Jeśli jakieś prawo obowiązuje w innym kraju Unii Europejskiej, to może i u nas – przekonuje Joanna Lichocka, posłanka PiS i członkini Rady Mediów Narodowych. – Nikt z tygodnia na tydzień nie będzie zmuszany do niczego – uspokaja, tłumacząc, dlaczego konieczne jest dekoncentrowanie rynku mediów.
Z dekoncentracją mediów to już postanowione?
Decyzje o formie i momencie przystąpienia do prac nad tym projektem należą do ścisłego kierownictwa partii. Dziś mogę tylko powiedzieć, czego bym chciała: dekoncentracji rynku medialnego w Polsce. Świadomie nie używam słowa repolonizacja, ponieważ nie chodzi o to, żeby specjalnie traktować media zagraniczne. Chodzi o dekoncentrację całego rynku, ponieważ jest kilka potężnych grup medialnych, które w mojej ocenie zaczęły wręcz blokować możliwość swobodnej debaty i wolność słowa.
Może pani podać przykład tego blokowania?
Mówiłam w tygodniku „Sieci” o Tomaszu Lisie, który zadarł z TVN, potem z Polsatem i mediami publicznymi – więc teraz nie ma dla niego roboty w żadnej telewizji i jest skazany na małą grupę odbiorców w internecie.
Dekoncentruje pani media, żeby znaleźć telewizję dla Tomasza Lisa? No nie wierzę.
On sam na swój los zapracował, ale dziennikarzy, którzy nie mają dla siebie miejsca, jest więcej. W ich interesie leży, by na rynku działało jak najwięcej podmiotów, by nie było dominacji ani monopolu, tylko równowaga. A równowaga to wielość podmiotów, tytułów, opinii.