcy wgląd w dokumentację referendalną.

Pan Jacek Rakowiecki zarzuca wam również dopisywanie postulatów już w toku prowadzonego sporu zbiorowego, co również miałoby budzić prawne wątpliwości…

J.D: Rzecznik prasowy TVP po raz kolejny wykazuje się tu nieznajomością prawa. Wynika to z jego nierzetelności lub też jest działaniem celowym. Zgłaszanie nowych postulatów w trakcie przygotowań do strajku nie ma związku z postulatami sporu zbiorowego w tym sensie, że o legalności sporu zbiorowego decydują tylko te drugie. W sporze zbiorowym z zarządem TVP przeszliśmy przez kolejne etapy przewidziane prawem. Następnie doszliśmy do etapu mediacji i podpisany został protokół rozbieżności. To kończy kwestię sporu zbiorowego i umożliwia legalny strajk, jeśli taki jest wynik referendum. Strajk odbędzie się z powodu niespełnienia przez pracodawcę postulatów będących przedmiotem sporu zbiorowego, ujętych w piśmie wszczynającym ten spór i w protokole rozbieżności.

Natomiast dodatkowe postulaty, o których mówimy w trakcie przygotowań do strajku, to kwestie, które wynikają z obecnej sytuacji spółki. Zarząd TVP może się do nich nie odnieść i ma do tego pełne prawo. Przez ich pryzmat nie możemy jednak rozpatrywać kwestii legalności czy też nielegalności prowadzonych przez nas działań.

Jak w takim razie mamy rozumieć decyzję o nieprzystąpieniu do prac w Komitecie Strajkowym dwóch największych – obok „Wizji” – związków zawodowych w TVP: Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” TVP SA oraz Rady Zakładowej TVP SA MZZPRiTV?

B.M: Nie wiemy, jakie przesłanki stały za decyzją "Solidarności". Mimo naszych próśb, szef związku pan Jarosław Najmoła nie przedstawił nam w tej sprawie informacji.

Zarząd TVP nie zgadza się również z zarzutem „Wizji”, dotyczącym wyprowadzania produkcji poza telewizję publiczną. Jacek Rakowiecki podkreśla, że produkcje zewnętrzne to zaledwie 10 - 12 procent kosztów ogólnych Telewizji Polskiej.

B.M: Polecam rzecznikowi, aby prześledził sobie ramówkę TVP i sprawdził, kto jest producentem wykonawczym danej audycji. Z tego nijak nie wynika, że produkcje zewnętrzne to zaledwie 10 - 12 procent. Trudno powiedzieć, skąd Pan Rzecznik wziął te statystyki, w sytuacji, gdy większość audycji jest produkowana w całości lub w koprodukcji z firmą zewnętrzną.

J.D: Diabeł tkwi w szczegółach. Należałoby najpierw zdefiniować, czym jest produkcja zewnętrzna. Podejrzewam, że w tym przypadku przytoczonych przez rzecznika TVP statystyk były to jedynie koszty produkcji programów zakupionych w całości od firm zewnętrznych. Tymczasem w telewizyjnej ramówce sporo jest audycji, za których produkcję generalnie odpowiada TVP, ale w części lub w całości są one tworzone przy udziale firm zewnętrznych oraz pracowników zewnętrznych. Właśnie w takim sensie nie możemy ich określić mianem produkcji wewnętrznych.

Dlaczego tak bardzo obstajecie przeciwko outsourcingowi pracowników TVP do firm zewnętrznych? Prezes TVP uważa, że to niezbędny element restrukturyzacji telewizji publicznej. W mediach prywatnych takie praktyki to przecież standard.

B.M: W przypadku telewizji publicznej outsourcing pracowników musi budzić poważne wątpliwości natury etycznej. Sprzeciwiają się mu stowarzyszenia dziennikarskie – zarówno w Polsce, jak i za granicą. Sprawa odbiła się również szerokim echem na forum europejskim, gdzie trudno doszukać się poparcia dla działań proponowanych przez zarząd TVP.

