W ciągu 16 lat banki zarobiły na nich ponad 16 mld zł. Ale twierdzą, że dochodowość denominowanych hipotek była zwykle dużo mniejsza niż pozostałej części portfela
Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała wyniki drugiej ankiety w sprawie kredytów walutowych, jaką przeprowadziła w związku z projektem ustawy dotyczącej przewalutowania hipotek denominowanych w walutach obcych. Pierwsze badanie dotyczyło kosztów, jakie spowodowałoby wejście w życie projektu w pierwotnym kształcie – z połowy stycznia. W drugim nadzór podsumował łączne dochody banków z kredytów dewizowych od 2000 do 2015 r.
Jak się okazuje, łączny zarobek to 16,4 mld zł. Najwięcej z tego – 12,9 mld zł – to dochody odsetkowe. Kolejne 5,5 mld zł to tzw. wynik z pozycji wymiany, czyli efekt spreadów walutowych, a 1,6 mld zł przypada na prowizje. W sumie wychodzi 20 mld zł, ale jednocześnie utworzono 3,6 mld zł rezerw na kredyty, które nie były terminowo spłacane.
Dochodowość walutowych hipotek / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
KNF podała również, że dochodowość tych kredytów była niemal zawsze mniejsza niż w przypadku całego portfela. Nie było ani jednego roku, w którym stopa zwrotu z aktywów w kredytach walutowych byłaby wyższa od 3 proc. Od 2010 r. tak liczona ich opłacalność nie przekracza 1 proc. (w ubiegłym roku było to 0,32 proc.).

Reklama
Raport, jak zaznacza KNF, został przygotowany w odpowiedzi na prośbę Kancelarii Prezydenta RP. Część liczb pochodzi z obowiązkowej sprawozdawczości, a część pozyskano w ramach dodatkowego sprawozdawczego postępowania wyjaśniającego.
W informacji oprócz dochodów z odsetek, prowizji i wymiany walut pojawia się kwota 40,3 mld zł wyniku na niezrealizowanych różnicach kursowych w związku z kredytami dewizowymi. To efekt spadku kursu złotego, głównie do franka szwajcarskiego. Takie są straty osób, które wzięły kredyty w walutach. Jednak żeby mieć w bilansie kredyty walutowe, po drugiej jego stronie musi się znaleźć finansowanie w walucie. W końcu ubiegłego roku niemal połowa portfela frankowego była pokryta depozytami lub zaciąganymi przez banki pożyczkami we frankach. Reszta musiała być sfinansowana transakcjami pochodnymi – poprzez zamianę depozytów złotowych na walutę obcą. Te jednak działają w taki sposób, że gdy np. frank zyskuje na wartości, banki muszą przeznaczać na finansowanie kredytów więcej złotówkowych depozytów. Z danych ujawnionych przez KNF wynika, że w końcu 2015 r. wycena instrumentów służących do sfinansowania walutowych hipotek była 6,3 mld zł na minusie.
Informacja nadzoru wskazuje, że pod względem dochodów osiąganych z kredytów walutowych najlepsze dla banków były lata 2008–2009. Wtedy wpływy przekraczały 2 mld zł rocznie. W ubiegłym roku było to 1,3 mld zł. Spadek jest związany głównie ze zmniejszaniem się dochodów z wymiany walut (w 2008 r. przekroczyły one miliard, w 2015 r. spadły do 165 mln zł) – to efekt ustawy antyspreadowej, która pozwoliła na kupowanie walut np. w kantorze i spłacanie rat kredytu w bezpośrednio we frankach lub euro. Mniejsze są również wpływy z prowizji – to z kolei związane jest z zablokowaniem bankom możliwości udzielania kredytów walutowych, na co nadzór zdecydował się pięć lat temu.
Jednym z pomysłów w styczniowym projekcie ustawy frankowej autorstwa Kancelarii Prezydenta było wprowadzenie możliwości zwolnienia się przez klienta banku z długu przez oddanie instytucji finansowej nieruchomości. Jednym z warunków byłoby to, że wartość zadłużenia musiałaby być większa niż mieszkania lub domu, które są zabezpieczeniem kredytu. Z danych nadzoru wynika, że ten warunek jest spełniony w przypadku 45 proc. ogólnej kwoty kredytów walutowych (w przypadku złotowych to mniej niż 11 proc.).
– Ludzi nie można oszukiwać, a państwo ma obowiązek ludzi przed lichwą i takim wyzyskiem bronić. I obiecuję, że bez względu na różne opory i płacze, zapewne także w naszym obozie, uwolnimy Polaków z tej niewoli – według „Wiadomości” TVP tak o sytuacji frankowiczów wypowiedział się w wywiadzie dla poniedziałkowego tygodnika „wSieci” Jarosław Kaczyński, prezes PiS.
W ubiegłym tygodniu Kancelaria Prezydenta poinformowała o powołaniu zespołu ds. wypracowania zmian w propozycji projektu ustawy dotyczącej kredytów odnoszonych do walut obcych i zapowiedziała, że jego prace zakończą się na przełomie maja i czerwca. Zapowiedź zmian w projekcie spowodowała, że później odbędzie się zaplanowane początkowo na dziś posiedzenie Komitetu Stabilności Finansowej poświęcone kredytom. Jednym z problemów jest kwestia zaksięgowania przez banki strat, jakie poniosłyby w związku z ich przewalutowaniem. Szacunki mówią o kilkudziesięciu miliardach złotych.
„Są kontynuowane konsultacje z przedstawicielami firm zajmujących się audytem finansowym (...), które mają na celu wypracowanie mechanizmów rozłożenia skutków finansowych projektowanej regulacji na lata” – informowała Kancelaria Prezydenta. Dotychczas eksperci oceniali, że koszty przewalutowania powinny być przez banki ujęte w księgach jednorazowo. Wiązałoby się to z ryzykiem ogłoszenia upadłości przez kilka instytucji.
Odwlekanie rozstrzygnięcia sprawy kredytów walutowych nie podoba się frankowiczom. W sobotę ruch społeczny Stop Bankowemu Bezprawiu zorganizował w centrum Warszawy manifestację, podczas której domagano się włączenia frankowiczów do prac nad ustawą o pomocy dla nich, a także szybkiego złożenia projektu w Sejmie.