W ubiegłym roku „Millano” obchodziło 35. rocznicę istnienia. W tym czasie, z małej firmy stali się Państwo znaczącym graczem na dość „drapieżnym” rynku słodyczy, sprzedającym swoje produkty na całym świecie. W jaki sposób udało się Państwu zdobyć tak silną pozycję?

Swoją działalność zaczęliśmy w 1982 roku w małej hali, mieszczącej się na tyłach domu mieszkalnego właściciela. Z czasem, dzięki ciągłym inwestycjom, zakład przeistoczył się w dojrzałą firmę, z trzema prężnie działającymi fabrykami, a nasze produkty oferowane są dziś w ponad 50 państwach. Jesteśmy niezwykle dumni z tego, że te wyroby produkowane są nie tylko w naszym kraju, ale również przez polskie przedsiębiorstwo. Godny podkreślenia jest również fakt, że cały czas nas biznes ma rodzinny charakter i staramy się, żeby każdy pracownik czuł się częścią naszej „czekoladowej” rodziny.

Od samego początku istnienia firmy misją właściciela i wszystkich osób wkładających w nią serce, jest stawianie na ciągły rozwój i innowacje – zarówno w strefie produktów, jak i procesów technologicznych. Nie było roku, żebyśmy nie ponosili potężnych nakładów na inwestycje. Wsłuchując się w potrzeby rynku i konsumenta dostarczamy produkty, będące odpowiedzią na nowe trendy i rosnące oczekiwania klientów.

Czy Pana zdaniem polskie pochodzenie firmy „Millano” ma znaczenie dla konsumenta?

„Narodowość” firmy ma coraz większe znaczenie. Także Polacy zwracają większą uwagę na pochodzenie przedsiębiorstw i marek. M.in. dzięki takiej kampanii, jak „Wybieram polskie”, organizowanej przez Państwa redakcję, rośnie rozpoznawalność polskich produktów i szerzy się idea patriotyzmu zakupowego. Na początku lat 90. Polacy byli zachłyśnięci wszystkim, co zachodnie, więc stawianie na polskie produkty było mało popularne – w przeciwieństwie do państw ościennych, gdzie patriotyzm konsumencki rozpoczął się znacznie wcześniej, a efektem są marki rozpoznawalne na całym świecie. Najnowsze raporty dotyczące naszego kraju podkreślają rosnącą z roku na rok świadomość w tym zakresie. Wiele firm dostrzega ten trend i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom konsumentów poprzez spolszczanie nazw swoich produktów.

Czy według Pana polskie firmy i marki mogą być konkurencyjne, a może wręcz lepsze od zagranicznych?

Z powodzeniem konkurujemy z firmami zagranicznymi. Mało tego, rodzime produkty coraz lepiej radzą sobie na obcych rynkach. Za swoją siłę możemy uznać przede wszystkim korzystny stosunek ceny do wysokiej jakości i elastyczność w realizacji kontraktów. Daje to – nie tylko nam, ale zapewne wszystkim polskim przedsiębiorstwom – przewagę, dzięki której zagraniczne firmy traktują nas jak godnych konkurentów, których nie można ignorować.

A w jaki sposób Państwo dbają o wysoką jakość swoich wyrobów?

Działamy wielopłaszczyznowo. Począwszy od współpracy z najlepszymi dostawcami surowców, poprzez ciągłe inwestowanie w najnowszą technologię i poszukiwanie innowacji produktowych, po stawianie na świadomych, wykwalifikowanych pracowników. Posiadamy wysoce rozbudowany system bezpieczeństwa żywności, produkujemy w oparciu o normy ISO, BRC, IFS, mamy szereg certyfikatów, m.in. Fair Trade, UTZ czy RSPO.

Rozmawiała Zuzanna Pawełczyk