Niestety prezes Braun, zamiast skupić się na działaniach mających na celu poprawę oferty programowej TVP, woli zająć się rozmontowywaniem kapitału twórczego telewizji. Nie możemy się na to zgodzić. Nie tylko, dlatego że jesteśmy związkiem zawodowym, ale również dlatego że jesteśmy wieloletnimi pracownikami TVP i doskonale pamiętamy czasy, gdy ta firma tętniła życiem. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że koszt outsourcingu 4 grup zawodowych, o których mówimy, to 122 mln, a zysk przewidziany przez prezesa to 5 a w najlepszym wypadku 15 mln zł, czyli kropla w morzu, jeśli chodzi o budżet TVP.

J.D: To jest kwestia tego, jak powinna funkcjonować taka spółka jak Telewizja Polska. Czy ma być producentem, czy też jedynie emitentem treści. Według nas istotą telewizji jest produkcja programów, w oparciu o własne środki techniczne oraz o własną kadrę twórczą.

Pomysł outsourcingu jest całkowicie sprzeczny z tą koncepcją. Jak można kontrolować jakość produktu telewizyjnego, jeśli nie kontroluje się przebiegu jego produkcji? To samo dotyczy również pracowników, których nie da się ot tak zastąpić freelancerami. Nie możemy zapominać, że największym kapitałem TVP są w tym momencie ludzie, którzy dysponują odpowiednim doświadczeniem i umiejętnościami. Pozbywanie się tych ludzi, to obniżanie wartości spółki.

Pozostaje również kwestia niezależności dziennikarskiej. Jaką niezależność będzie mieć dziennikarz, który jest zatrudniony w firmie dostarczającej „pracowników sezonowych”? Jak w takiej sytuacji może on wykonywać swój zawód w sposób rzetelny?

TVP nie planuje przecież outsourcingu wszystkich pracowników TVP. Mowa o 550 osobach reprezentujących cztery konkretne grupy zawodowe…

J.D: Niestety obawiamy się, że to dopiero początek procesu przeniesień etatowych pracowników TVP do firm zewnętrznych. Warto prześledzić fragmenty słynnej uchwały 333 zarządu TVP SA, którą otrzymaliśmy od Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego, a której treści zarząd TVP przez wiele miesięcy nie chciał nam udostępnić.

W treści tej uchwały możemy znaleźć listę 27 zawodów, w stosunku do których TVP może zastosować procedurę outsourcingu, cytuję: „adekwatnie do modyfikowanych procesów pracy i zadań”. Te „adekwatne procesy” sprawiły, że najpierw ze struktur TVP wyprowadza się cztery grupy zawodowe, a wkrótce dołączą do nich kolejne. Z uchwały 333 jasno wynika, że przyjęty przez TVP model docelowy, to model bez pracowników twórczych na etatach.

B.M: W tym miejscu warto również zwrócić uwagę na to, kiedy prezesowi Juliuszowi Braunowi zmieniła się optyka spojrzenia na sprawę outsourcingu. Jeszcze na początku bieżącego roku w rozmowach z nami podkreślano, że outsourcing, w odniesieniu do pracowników TVP, nie wchodzi w ogóle w rachubę.

J.D: Wówczas pan prezes Braun przygotował projekt reformy organizacyjnej TVP, w którym położył głęboki nacisk na utworzenie redakcji tematycznych. Jednym z głównych postulatów tego projektu było utworzenie zespołów dziennikarskich, wokół których miała się koncentrować dalsza działalność publicznego nadawcy. Niestety prezes TVP nie potrafił przeprowadzić tego pomysłu przez Radę Nadzorczą, choć – co było wydarzeniem bezprecedensowym – miał w tej kwestii nasze pełne poparcie.

B.M: Zgodnie z prawem prasowym twórcza praca dziennikarska powinna odbywać się w redakcjach. Jak to jest, że najpierw prezes Braun mówi o utworzeniu redakcji tematycznych, a tydzień później jego koncepcja ulega zmianie o 180 stopni? Są dwie możliwości: albo prezes Braun został zwyczajnie zmanipulowany, albo mamy tu do czynienia z celowym działaniem nastawionym na demontaż TVP, a w ślad za tym na dowolne programowanie produkcji – zewnętrzne bądź wewnętrzne, w zależności od „modyfikowanych procesów pracy i zadań”.

Czy jest jeszcze jakaś szansa na porozumienie pomiędzy „Wizją” a Zarządem TVP?

B.M: Osobiście nie wyobrażam sobie, abyśmy do takiego porozumienia nie doszli. Przecież chodzi o naszą wspólną firmę – o markę TVP. Dlaczego mielibyśmy ją rozmontowywać? Dlaczego mielibyśmy wyrzucać część łańcucha produkcji? Porozumienie jest, jak najbardziej możliwe, ale wcześniej zarząd TVP musi wycofać się z realizacji scenariusza przewidzianego „słynną” uchwałą 333.
A jeśli do porozumienia nie dojdzie? Czeka nas strajk? Czy może dojść do sytuacji, w której po włączeniu telewizora, widzowie TVP zobaczą ekran testowy?

B.M: Jeśli do strajku dojdzie, to będzie on uporczywy i bolesny. Natomiast na tym etapie, nie możemy mówić o szczegółach. Na pewno nie chcemy, aby tracili na tym widzowie, bo jest to ostania rzecz, do której byśmy dążyli. Widz jest najważniejszy. Dla niego realizujemy programy, dla niego pracujemy, dla niego jesteśmy od tylu lat w telewizji.

J.D: Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że my tego strajku wcale nie chcemy. Zmuszają nas do niego działania prezesa i zarządu TVP.

B.M: Bardzo ważne jest, żeby do prezesa Brauna wreszcie dotarło, że ma po drugiej stronie nie wojujących związkowców, którym chodzi o własne etaty, ale ludzi, którzy przepracowali w TVP kilkadziesiąt lat. Ludzi, dla których wyświechtane już słowo „misja”, jest bardzo ważne.

Co musi zmienić się w TVP, aby publiczny nadawca odzyskał zaufanie widzów?

B.M: Przede wszystkim potrzebujemy zmiany managementu, który wreszcie spojrzy na TVP przez pryzmat potrzeb widzów, wykonywania misji publicznej, przy uwzględnieniu elementarnych praw pracowniczych. Władze spółki muszą zrozumieć, że wykwalifikowana i doświadczona kadra pracowników TVP potrafi tworzyć własne polskie formaty i programy na bardzo dobrym poziomie, a nie jedynie kopiować je z Zachodu. Zaufanie widzów możemy odzyskać jedynie poprzez przywrócenie mocy twórczych TVP. Nie może być tak, że cała produkcja wyprowadzana jest na zewnątrz. Nie może być tak, że na wewnętrzną produkcję przeznaczamy złotówkę, a na zewnętrzną pięć razy więcej.

J.D: Niestety władze TVP nie wyczuły momentu technologicznej rewolucji, która skutkowała zmianą sposobu nadawania z analogowego na cyfrowy. O tym, że zmiany nadchodzą było wiadomo już od dawna. Wówczas trzeba było myśleć o przeprogramowaniu całej oferty programowej TVP oraz o zmianie profili kanałów z ogólnotematycznych na bardziej specjalistyczne. Niestety w TVP od lat brakuje takiego długofalowego myślenia…

Barbara Markowska, dziennikarz z 30-letnim stażem, sekretarz Rady Etyki Mediów, 3-cią kadencję Przewodnicząca ZZPT TVP SA Wizja.

Jacek Dybowski, realizator telewizyjny, w TVP od 1992 roku, Wiceprzewodniczący Zarządu Związku od 2011r.

Związek Zawodowy Pracowników Twórczych TVP SA Wizja – Związek powstał z połączenia 4 związków twórczych, działa od roku 2004, skupia pracowników twórczych i technicznych, liczy ponad 700 członków